Barbara Michalczyk: Urocza ramotka

20 października 2016

O spektaklu Podejrzana osoba grupy teatralnej To Masz Teatr w reżyserii Toma Sawyera

Podejrzana osoba/materialy archiwalne

Podejrzana osoba/materialy archiwalne

Bardzo często, wraz z poczuciem, że coś definitywnie umarło, pojawia się zjawisko, które wprost temu przeczy. Grupa teatralna To Masz Teatr, wzięła na warsztat dziewiętnastowieczny tekst Dobrzańskiego, ale nie poszła utartym szlakiem uwspółcześnień, w zamian skręcając na krętą ścieżkę gry w konwencji. Powiedzmy sobie szczerze, na deskach profesjonalnych teatrów już się takich rzeczy nie ogląda. Na oczach początkowo zdezorientowanej publiczności czwarta ściana zostaje obalona, aktorzy popisowo głuchną, gdy któryś z nich wypowiada się na stronie, a gest zostaje ogromnie przerysowany. Na chwilę wszyscy zostają katapultowani w objęcia wieku dziewiętnastego i jest to przeżycie bardzo ożywcze.

Historia, rodem z mieszczańskich salonów, jest bardzo prosta. Florian osiągnąwszy wiek nader stateczny, zdecydował się poślubić młodą Joannę. Wszystko byłoby cudownie, uczucie mogłoby kwitnąć do woli, gdyby nie chwasty zazdrości, pielęgnowane przez męża na małżeńskiej grządce. Jeśli doda się do tego nie pierwszej bystrości sługę, wszystko nagle zaczyna się komplikować. Bo kim może być tytułowa podejrzana osoba? I co, jeśli nagle robi się ich całe mnóstwo?

Przestrzeń, w której rozgrywa się spektakl jest bardzo niewielka. Aktorzy znajdują się blisko publiczności, co tylko podbija nastrój i ułatwia udzielanie się rozbawienia. Scenografia jest  minimalistyczna – spływająca z sufitu draperia udaje kominek, do tego na scenie znajdują się jedynie dwa fotele i stolik. Tylko tyle wystarczy, aby w jasny sposób zasygnalizować, gdzie toczy się akcja – przed państwem mieszczański salonik. Podobnie jest z kostiumami, które nie są strojami z epoki, ale jej sugestią.

Podstawową zaletą spektaklu jest jego dynamiczność. Nie ma dłużyzn, przestojów, czy poczucia, że całość zmierza w bliżej niesprecyzowanym kierunku. To typowa dziewiętnastowieczna farsa, z całym sztafażem pomyłek, gagów i znanych już chwytów. Świeżość całemu przedsięwzięciu daje przede wszystkim wykonanie i serce, które aktorzy włożyli w swoją pracę.

Pierwsze chwile oglądania tego spektaklu są trudne dla widza, ale jednocześnie pociągające. To zupełnie inna estetyka, coś w rodzaju skoku w odmienną rzeczywistość. Gra aktorska jest bardzo mocno przerysowana, wyolbrzymiono gesty mocno nadbudowując „teatralność” tego przedsięwzięcia. Grupa bawi się tym tekstem, bawi się konwencją i w tę zabawę wciąga publiczność. Pierwsze zduszone chichoty wydobywają się jeszcze podczas przedakcji, a im dłużej trwa spektakl, tym trudniej pohamować się publiczności.

Nie da się ukryć, że motorem wydarzeń, a jednocześnie kimś w rodzaju głównego bohatera jest sługa; Ździebko (Krzysztof Kwiatkowski). Jest wścibski, trochę samolubny i niezbyt rozgarnięty.  To wybuchowa mieszanka, która wpędza w kłopoty pana Floriana (Maciej Wilk), a później samego Ździebkę. Nie da się ukryć, że swoją obecnością na scenie Kwiatkowski potrafi przyćmić pozostałych aktorów. Jego bohater silnie zaciąga, zaś akcent, którego używa można by umieścić gdzieś pomiędzy francuskim, a kresowopolskim. Do tego strzela oczami, robi miny i wystawia koniuszek języka, gdy nad czymś ciężko myśli. Kwiatkowski konsekwentnie prowadzi  swojego bohatera przez wertepy sztuki, bardzo rzadko schodząc ze sceny.

Podobnie charakterystyczną postać buduje Maciej Wilk. Jako Florian nie wygląda na wiele starszego od swojej żony; Joanny (Małgorzata Jurek), nie został ucharakteryzowany na staruszka, nie ogrywa też tego gestami czy przygarbioną sylwetką. Jedynie z tekstu płynie przekaz, że ożenił się z młodą kobietą i stale drży o jej wierność. Wilk buduje raczej obraz człowieka popędliwego, któremu byle iskra wystarczy, aby zapłonąć. W swojej popisowej scenie szału miota się na wszystkie strony, gotów roznieść na strzępy niemalże każdego. W spektaklu odgrywa także epizod jako Filip, sługa z innego majątku, który składa Ździebce niezwykle kuszącą propozycję. W pierwszej chwili trudno się zorientować, że to ten sam aktor. Dochodzi do aktorskiej transformacji, aktor garbi się, zmienia sposób chodzenia i zaczyna mówić śląską gwarą.

Pozostali aktorzy utrzymują się w konwencji. Zarówno Małgorzata Jurek, grająca Joannę oraz Katarzyna Traczyńska, w roli jej przyjaciółki, Marii, tworzą postacie pełne wewnętrznej dystynkcji oraz pewnej rezerwy. Ich gesty nie są przerysowane, aktorki portretują prawdziwe damy, które potrafią odnaleźć się w każdej sytuacji. Same z siebie nie są komiczne, ale w kontrastowym zestawieniu ze Ździebką potrafią budzić prawdziwe salwy śmiechu. Zgoła inaczej prowadzony jest Antoni Tomasza Traczyńskiego. Pojawia się jedynie w kilku scenach, ale wnosi ze sobą bardzo dużo pozytywnej energii.

Ten tekst się zestarzał, pokrył kurzem i tylko ten styl wystawiania tak naprawdę może go uratować od zapomnienia. W widzu rodzi się poczucie cofania w czasie, a wraz z nim pewna tkliwość i poczucie, że całość jest niesamowicie urocza. Czasami, aby odpocząć od wszystkich szalonych „post-„, które atakują ze sceny, warto obejrzeć coś innego. Pozwolić dotknąć się odmiennej estetyce, może odrobinę za nią zatęsknić, a już na pewno zrozumieć wyjątkową pozycję, jaką teatr cieszył się dobre sto lat temu.

Barbara Michalczyk

Stanisław Dobrzański Podejrzana osoba

Reżyseria: Tom Sawyer

Występują: Małgorzata Jurek, Krzysztof Kwiatkowski, Katarzyna Traczyńska, Tomasz Traczyński, Maciej Wilk

 

 

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

sixteen + seven =