Barbara Michalczyk: Niżyński show

16 czerwca 2014

O spektaklu Niżyński w reżyserii Waldemara Zawodzińskiego w Teatrze Polskim im. A. Szyfmana w Warszawie

 

Niżyński/ fot. Sławomir Bergański

Niżyński/ fot. Sławomir Bergański

Wacław Niżyński w swoim Dzienniku, który stał się podstawą dla spektaklu napisał: „Krytycy zawsze sądzą, że są mądrzejsi od artystów. Często czynią zły użytek, gdyż łajają artystę za wykonanie. Artysta jest biedny i dlatego drży przed krytykiem.” Cytat niesie za sobą jasną sugestię: krytyku, nie oceniaj!, stąd też spróbuję podjąć jedynie dywagację nad tym, co zobaczyłam na deskach Teatru Polskiego, bez jednoznacznego oceniania.

Monodram Kamila Maćkowiaka skupia się na dwóch stanach, w jakich znajdował się chory psychicznie Niżyński. Bóg tańca, jak go nazywano, waha się pomiędzy strachem o własną egzystencję a pychą i dumą, z pozycji której ocenia innych. Jednocześnie ogrom emocji zostaje przekazany w tańcu, który staje się w tym wypadku niemal równorzędnym medium dla słowa. Nowe sceny zaś są wyznaczone przez zmiany świateł, muzyczne przerywniki lub krótki film przedstawiający przerażonego i błądzącego Maćkowiaka (można go obejrzeć w zwiastunie spektaklu na stronie Teatru Polskiego).

Ogromne wrażenie robi scenografia, która podsuwa kilka możliwych interpretacji. Aktor wygłasza monodram uwięziony w swego rodzaju klatce. Sceniczne pudło ma ściany z ciemnego plastiku, na którym białym markerem zostały wypisane fragmenty dzienników, podłogę z przezroczystego pleksiglasu, na ścianie za aktorem wyświetlane są filmy, zaś przed nim rozciąga się krata z siatki, oddzielająca go od publiczności. Istotnym elementem scenografii jest drążek baletowy, który przez cały niemal spektakl nie ustaje w pionowym ruchu. Niżyński dwukrotnie podejmuje próbę wydostania się z przestrzeni, po której miota się niespokojnie podczas całego spektaklu. Jak możemy odczytać tę przestrzeń? Czyżby jako klatkę w zoo, w której obserwujemy osuwającego się w szaleństwo człowieka? A może to bariery umysłu Niżyńskiego, stąd dzienniki na ścianach i niemożność uwolnienia się?

Opowieść snuta na scenie skupia się na relacjach Niżyńskiego ze światem i Bogiem. Bo, nie bójmy się o tym wspomnieć, tancerz poczuwa się najpierw do związku z Nim, po czym przechodzi do faktu, że się Nim stał. To też dyktuje mu postawę, jaką przyjmuje wobec świata. Niżyński rozlicza się także z rodziną, Diagielewem – utożsamionym tutaj niemal z szatanem, karierą oraz relacjami ze światem. Mówi o własnym rozwoju, przyzwyczajeniach, ale także o seksualności. Związek z Romolą został jasno przedstawiony jako sposób ucieczki przed homoseksualizmem, który próbuje nieudolnie usprawiedliwić. Wybrane fragmenty są najbardziej kontrowersyjnymi w całych Dziennikach, a sposób ich zestawienia ze sobą w spektaklu jeszcze to podkreśla.

Język, jakim posługuje się Niżyński, jest łatwiejszy do odbioru w mowie, niż w zapisie. Twórcy spektaklu jednak nie ograniczyli się do Dzienników, swobodnie dodając własny komentarz do niektórych wydarzeń. Najjaskrawszym tego przykładem jest scena, w której artysta komentuje obsadzenie sześćdziesięciolatki jako Julii – co jest wyraźną aluzją do matki Romoli, która ponoć zachwycała w tej roli jeszcze jako pięćdziesięciolatka. Znajomość zapisków Niżyńskiego nie jest jednak konieczna do zrozumienia spektaklu – twórcy krótko wprowadzają nas w świat tancerza. W przestrzeni wyznaczonej przez napisy początkowe oraz końcowe mieści się historia człowieka o wielu twarzach.

