Ewa Uniejewska: Afirmacja życia

14 lipca 2012

Rozmowa z Waldemarem Raźniakiem – aktorem, reżyserem, członkiem jury II Ogólnopolskiego Festiwalu Teatrów Studenckich.

Ewa Uniejewska: Profesjonalizm i amatorskość to pojęcia może nie tyle wykluczające się, co rzadko idące w parze. Spotykamy się jednak na festiwalu, podczas którego teatralna działalność studentów zostanie oceniona przez jury składające się z profesjonalistów. Co więcej, amatorskie spektakle goszczą w murach Akademii Teatralnej. Co może wynikać z tego nietypowego połączenia?
Waldemar Raźniak: Wydaje mi się, że duża część grona, które szumnie nazwałaś profesjonalistami, wywodzi się z kręgów amatorskich. Większość z nas czuje do tej działalności duży sentyment oraz szacunek. W przypadku działań, którym przyświeca hasło profesjonalizmu, często znajdujemy się pod pręgierzem wymagań dyrekcji, widowni, wymagań określonego poziomu, dyskursu prowadzonego w mediach. W przypadku działalności amatorskiej sensu stricto ryzyko jest znacznie mniejsze, możemy sobie pozwolić na niekonwencjonalność. Mam wrażenie, że we współczesnym teatrze granice między profesjonalistami i amatorami zacierają się. Okazuje się, że coraz częściej warunkiem otrzymania pracy w serialu, filmie, czy nawet w teatrze nie jest dyplom ukończonej uczelni. Nie stosowałbym zatem tego podziału. Osobiście bardzo się cieszę, że mogę uczestniczyć w tym przedsięwzięciu.

Działania zupełnie amatorskie w pewnym momencie przestały Ci wystarczać, czego najlepszy dowód stanowią dyplomy wydziału aktorskiego oraz reżyserii. Co skłoniło Cię do przejścia na drogę profesjonalną?
To chyba kwestia bakcyla, którego ma się w sobie. Wiedziałem, że tej ścieżce chcę poświęcić całe swoje życie. Nie wyobrażam sobie sytuacji, w której spędzałbym życie w innym miejscu, robiąc za dnia coś, co zapewniłoby mi byt, a wieczorami hobbistycznie zajmując się tym, co naprawdę kocham. Zdecydowałem się na ten krok również nie do końca świadomie. Rozpoczynając studia nie wiedziałem, co znaczy uprawiać ten zawód, próbować z niego żyć. Nie wiedziałem, z jakimi kompromisami i zobowiązaniami może się to wiązać. Każda z tych sytuacji ma oczywiście swoje wady i zalety. Teraz nie jestem przecież tylko beneficjentem sytuacji „bycia profesjonalistą”.

Teatry studenckie wciąż muszą się ustosunkowywać do swojej heroicznej przeszłości, gdy stanowiły ważny głos społeczno-polityczny, przyświecały im bunt i interwencyjność. Dzisiaj działalność studencka rodzi się w zupełnie innych okolicznościach, odartych z tamtej ideologii. Czy zatem jest obecnie?
Teatr studencki jest tym, czym jest obecnie sztuka dla młodych ludzi. Wraz z upadkiem autorytetów, postępującą sekularyzacją społeczeństwa, dostępnością świata i jego globalizacją, wydaje się, że hasło wywiedzione z buddyzmu postulujące „bycie artystą swojego życia” szeroko się upowszechnia. Coraz więcej ludzi poszukuje kompensacji swoich transcendentnych potrzeb nie tylko w odbieraniu sztuki i jej interpretowaniu, lecz także bezpośrednio w tworzeniu jej. Mam na myśli głód związany z potrzebami obcowania ze sferą transgresji, ze światem szamańskim. Zajmowanie się teatrem, tańcem, muzyką stało się naturalną potrzebą natur refleksyjnych. Teatr studencki przestał być off-ową, ideologiczną kontestacją poglądów, próbą walki z czymś – stał się miejscem swobodnej, nieskrępowanej kreacji. A może nawet afirmacji życia.

Tegorocznej edycji festiwalu towarzyszy hasło „Po co?”. Trochę już o tym powiedzieliśmy, ale warto również pochylić się nad samym pojęciem amatora. To problematyczna nazwa. Z jednej strony możemy odwołać się do definicji negatywnej, która określa amatora jako kogoś pozbawionego kompetencji, bez warsztatu. Z drugiej zaś strony często podkreślamy etymologię tego słowa, określając amatora jako tego, kto działa z potrzeby serca. Jakie zająłbyś stanowisko w tym sporze o nazwę? A może po prostu staramy się na siłę stworzyć pewien etos amatora?
Może. Z moich doświadczeń wynika, że profesjonalista z powołania jest zobowiązany do bycia „tak samo dobrym codziennie o 19.15”- jak mawia Jerzy Stuhr. Natomiast amator może sobie pozwolić na bycie genialnym raz w życiu albo od czasu do czasu. Wydaje mi się, że próby budowania okopów pomiędzy byciem amatorem a profesjonalistą, próby budowania mitów, są stwarzaniem antagonizmów, które de facto niczego nowego nie wnoszą. Jeżeli ktoś chce uprawiać teatr profesjonalny i sensowny, to opiera go w dużej mierze o bardzo pierwotny, emocjonalny zryw, który leży u podstaw tego przedsięwzięcia. Nie podchodzi do tego czysto analitycznie, kalkulacyjnie. Wierzy, że ziarnem projektu będzie rodzaj chemii, która między ludźmi powstaje. Doświadczenia mogą pomóc, ale mogą tez zaszkodzić. Nie da się dzisiaj nie zauważyć tak dużej obecności amatorów w profesjonalnym teatrze: w spektaklach Krzysztofa Warlikowskiego, działalności Instytutu Teatralnego i jego projektach, działalności Rafała Urbackiego. To zaskakujące, jak mocno oddziaływać potrafią również amatorzy. Chociaż zazwyczaj w przypadku działalności nieprofesjonalnej są to spontaniczne zrywy – ludzie nie traktują tego jako swoje naczelne, misyjne, życiowe zadanie.

Tegoroczny festiwal nie jest przeglądem – ma formułę konkursu. Zmagania uczestników będzie obserwować specjalnie utworzone jury, które przyzna także nagrody najlepszym twórcom. Jakimi kryteriami zamierzasz się kierować przy ocenie spektakli?
Jedyne krytyczne kryteria, jakie można przyjmować względem dzieł sztuki, są to kryteria leżące w pierwotnych założeniach powstania tych dzieł. Nie mamy obiektywnych skal i miar. W przypadku festiwalu jest to tym trudniejsze, że nie towarzyszyliśmy w powstawaniu tych dzieł. Pewnych założeń możemy się tylko domyślać. Ale jesteśmy w stanie dostrzec staranność i pieczołowitość przygotowania. Większość naszego zawodowego życia upływa na rzemieślniczym dłubaniu w szczegółach, by wypracować artystyczny efekt. Z założenia jesteśmy wrogami spontanicznych, nagłych zrywów, łatwych dróg. Jeśli dojrzę w tych przedstawieniach pierwiastek, który będzie świadectwem tego, że ludzie pochylili się nad danym tematem, poświęcili mu czas, wypracowali coś w sposób pieczołowity, to wydaje mi się, że jest to rzecz warta nagrodzenia.

Dziękuję za rozmowę.

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

eleven + 17 =