Dagmara Olewińska: Intelektualne pobojowisko

1 kwietnia 2012

Odysei w reżyserii Krzysztofa Garbaczewskiego w Teatrze im. Kochanowskiego w Opolu

Odyseja / mat. teatru

Krzysztof Garbaczewski to bałaganiarz. W jego spektaklu nic nie jest uporządkowane, przynajmniej takie widz odnosi wrażenie. Przy każdej kolejnej realizacji wysypuje nam jakieś tony przypadkowych rzeczy, których miejsce ma być teraz na scenie. Oprócz mieszania form monodramu, projekcji multimedialnych, wykładu, performansu, piosenki i układów choreograficznych, miesza także teksty, skojarzenia, eksperymentuje z tytułowym dziełem. Umówmy się, Odyseja typową Odyseją nie jest i niewiele ma z nią wspólnego. Stąd też bezcenny widok ucieczek w trakcie przedstawienia i rozczarowania na twarzach, szczególnie starszej części widowni, którzy mieli nadzieję zobaczyć epopeję w wydaniu nieznanego im pewnie dotąd młodego reżysera. Czym zatem jest ten spektakl?

Na scenie masywny stół, sterta kaset wideo, wanna, lustro, dywan zakrywający dziurę z piachem, mikrofony, drewniane krzesła i to wszystko w ogromnej pustce przestrzeni. Przedstawienie otwiera scena, podczas której Telemach (Paweł Smagała) na różny sposób artykułuje „a”, składa głoski w sylaby, a te w całe wyrazy. Następuje proces powstawania słowa. Ciało walczy z językiem. Tym zabiegiem twórcy wyraźnie odwołują się do teorii  Jacquesa Lacana, który uważał, że człowiek jest więźniem słów, go przedstawiających.

Garbaczewskiemu nie zależy na historycznym odczytaniu Odysei. Jego spektakl to opowieść o dojrzewaniu człowieka do zgody na samego siebie, akceptacji własnej tożsamości. Wydaje się, że bohaterowi do określenia własnego ja, potrzebny jest ojciec, którego nie widział od kilku lat. Jego nieobecność oddziałuje na myślenie Telemacha. Nie ma on poczucia bezpieczeństwa, nerwowo chodzi po scenie, jakby szukając swojego miejsca, próbując odnaleźć się w przestrzeni. Telemach nie wyrusza w poszukiwaniu swojego ojca- Odysa. Jego podróż odbywa się w nim.

U Garbaczewskiego mamy właściwie jedną rolę kobiecą- Penelopy, ale wcielają się w nią trzy aktorki w różnym wieku. Kobiecość nabiera innego kształtu. Zostaje podporządkowana męskim oczekiwaniom, postawom, fantazjom. Monolog Aleksandry Cwen jest niewątpliwie najmocniejszym akcentem realizacji. Zaangażowanie aktorki sprawia, że owo intymne wyznanie przepełnione jest emocjonalnym bombardowaniem. Odrębność języka- kobiecego wołania staje się drogą w poszukiwaniu własnego ja poprzez język.

Tego bałaganu nie da się przeskoczyć. Ilość nagromadzonych przez reżysera skojarzeń, cytatów, obrazów, odwołań jest nie do zniesienia. Każdą scenę otacza fala dowolnych interpretacji widza, a to sprawia, że ciężko jest uchwycić jeden sposób myślenia reżysera. Jedni będą twierdzili, że ten bałagan jest zaplanowany, ale czy ma on jakikolwiek sens, jeśli widz nie jest w stanie się w nim odnaleźć? Sam fakt intelektualnej przygody, jakiej podejmuje się Garbaczewski, jeszcze nie może skłaniać do zachwytu odbiorcy. Jeśli jednak jesteśmy w stanie przyjąć proponowaną przez młodego reżysera estetyczną drogę, która jest dla niego charakterystyczna i którą konsekwentnie podąża, to możemy w tym eksperymencie odnaleźć wiele wartościowych rzeczy i niebanalnych pytań egzystencjalnych.

Dagmara Olewińska

Adaptacja, reżyseria, scenografia: Krzysztof Garbaczewski

Adaptacja, dramaturgia, opracowanie muzyczne, wideo: Marcin Cecko

Kostiumy: Anna Maria Karczmarska

Reżyseria monologu kobiecego: Anna Maria Karczmarska

Ruch sceniczny: Mikołaj Mikołajczyk

Reżyseria światła: Wojciech Puś

Obsada:

Zofia Bielewicz

Aleksandra Cwen

Grażyna Misiorowska

Mirosław Bednarek

Jacek Dzisiewicz

Andrzej Jakubczyk

Waldemar Kotas

Leszek Malec

Przemysław Czernik

Jarosław Dziedzic

Paweł Smagała

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

two × 2 =