Dagmara Olewińska: Szekspir bez trendów

20 lutego 2012

O spektaklu Sen nocy letniej w reż. Bożeny Suchockiej w Teatrze Ateneum w Warszawie.

Sen nocy letniej / fot. Bartek Warzecha

Tego, że Szekspir jest ponadczasowy raczej nie trzeba nikomu udowadniać, bo robią to skutecznie i na potęgę chociażby współcześni twórcy teatralni. Odczytują na nowo- jak to się teraz modnie określa i doszukują się kolejnych warstw interpretacyjnych. Najnowsza realizacja w Teatrze Ateneum jest opowieścią o poszukiwaniu miłości, o pożądaniu i strachu przed samotnością.

Można było się obawiać, że na scenie wybrzmią takie realia dzisiejszego świata, że ciężko będzie to znieść, a po Szekspirze zostaną zaledwie ślady. Jednak Suchocka nie podąża za trendami, które kreowane są przez młodych reżyserów. Nie przenosi nas w świat totalnie inny niż u autora.

Reżyserka stara się pokazać różne oblicza miłości i intryg, do których zdolni są kochankowie. I choć tekst Szekspira ma szczęśliwe zakończenie, nie brakuje w nim małych dramatów o uczuciach. Suchocka doskonale ustawia na scenie to, co zdawał się chcieć powiedzieć pisarz- dla miłości zdolni jesteśmy do każdego kroku, nawet za cenę totalnego błazeństwa i kompromitacji. Miłość młodych ludzi jest dla niej bardzo istotnym aspektem. Przez ukazanie dwóch par bohaterów zadaje pytania o to, dlaczego tak łatwo lokujemy swoje uczucia gdzie indziej i szybko rezygnujemy z miłości. Czy prawdziwa miłość jeszcze istnieje i właściwie co to takiego?

Realizacja w Ateneum ubrana jest w kostium uniwersalny, tak, żeby wybrzmiało jeszcze bardziej współcześnie, ponadczasowo, abyśmy dostrzegli gdzieś na scenie swoje odbicia. Ten zabieg można by uznać za udany gdyby nie scenografia Agnieszki Zawadowskiej, która nie wpisuję się w świat wykreowany przez Suchocką. Bardziej przeszkadza niż przykuwa uwagę. Ściana z luster to tylko mało efektowna dekoracja.

W spektaklu zastosowano kilka interesujących zmian. Przedstawienie otwiera scena wschodniej sztuki walki Hipolity z Tezeuszem (która jest zapowiedzią całej wspaniałej choreografii autorstwa Leszka Bzdyla). Puk jest hippisem, poruszającym się na nietypowym rowerze i chętnie popalającym sobie trawkę.

Aktorsko jest bardzo różnie. Zdecydowanie najlepszy jest Grzegorz Damięcki i dzięki niemu Podszewka staje się żywiołową, wiarygodną i wyrazistą postacią. Z wiarygodnością w grze aktorskiej jest różnie.  Dalecy są od niej na pewno Mariusz Drężek i Przemysław Sadowski. Anna Smołowik za swoje główne zadanie uznała przechadzanie się po scenie w skąpej sukience. Jest piękna, słodka i tyle. Zdecydowanie za mało.

Świetnie natomiast sprawdza się scena grupy rzemieślników przygotowujących przedstawienie, które ma uświetnić ślub Tezeusza i Hipolity. Krzysztof Tyniec, Grzegorz Damięcki, Jan Matyjaszkiewicz, Tomasz Kozłowicz, Bartłomiej Nowosielski, Jan Janga-Tomaszewski to sprawcy najgłośniejszych salw śmiechu na sali i głośnych braw. Już wcześniej wspomniany Damięcki pokazał naprawdę wysoką klasę aktorstwa.

Całość śmieszy, bawi i ogląda się ją z zaciekawieniem. Nie można jej uznać za propozycję wybitnie ambitną, ale nie zawsze o to chodzi, co wcale nie jest zarzutem. Są znani aktorzy, jest humor i przypuszczam, że przez jakiś czas będzie komplet widowni. I dobrze, bo to interesująca rozrywka na jeden z wieczorów.

                                                                                              Dagmara Olewińska

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

twenty + 8 =