Dagmara Rolnik: Fałszywe pochlebstwa

30 czerwca 2013

Przeklęty diabeł

Recenzja spektaklu Przeklęty diabeł z Akademii Teatralnej w Szanghaju

Przeklęty diabeł jest adaptacją powieści Yu Fengwei Survival przygotowaną przez studentów Akadami Teatralnej w Szanghaju. Co ciekawe, wykonawcy nie są studentami aktorstwa, a reżyserii. Dlatego też zastanowiło mnie, w jaki sposób osoby, które na co dzień nie zajmują się grą, poradzą sobie na scenie. Jednak nawet po obejrzeniu Przeklętego diabła nie jestem w stanie jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Zresztą myślę, że podobne odczucia miała większość osób znajdujących się w teatrze.  Aktorzy mówili w języku niezrozumiałym dla prawie całej widowni, co niewątpliwie utrudniało odbiór, zatem sporo uwagi trzeba było poświęcić czytaniu napisów wyświetlanych na ekranie znajdującym się nad sceną. Z tego powodu takie kwestie jak gra aktorska odeszły na drugi plan.

Gdy wybierałam się na to przedstawienie, spodziewałam się czegoś mocno osadzonego w  chińskiej kulturze, która jest przecież tak kolorowa, specyficznie egzotyczna i często trudna w odbiorze dla osób, które nigdy nie miała z nią styczności. Dlatego też obawiałam się, że spektakl  może być przepełniony symbolami, metaforami i gestami, których nie będę w stanie zrozumieć. Na szczęście moje obawy były niepotrzebne, ponieważ  Przeklęty diabeł porusza niezwykle uniwersalny temat. Jest to historia mieszkańców niewielkiej chińskiej wioski, którzy wiodą spokojne, ubogie życie, dopóki nie przybywa do nich partyzant z dwójką japońskich jeńców. Rozkazuje on mieszkańcom zająć się pojmanymi do czasu swego powrotu. W wiosce już przedtem brakowało jedzenia, a teraz, gdy przybywają im dwie dodatkowe osoby do wyżywienia, ludność zaczyna głodować. W dodatku jeden z pojmanych – podporucznik żywiący pogardę dla Chińczyków – twierdzi, że woli umrzeć, niż żyć w niewoli. Na znak protestu odmawia przyjmowania pokarmu. Wieśniacy czują się jednak w obowiązku zachować go przy życiu, dlatego postanawiają dać mu nieco bardziej wykwintne jedzenie od tego, którym sami się żywią.  Pomimo okazanej mu dobroci, podporucznik nadal pała nienawiścią do mieszkańców. W pewnym momencie wydaje się, że zmienia do nich stosunek…

Nie trzeba być jasnowidzem, by przewidzieć zakończenie, a cała historia jest raczej banalna, co zazwyczaj budzi we mnie negatywne emocje. Jednak w tym wypadku nie czułam znużenia czy poirytowania, a wręcz przeciwnie – przyjemnie spędziłam niemal dwie godziny. Możliwe, że wpłynął na to fakt, iż mimo tak trudnej tematyki, udało się wpleść w widowisko elementy humorystyczne, które rozbawiły widownię. Ale – niestety – spodziewałam się nieco więcej po studentach z Szanghaju. Wychodząc z teatru czułam lekki niedosyt. Brakowało mi bowiem momentu zaskoczenia, jakiegoś zwrotu akcji, czegoś, co zapadłoby mi w pamięć.

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

seven − 2 =