Dawid Dudko: Witkacy stosowany

26 listopada 2015

O spektaklu Gyubal Wahazar w reżyserii Pawła Świątka w Starym Teatrze w Krakowie

FORMA

Gyubal Wahazar/fot. Andrzej Banaś

Gyubal Wahazar/fot. Andrzej Banaś

Paweł Świątek, po słynnym już Pawiu Królowej, w którym to świetnie wyczuł muzyczną warstwę prozy Doroty Masłowskiej, powraca na deski Starego Teatru (tym razem Dużej Sceny) z realizacją Gyubala Wahazara Stanisława Ignacego Witkiewicza. Dramat Witkacego o podtytule Na przełęczach bezsensu jest dla Świątka nie tylko kolejną okazją do zmierzenia się z trudnym, hermetycznym językiem, ale też pretekstem do generalnego sprawdzianu umiejętności – w tym przypadku szczególnie reżyserskiej wyobraźni, czy konsekwencji. Współcześni twórcy dosyć rzadko sięgają po teksty z Czystej Formy w teatrze i właściwie nie trudno się temu dziwić. Powstałe dotąd inscenizacje ostatecznie były niemal zawsze albo objawionymi arcydziełami mniej lub bardziej uznanych wówczas reżyserów (Lupa, Jarocki, Jarzyna), albo zwyczajnie nieudanymi realizacjami, tworzonymi jakby w myśl zasady „im dziwniejm lepiej”. Autor rapowanego Pawia dostał zatem od dyrekcji Starego duże wyzwanie, z którym mierzy się za pomocą sztywnie obranej surrealistycznej konwencji. Jej ekwiwalent dostajemy niemal od razu, chwilę po zajęciu miejsc.

 

Na początku krakowskiego przedstawienia ubrane w białe stroje postaci, wydając nieprzyjemny brzęk imitujący nieposkromione muchy, ciągną za sobą na sznurkach wszechmocnego władcę-dyktatora. Gyubal Wahazar w osobie Marcina Czarnika, przemawiając do swoich poddanych z kolorowego inkubatora, wprowadza nas w świat przypominający film fantasy. Tematem przewodnim nie ma być tu jednak przyjemna dla oka rozrywka, ale budzący grozę eksperyment, którego przykładowo celem stanie się przemienianie kobietonów w mężczyzn. Mieniąca się różnymi kolorami przestrzeń sceniczna jest u Świątka silnie zhierarchizowanym polem gry, na którym to forma groteski i przesady warunkuje sposób kreowania postaci przez aktorów (zmechanizowane ruchy, hiperpoprawnie artykułowane słowa). Oprócz tego akcja spektaklu przeplatana jest krótkimi, psychodelicznymi partiami choreograficznymi w wykonaniu Pauliny Puślednik, stylizowanymi na Święto Wiosny Niżyńskiego. Wygląda więc na to, że dla twórców władza to także skojarzenie z baletem, jako włożeniem w ciasną formę reguł, ściśle określających sposób zachowania wykonawcy.

 

SZALEŃSTWO

Połyskująca, monochromatyczna scenografia pełna jest metalicznych elementów. Zawieszone nad głowami bohaterów wiatraki, a także zmultiplikowane boczne drzwi z pleksiglasu przypominają trochę kosmiczną kapsułę, a trochę też emanujący chłodem gabinet do wskrzeszania istnień dawno umarłych. W takim otoczeniu krzyczący bohater o mocno demonicznym usposobieniu będzie razem z wiernym sobie Rypmannem (Krzysztof Zawadzki) bezwzględnie realizował wizję świata podporządkowaną własnemu szaleństwu. Gyubal, traktując na różne sposoby królewskie centrum dowodzenia (szklana kapsuła), przemawia do swoich poddanych aroganckim, nieznoszącym sprzeciwu tonem. Nikt nie zauważa, że jego słowa to tylko puste deklaracje, obnażające kurczową chęć utrzymania władzy. Czarnik portretuje swojego Gyubala jako rozhisteryzowanego, pełnego kompleksów dziwoląga. Jego królewską bronią jest krzyk. Zdaje się, że tym właśnie pragnie dowieść swojej pozycji. Gyubal zagłusza swoje fobie zachowując się takakby sam nie wierzył w sens tego, co mówi. A może powoli i jego zaczynają przerażać budzące się w nim co raz to nowe szaleńcze instynkty? W spektaklu Świątka najsilniej wybrzmiewa beznadziejność sytuacji, w jakiej znalazł się główny bohater, kiedy zostaje mu odebrana podstawowa część rynsztunku – jego głos. Pod koniec spektaklu, gdy Marcin Czarnik zamiast przekonanego o swojej wyższości dowódcy, przemienia się w niemającą żadnego znaczenia figurę, marionetkę, przedstawienie Starego Teatru okazuje się być intrygująco niejednoznaczne. Być może dlatego, że w końcu nabiera długo wyczekanej subtelności.

