Dawid Dudko: Polityka rodzinna

4 kwietnia 2016

O spektaklu Danuta W. w reżyserii Janusza Zaorskiego w Teatrze Polonia w Warszawie

Danuta W./materiały prasowe

Danuta W./materiały prasowe

„Nazywa się Mirosława Danuta Wałęsa, z domu Gołoś. Urodziła się 25 lutego 1949 roku w Kolonii Krypy. Żona Lecha Wałęsy, przywódcy Solidarności, w latach 1990-1995 prezydenta Rzeczpospolitej Polskiej. Matka ośmiorga dzieci…” – w tym miejscu padają daty urodzin każdego z nich, a następnie w chronologicznym porządku ukazane zostają najważniejsze wydarzenia (m.in. poznanie męża, ślub, czy pierwsze mieszkanie). Rozpoczynająca opowieść Krystyna Janda, ubrana w stonowane barwy, z zawiązanym na szyi dyskretnym fartuchem, jasno zaznacza do kogo należy historia, którą za chwilę usłyszymy.

Gdy aktorka wchodzi za drugą stronę wypełnionego jabłkami stołu i zaczyna przygotowanie szarlotki (tradycyjnego sobotniego przysmaku rodziny Wałęsów) przedstawia postać wspomnianej Pierwszej Damy, ale nie próbuje za wszelką cenę się do niej upodobnić. Od początku zaznaczona jest perspektywa trzeciej osoby, po to aby przejście do pierwszej mogło odbywać się na zasadzie cytatu, czegoś więcej niż performowania tekstu i czegoś mniej niż wiernego odgrywania realnie istniejącej postaci za pomocą fizycznego upodobnienia czy naśladowczej artykulacji. Ten efekt obcości przekłada się również na przestrzeń. Została ona świadomie pozbawiona iluzji tak, abyśmy nie zapomnieli, że jesteśmy w teatrze. Subtelne, czarne otoczenie z wyświetlanymi za plecami aktorki archiwalnymi multimediami (korespondującymi z przywoływaną opowieścią) nie stara się realistycznie odzwierciedlać kuchni, a tym bardziej pomieszczenia z czasów biednego PRL-u. Są tu wyłącznie praktyczne, nowoczesne sprzęty: przeszklony blat i przeźroczysty piekarnik, z którego na koniec przedstawienia podane zostanie ciasto. Narracja przyjmuje współczesną perspektywę. Janda, jako aktorka, kobieta, matka i, co ważne w aspekcie symbolicznym, ikona filmów jawnie krytykujących komunistyczną władze, przedstawia historię zbudowaną na wspomnieniach i indywidualnych spostrzeżeniach dotyczących życia rodzinnego, obowiązków kobiety czy zmieniającego się ustroju. Podstawę stanowią minimalistycznie użyte środki inscenizacyjne. Najważniejsze wydaje się słowo, wypowiadane znad skrupulatnie wykonywanego kuchennego rytuału.

Spektakl Danuta W w reżyserii Janusza Zaorskiego to adaptacja ponad pięćsetstronicowej książki Marzenia i tajemnice autorstwa Danuty Wałęsy. Część autobiograficznego materiału na potrzeby i tak długiego, bo prawie trzygodzinnego przedstawienia, zostaje w naturalny sposób odrzucona (na przykład refleksje na temat znajomych i otoczenia albo te odnośnie wychowywania dzieci). Janda z Zaorskim skupiają się niemal tylko na jednym – konsekwentnie prowadzonym wątku związanym z Lechem Wałęsą. Na tym jak wygląda życie w permanentnym cieniu mężczyzny, który sprawy zawodowe przekłada nad dobro i bezpieczeństwo swojej rodziny, i co dzieje się, kiedy przychodzi wreszcie potrzeba wyjścia poza ten ubezwłasnowolniający cień. Przedstawienie z warszawskiej Polonii mówi o trudnej relacji dwojga przeciwstawnych sobie osób – dominującego polityka o szowinistycznych poglądach („rolą żony jest podporządkowanie się mężowi”) i kobiety o spokojnym, wyważonym, świadomie uległym usposobieniu. Mowa o związku tym trudniejszym, że opartym na nieobecności, a co za tym idzie na braku partnerskiego wsparcia. Kiedy za Wałęsą ustawiał się tłum, zdana tylko na siebie, pochłonięta domowymi obowiązkami Danuta mogła co najwyżej posłuchać radia Wolna Europa, by usłyszeć jak jej mąż obala komunistyczny system („właściwie nie wiedziałam co się dzieje, mieszkaliśmy z dala od centrum, byłam zajęta dziećmi i codziennym przygotowywaniem obiadu”).

