Dominika Mądry: Nie ma rozpusty gorszej niż myślenie

20 października 2016

O spektaklu Porno w reżyserii Ceziego Studniaka w Teatrze Nowym w Poznaniu

Porno/mat. archiwalne

Porno/mat. archiwalne

 

Wbrew pozorom nie jest to spektakl o tytułowej branży. Twórcy zabierają widza w podróż do świata dyktatury i tworzą warunki do odpowiedzi na parę pytań o nasze funkcjonowanie w społeczeństwie. Mowa o monodramie Porno w reżyserii Ceziego Studniaka wg sztuki dramaturga Andrása Viskyego, którego premiera miała miejsce 30 września 2016 roku w Teatrze Nowym w Poznaniu w ramach Tygodnia Węgierskiego.

Autor tekstu osadził akcję w czasach komunistycznych, jednak jego wydźwięk jest uniwersalny. Znajdujemy się w państwie totalitarnym, w którym obywatele pozbawieni są prywatności i zostało im odebrane prawo do wolności słowa i wyboru. Tytułowa bohaterka zajmuje się aktorstwem, jednak Porno to nie jest jej pseudonim artystyczny, lecz kryptonim nadany przez szpiega, tzw. Kleryka z Urzędu Bezpieczeństwa. Może to dziwić, ponieważ sztuka, jaką zajmuje się kobieta, nie ma nic wspólnego z branżą seksualną – tworzy spektakle dla dzieci. Porno nie walczy z systemem ani nie interesuje się polityką, żyje w zupełnie innej rzeczywistości – artystycznej. Przez swoje działania, które nie podobają się państwu, zostaje wzięta pod lupę. Zaczyna być traktowana jak wróg, czyli stanowi zagrożenie. Trzeba mieć nad nią kontrolę od rana do nocy. Na początku młoda dziewczyna jest niczego nieświadoma, chce tylko tworzyć sztukę dla dzieci. Później, kiedy orientuje się, że jest nieustanie inwigilowana, zaczyna doprowadzać ją to do obłędu. Myli świat realny z tym wyimaginowanym, scenę z życiem.

Jedyne rozwiązanie, jakie pozostało Porno, to śmierć. Reżim zniszczył ją już za życia. Urzędników interesuje nie tylko jej praca zawodowa, ale również przestrzeń prywatna. Nie dość, że w przedstawieniach dla dzieci doszukują się propagandy antysystemowej, to na dodatek ingerują w najbardziej intymne sprawy jej małżeństwa. Podsłuch, pluskwy zostały założone nawet w sypialni, dzięki temu Kleryk może domniemywać, kiedy doszło do poczęcia potomka, którego w przyszłości się pozbędą. Odsłuchiwanie nagranego zbliżenia seksualnego przynosi mu perwersyjną rozkosz. Mąż, zwany Człowiekiem, pochodzi z rodziny, w której ojciec jest wysoko postawionym funkcjonariuszem uwikłanym w politykę, więc ich małżeństwo po prostu nie może istnieć. Koniec końców Człowiek popełnia samobójstwo. Jest to moment, w którym główna bohaterka wpada w coraz głębszą rozpacz, ale pozostaje jej jeszcze jedna nadzieja, dziecko. Jednak władza pozbawia ją również i tego, przeprowadzona zostaje aborcja. Powoduje to traumę, po której kobieta nie potrafi się już pozbierać. Porno straciła wszystko – pracę, męża, potomka, prywatność i zdolność do racjonalnego myślenia. Totalitaryzm spowodował, że stała się nie tylko więźniem reżimu, ale także własnego umysłu, aby stać się wolną, musi się zabić. W tym świecie nie czeka jej już nic dobrego.

Odtwórczyni tytułowej roli, Edyta Łukaszewska, podjęła się bardzo trudnego zadania. Ponieważ poznański spektakl jest utrzymany w konwencji monodramu, aktorka musi skupić na sobie całą uwagę i może to nieść za sobą ryzyko przesadzenia z ekspresją i efekciarstwem. I wydaje mi się, że w tym wypadku właśnie tak się stało. Aktorka gra całą sobą, nadmiernie przerysowuje emocję, co staje się w pewnym momencie po prostu irytujące. Jasne, miało to spowodować u widza poczucie osaczenia i nie dać mu chwili wytchnienia, ale to nie do końca zagrało. Po prostu w pewnym momencie słowa wypowiadane przez Edytę Łukaszewską przestają być autentyczne. Trudno jest się wciągnąć w tak przecież intymną i wzruszającą historię. Na dodatek już na samym początku główna bohaterka ukazuje się półnago i obnaża wszystkie swoje lęki oraz niedoskonałości. Nic nie pozostaje tajemnicą. Ten zabieg nie ma uzasadnienia, ponieważ w dalszej części spektaklu już nic nie jest w stanie zaskoczyć.