 

TŁUM

Paweł Świątek z jednej strony proponuje nam rzeczywistość w duchu witkacowskiego futuryzmu (wspomniane zabiegi formalne), z drugiej zaś, częściowo zdaje się rezygnować z głównego motywu utworu, czyli tłumu, ślepo podążającego za psychopatycznymi wizjami hegemona. W adaptacji służebną rolę poddanych pełnią tylko cztery kobiety: Świntusia – Ewa Kolasińska, Scabrosa – Małgorzata Gałkowska, Lubrica – Iwona Budner, oraz Morbidetto – Małgorzata Zawadzka. Te, owszem, za każdym razem bezmyślnie rzytakują swemu panu, nieraz także głośno skandując jego imię, jednak zamiast stanowić o głosie owładniętego manią władcy społeczeństwa, tworzą tylko coś w rodzaju niewielkiego „fan clubu”. W ostatecznym rozrachunku, niezrozumiały wydaje się zabieg tak znacznego ograniczenia bohaterów dramatu. Gdyby na scenie za plecami Gyubala stała faktyczna masa zaślepieńców, to niemal wszystkie wątki (od uzurpacji władzy, po dążenie do wygranej – odbijanie piłeczek pingpongowych jako aluzja do szczęśliwej loterii pieniężnej), miałyby szansę wybrzmieć wyraźniej, mocniej, przede wszystkim tak, aby móc w jakikolwiek sposób pobudzić widzów. Bo pomimo iż tematy poruszane w Gyubalu są nadal aktualne (zwłaszcza biorąc pod uwagę dzisiejszą sytuację polityczną w Rosji), to publicznośćamiast „wstąpienia do kosmicznej komory”, skazana jest na pozycję beznamiętnych oglądaczy. Tekst niby kierowany jest w kierunku widzów, ale do roli tłumu, paradoksalnie, nie zostają oni zaangażowani.

 

WŁADZA

Dramat Stanisława Ignacego Witkiewicza wzbogacony został cytatem z Nietzschego, który w wolnym tłumaczeniu brzmi: Zdobywanie władzy jest kosztowne – władza ogłupia. W dramacie nie tylko proces rządzenia, ale też jego ścisły związek z religią (ukazany poprzez postać przejmującego w końcu dowodzenie Ojca Unguentego) dobitnie pokazująak nieskomplikowane jest fanatyczne uzależnienie od siebie społeczeństwa. Krakowska inscenizacja zdaje się jednak tylko delikatnie szkicować te wątki. Polityczny dyskurs ginie pod nadmiarem reżyserskich zabiegów, podyktowanych przez silnie obraną konwencję sztuczności. Gyubal Wahazar to z jednej strony intrygująco zaaranżowana scenografia autorstwa Marcina Chlandy, czy ciekawie obsadzone role (dojrzała Ewa Kolasińska grająca rolę małej dziewczynki przywodzi na myśl Barbarę Krafftównę z Alicji Pawła Miśkiewicza), a z drugiej – jest kolejną wariacją na temat Witkacego, której przedstawiony problem staje się znacząco mniej ważny niż styl. Parafrazując Nietzschego należałoby zatem powiedzieć: operowanie formą jest kosztowne – forma może czasem ogłupiać.

 

Dawid Dudko

Gyubal Wahazar

Stanisław Ignacy Witkiewicz

Reżyseria: Paweł Świątek

Scenografia: Marcin Chlanda

Kostiumy: Konrad Parol

Choreografia: Dominika Knapik

Obsada: Paulina Puślednik (Baba/Kobieton), Marcin Czarnik (Gyubal Wahazar), Iwona Budner (Lubrica), Małgorzata Zawadzka (Morbidetto), Adam Nawojczyk (O. Unguenty), Krzysztof Zawadzki (Rypmann), Małgorzata Gajewska (Scabrosa), Ewa Kolasińska (Świntusia)

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

one + 10 =