Janda, relacjonując historię, w której nie brakuje zabawnych anegdot (zawstydzenie wizytą Jana Pawła II, komplementującego stary kapelusz Danuty,  słuchanie Radia Maryja przez Wałęsę jako metoda na „poznanie wroga”) oraz refleksyjnych puent (brak możliwości decydowania o samej sobie) wprowadza nas w rzeczywistość osoby, którą charakteryzuje serdeczność i bezpośredniość. Danuta W. określa życiowe priorytety prostym językiem. Jej zdaniem najważniejsza jest miłość – „sytuacja, w której dla drugiego człowieka chce się tego samego co dla siebie” – i naturalnie rodzina – „dziecko to niedające się opisać absolutne szczęście”. Jest bezpretensjonalnie szczera, wspominając na przykład bez fałszywej kurtuazji świętej pamięci Annę Walentynowicz, która, jej zdaniem, za bardzo lubiła plotkować. Krytycznie wypowiada się o Wałęsie mężu i ojcu, odseparowanym od spraw rodzinnych, ale broni go jako politycznego przywódcy, którego w pewnym momencie chciano obalić. Właśnie ten brak radykalności w postawie Danuty zdaje się interesować najbardziej.

Niejednoznaczność zostaje podkreślona poprzez sugestywną grę Jandy, oscylującej pomiędzy rolą, a prywatnym, żywym reagowaniem na refleksje Wałęsowej. Jej charakterystyczny śmiech i temperament towarzyszą elementom humorystycznym, wszelkiego rodzaju anegdotom i komentarzom. Kiedy opowieść przyjmuje poważny, bardziej uporządkowany charakter (wydarzenia polityczne, kolejne ciąże), wówczas emanuje od niej spokój i dystans. Stroni też od manifestacyjnego tonu – przewijająca się podczas monologu dygresja o zmianie swojego nastawienia na przestrzeni czasu, stopniowej emancypacji, nie przybiera wymiaru społecznej rewolucji. Feministyczny aspekt historii wydaje się przez to subtelniejszy, mniej oczywisty. Janda w żadnym sensie nie demonizuje przywoływanych sytuacji, jak chociażby narażanie bezpieczeństwa dzieci dla spraw kraju albo samotności swojej bohaterki, związanej z nieumiejętnością okazywania uczuć przez jej męża. Rodzinne obowiązki i małżeńskie wyzwania, podyktowane zależnościami politycznymi, które Wałęsowa opisała w swojej książce, potraktowane zostają na scenie podobnie jak na papierze – jako naturalny ciąg zdarzeń, który przez wszystkich, łącznie z nią samą, uznawany był od zawsze za oczywisty („wtedy nie myślałam, że cokolwiek mogłoby wyglądać inaczej”). W ten wyważony, unikający skrajnych poglądów sposób, przyglądamy się kształtowanemu już na etapie dziewczęcych marzeń społecznemu patriarchatowi.

Świetny, minimalistycznie pomyślany spektakl Jandy i Zaorskiego pokazuje alternatywne, prozaiczne w wymowie spojrzenie na wydarzenia historii. Nie ma tu heroizacji i patosu znanego ze szkolnych podręczników. Kluczowe dla zmiany ustroju daty (między innymi przyznanie Lechowi Wałęsie Pokojowej Nagrody Nobla czy wybuch stanu wojennego) pomimo dodania do nich bardzo dobrze przygotowanych materiałów archiwalnych, ukazane są w zestawieniu z codzienną perspektywą – bolesnym porodem, brakiem jedzenia albo pierwszym publicznym wystąpieniem, dającym cudowne poczucie nieznanej wcześniej samodzielności. Danuta W. nie stawia sobie za zadanie pobudzania tłumów, tak jak robił to niegdyś przywódca Solidarności. Zwraca za to uwagę na siłę oraz potrzebę partycypacji kobiet, które jako żony i matki pozbawiane są możliwości równoprawnego udziału w życiu społecznym i politycznym, często nie znając alternatywy, same będąc przekonane o słuszności podobnych rozwiązań. Spektakl mówi o tym używając prostego języka, który może być zrozumiany przez wszystkich, bez względu na wykształcenie i poziom kulturalnego obycia. Tylko tyle i aż tyle.

Dawid Dudko

Danuta W.

Danuta Wałęsa, Piotr Adamowicz

Adaptacja i wykonanie: Krystyna Janda

Reżyseria: Janusz Zaorski

Światło: Andrzej Wolf

Scenografia: Krystyna Janda

Asystent scenografa: Małgorzata Domańska

Producent wykonawczy: Ewa Ratkowska

Realizacja i przygotowanie materiału filmowego: Janusz Zaorski, Andrzej Wolf, Adam Mendry, Zaq Chojecki, Ludwik Sielicki, Ewa Ratkowska

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

5 × 5 =