Ewa Uniejewska: Dziś są jego urodziny

6 kwietnia 2010

o Tadeuszu Kantorze

Tadeusz Kantor / materiały Cricoteki

Nie dane mi było poznać osobiście jego teatru. Względy metrykalne są nieubłagane. Pamiętam jednak z różnego rodzaju nagrań (chwała za nie Cricotece!) samotnego, tragicznego szydercę w czarnym garniturze, śnieżnobiałej koszuli oraz częstokroć fantazyjnie przerzuconym przez ramię szalu. Oczywiście ? czarnym. Tak jak tworzony przez niego teatr, on sam był pełen sprzeczności i antynomii; miał w sobie coś z młodopolskiego wieszcza i cygana, Chaplinowskiego człowieka-clowna, coś z osobistości „niskiej rangi” – lokaja, i wreszcie: dyrygenta.

Spektakle tworzone przez Cricot 2 były w pewnym sensie spotkaniem z samym artystą, którego „nielegalna” – aczkolwiek konieczna! – obecność na scenie stanowi odrębną jakość, wytwarzając w widzu różne odczucia: od fascynacji po zdziwienie i posądzenie o megalomanię. Balansując na granicy iluzji i realności, twórca nie wstydził się ani łez, ani wybuchów gniewu, tłumionych jednak przez autoironię i poczucie humoru. Tadeusz Kantor stawał wobec publiczności sam, z poezją własnych wspomnień, z przestrzenią pamięci, z czasem umarłej przeszłości. Dziś obchodziłby 95. urodziny.

Kantor od początku do końca ustalał swoją funkcję w spektaklu jako konieczną obecność, decydując się również na jedyny w swoim rodzaju proceder demiurgiczny, tkwiący korzeniami w tamtym świecie. Tworzony przez niego Teatr Śmierci określony jest głównie poprzez „jarmarczny” charakter całego widowiska, z którego wynikają takie komponenty jak specyficzny komizm o czarnym zabarwieniu, gry sytuacyjne, proste gagi, parodia, a nawet „strojenie min” (znane z „Umarłej klasy”). Teatralny świat Kantora ukazywany w „budzie jarmarcznej” zaludniają postacie o niskiej proweniencji; są to zazwyczaj clowni i kloszardzi, żebracy, włóczęgi czy ulicznice. I mimo że niejednokrotnie wprowadzani zostają w sytuacje przypominające najlepsze sekwencje z komedii Chaplina, to są jednak przede wszystkim tragiczni,  nosząc na sobie znamię śmierci. Ta fascynacja Kantora rzeczywistością zdegradowaną nasuwa oczywiste analogie z egzystencjalizmem, Schulzem, tragicznymi clownami ze sztuk Becketta, skompromitowanymi „byłymi ludźmi” ze sztuk Witkacego, czy też „człowiekiem z podziemia” Dostojewskiego. Nad tymi postaciami z rodu błaznów, linoskoczków i cyrkowców, zaludniającymi teatr „Realności Najniższej Rangi”, pochyla się z czułością i wzruszeniem Kantor, ofiarowując im jedyną szansę ? ulotnego jak sztuka zmartwychwstania, cudu odzyskanej indywidualności.

Teatr Cricot 2 jest silnie związany z osobowością jego twórcy. To właśnie pamięć artysty ożywia na krótką chwilę pamięć zbiorową, wywołuje z mroku cienie. Teatr autorski Kantora (a kto wie, czy nawet nie „teatr życiowych traum”) bazuje głównie na historii indywidualnej, jednostkowej; są to zatem marzenia małego chłopca o militarnej sławie, pamięć o rodzinnym Wielopolu, doświadczenia wojny, śmierć ojca, konflikt Kantora-artysty ze społeczeństwem (ukazany poprzez analogię do Wita Stwosza), malarskie wpływy Jaremianki i fascynacja infantkami Velazqueza.

Podstawową cechą Teatru Śmierci była niemożność uobecnienia „tu i teraz” umarłej przeszłości, zaczerpniętej ze sfery wspomnień, niemożność ponownego wskrzeszenia istniejących kiedyś, w historii czy literaturze, postaci – wraz z ich przeżyciami. Wyraźny zatem staje się symbolizm Kantora – przecież to nic innego jak Wyspiański, który pisze „Powrót Odysa”, zaś Kantor podejmuje ten temat w 1944 roku. Wtedy rozpoczął się jego BIEDNY teatr. Biedny i niemożliwy, bo powrót do Itaki nie może się wypełnić.

Kantor pisał, że zawsze w dramatach odkrywał świat umarłych, którego teatr nie mógł przywrócić do życia posługując się pozorami, fałszem i fikcją. Bardziej prawdziwe wydało mu się zatem lokowanie dramatycznej akcji „nie na swoim miejscu” (w szafie, kawiarni, szatni, biednej klasie). A także wcielanie umarłej osoby dramatu w postać nędzną, niegodną. Zamiast „boskiej reinkarnacji” zachodziło tutaj zjawisko „niskiego podszywania się”.  Aktorzy użyczali samych siebie fantomom z klisz umarłych wspomnień Kantora. Musieli więc przemawiać cudzym, kalekim językiem, podrygiwać w niezdarnych gestach, zachowywać się tak, jakby podszywał się pod nich ktoś obcy, dwuznaczny, czasami budzący pogardę. Aktor jest zatem clownem, graczem podejrzanym, aktorem spotęgowanym w aktorstwie. Bywało również, że twórcy teatru Cricot 2 grali „samych siebie”, ujawniając swą ciemną, niezbyt nobliwą stronę.

Ale głównym aktorem, „sprawcą tego wszystkiego”, do końca pozostawał Kantor. Wchodząc z innymi postaciami na scenę, skazywał się również na bycie pewnego rodzaju „przedmiotem gotowym”. Czas w spektaklu pozostaje jednak zatrzymany i właśnie ze względu na charakter tego widowiska (a nie tylko na temat) teatr Tadeusza Kantora jest Teatrem Śmierci. Również własną śmierć przedstawia Kantor wielokrotnie; wchodząc na scenę, za każdym razem – umiera.

Podczas prób do spektaklu „Dziś są moje urodziny” postanowił, że w tym spektaklu wyjątkowo nie pojawi się na scenie. I rzeczywiście – zagrać musiała jedynie nieobecność Kantora, gdyż twórca zmarł, nie doczekawszy ujrzenia efektu swojej pracy. Pozostał po nim jednak teatr o charakterze unikatowym, jednorazowym, a nawet – po witkacowsku – jednokrotnym. Ogólna zasada estetyki Kantora, polegająca na nieustannym zderzaniu przeciwieństw, zdaje się być nie do podrobienia dla wszelkich naśladowców i kontynuatorów. Szyderczy i bluźnierczy, groteskowy, ale nie tragiczny, przedmiotowy i metafizyczny, „muzyczny” i literacki teatr Kantora to jednak wciąż  „buda jarmarczna, ten prawdziwy teatr wzruszeń”.

Ewa Uniejewska

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

five × 5 =