Artystkę zastajemy w domu. Jednak nie jest to przytulna i bezpieczna przestrzeń. Cały czas znajduje się ona jakby za kratami czy siatką. Można by pomyśleć, że przebywa w celi. Nie wiadomo, czy została zamknięta przez władze, czy też może staje się więźniem własnych natrętnych myśli. A może też żyje w klatce jak zwierzę w ogrodzie zoologicznym. W końcu jest pod ciągłym nadzorem. Nie ma prawa do wolności i prywatności. Co gorsza, z jej domem sąsiadują biura Urzędu Bezpieczeństwa. Reżim tak bardzo ją osaczył, że mieszka z nim w drzwi w drzwi. Przewrotnie organ władzy, który ma zapewnić poczucie bezpieczeństwa, wywołuje zupełnie odwrotne emocje – zagrożenie i strach. Reżyser od czasu do czasu pozostawia widza w ciemności z psychodeliczną, dziecięcą muzyką, dzięki temu ten niepokój narasta także i u obserwatorów. Szczególnie że zabieg jest konsekwentnie utrzymany do końca i jego częstotliwość wzrasta wraz z pogłębiającym się szaleństwem.

Sam tytuł można zrozumieć w dwojaki sposób. Z jednej strony odnosi się on do śledczego pseudonimu aktorki. Ma podkreślać absurd tej sprawy inwigilacyjnej, bo przecież ona tworzy sztukę dla dzieci. Sytuuje główną postać jako tę wyklętą, inną i wyrzuconą ze środowiska. Jednak z drugiej strony odwołuje się do samej postaci urzędnika i działania biura bezpieczeństwa. Termin „porno” od razu kojarzy się z pobudzeniem i aktywnością seksualną. Procedura inwigilacyjna staje się obiektem podniecenia dla Kleryka. Moment spisywania protokołu jest czynnością, która wywołuje w nim głęboką ekscytację, onanizuje się przy tym. Od tej sceny aż kipi dosłownością i wulgarnością, ponieważ w tle słychać orgazm aktorki, a urzędnik do przesady obnaża swoje podniecenie.

Nieuzasadniony jest również zabieg z pluszowymi maskotkami wylatującymi przez rury nad klatką. Jakby miały one symbolizować kolejne ofiary reżimu, ponieważ rura podświetlana była na czerwono i działo się to podczas wcześniej już wspomnianego wyciemnienia. Jednak wybrzmiało to dosyć infantylnie w kontekście tego, że aktorka robi spektakle dla dzieci. A na końcu zakopuje się ona w tej stercie pluszowych zabawek, ofiar czy w czymkolwiek i ma to uświadomić widzowi, że umarła, tworzy się nagrobek. Tylko że już wcześniej dostajemy takową informację, więc kolejna dosłowność jest niepotrzebna.

Przerażające jest to, iż historia osadzona w innych czasach, nie demokracji i wolności, a dyktatury i zniewolenia, może mieć tak uniwersalny wydźwięk. Nie jest to opowieść o polityce, a o mechanizmach jednostki, o problemach świata i narzucanych wartości. Spektakl skłania do wielu pytań związanych z prawem do bycia sobą i do wolnego wyboru. Udało się reżyserowi odczytać tekst we współczesnych kontekstach i w polskich realiach politycznej rzeczywistości. Poznańskie Porno ma jednak pewne niedoskonałości, co przeszkadza w pełnym odbiorze tak przecież poruszającego dramatu.

Dominika Mądry

 

Porno

Teatr Nowy w Poznaniu

premiera: 30 września 2016

 

reżyseria: Cezi Studniak

scenografia: Michał Hrisulidis

kostiumy: Magda Hasiak

muzyka: Krzysztof „Wiki” Nowikow

ruch sceniczny: Ewelina Adamska-Porczyk

projekcje video: Maksymilian Ławrynowicz

inspicjent: Hanna Kujawiak

Obsada:

Edyta Łukaszewska

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

one + twenty =