Pierwsza z nich jest twarzą człowieka pysznego, dumnego oraz przekonanego o swojej wielkości. Niżyński w świetle chwały! Niżyński żądny odwetu! Niżyński-Bóg, oceniający innych! Grając tę partię, Maćkowiak wykorzystuje nadekspresję oraz manierę językową, prawdopodobnie po to, aby lepiej uwypuklić obłęd. Słowa płynące z jego ust oraz sposób, w jaki je wypowiada, mają jasno zamierzony charakter komiczny. Tylko czy my, widzowie, naprawdę chcemy śmiać się z wariata wyśmiewającego innych?

Druga jest twarzą człowieka cierpiącego, przepełnionego lękiem. Tancerz odsłania się przed widzem. To Niżyński emocjonalny, wyciszony, ale także pełen tęsknoty. Mężczyzna staje się na chwilę chłopcem, dla którego matka jest epicentrum wszechświata. Aktor w tych scenach jest statyczny i skupiony na swojej opowieści. Bardziej odtwarza, niż sam w to wchodzi. Czy to właśnie powoduje, że nie możemy mu do końca uwierzyć?

Trzecia to twarz Niżyńskiego tancerza. Pozbawiona słów, wyraża się całkowicie w ruchu, w którym można się zatracić. Odczuwa się w nim szeroką gamę emocji, od strachu, przez gniew ku radości. Muzyka i światła płynnie komponują się z ruchem scenicznym, który przechodzi różne przemiany od form czysto baletowych po formy kabaretowe. Maćkowiak na scenie wykonuje szereg skomplikowanych ewolucji, a jego sprawność fizyczna dodatkowo wpływa na walory akurat tej kreacji, która ze wszystkich wydaje się być najbardziej złożoną i kompletną. Bo czyż nie tak powinno być, że tancerz najpełniej wyraża się właśnie w tańcu?

Oczywiście można by się pokusić o wyodrębnianie jeszcze drobniejszych „podtwarzy” – skupionych już na konkretnej emocji, jednak wszystkie mieszczą się wewnątrz tych trzech powyższych. Twarze przeplatają się ze sobą, tworząc obraz nacechowany nieustannym zaskoczeniem – po obłąkanym tancerzu należy spodziewać się wszystkiego. Całość nie jest spójna, brak nawet konkretnej historii. Jest tylko Niżyński.

Czas z nim spędzony nie był czasem łatwym. Wypełniała go próba zrozumienia, dlaczego aktor i jego postać wydają się być tak odlegli od siebie. Być może wynikało to z tego, że ludzie ogarnięci chorobami psychicznymi pozostają stale niezrozumiani. Być może wynikało to z samych Dzienników i osoby, jaką był Niżyński. A być może była to wina samego spektaklu. Nie wiem, nie będę udawać mądrzejszej od artysty – pozostawię tu niedomkniętą furtkę, dla osobistej interpretacji każdego widza.

Barbara Michalczyk

 

 

Niżyński, na podstawie „Dzienników” W. Niżyńskiego, Teatr Polski w Warszawie

Premiera: 12.03.2014

Reżyseria i scenografia: Waldemar Zwodziński

Scenariusz: Kamil Maćkowiak, Waldemar Zwodziński

Choreografia: Kamil Maćkowiak

Opracowanie muzyczne: Kamil Maćkowiak

Kostiumy: Marta Joanna Bryś

Reżyser światła: Łukasz Schwiperich

Projekcje: Arkadiusz Stasiak, Wojciech Burczak

Obsada: Kamil Maćkowiak

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

two × one =