Ewa Uniejewska: Poniżeni w Guantanamo

30 czerwca 2011

Złych ludziach w Guantanamo w reż. Fabia Omodei z Akademii Teatralnej Sofia Amendolea w Rzymie


Tematy, wokół których oscylują spektakle Fabia Omodei, nie należą do łatwych. W ostatniej edycji festiwalu reżyser przedstawił swoje zainteresowanie problemem obozów koncentracyjnych.  W tym roku powrócił na festiwalową scenę ze spektaklem, poruszającym kwestię osadzenia Pakistańczyków w więzieniu o zaostrzonym rygorze. Przełożenie kontrowersyjnego tematu na sceniczne deski stanowi dla włoskich aktorów wyjątkowo trudne zadanie. Reżyser wymaga od nich pełnego zaangażowania i umiejętności przekraczania własnych barier i ograniczeń. Jego wypowiedź charakteryzuje się brutalnym językiem, pełnym dosłowności i prowokacji. Każda prowokacja powinna mieć jednak swoje granice, zwłaszcza ta, którą proponuje się młodym aktorom dopiero wchodzącym w świat teatru.

Na Zachodzie nagość w teatrze już kilkadziesiąt lat temu stanowiła bardzo popularny środek scenicznej wypowiedzi. W Polsce potrzeba było dużo więcej czasu, by przestała budzić radykalny sprzeciw. Jej obecności na scenie wciąż towarzyszą mieszane uczucia, chyba że jest ona uzasadniona. W Złych ludziach w Guantanamo nagie ciała przestają przynależeć do aktorów i stają się ciałami więźniów poniżanych i torturowanych w zakładzie. Uzasadnienie – jest. Jednak temat wydaje się być potraktowany zbyt dosłownie, został przełożony na deski sceniczne w stosunku jeden do jednego. Magię teatru zastępuje brutalna rzeczywistość, bardzo konkretne studium przemocy. Nagie ofiary tłamszone są przez swoich oprawców, gwałtownym ruchem sprowadzane do parteru. Biegną w miejscu z czarnymi workami na głowach, wymachując poddańczo flagami. Sytuacja jednak odwróci się. Nagie ofiary, które wcześniej same wymierzały sobie uderzenia w policzek, przystąpią do katowania swego oprawcy. Najpierw rozbiorą go do naga, by później nałożyć mu dziecięcą pieluchę i zaśpiewać. Ciała aktorów są nagie, ale ich nagość stanowi konsekwencję gwałtu, poniżenia, naruszenia godności ludzkiej. Ich widok doskwiera, a doznawane przez nie upokorzenie razi.

Włoski spektakl sięga po środki atakujące widza, stara się go ogłuszyć i zakrzyczeć. Wraz z narastaniem brutalności, wzrasta poziom natężenia dźwięku oraz intensywność ruchu. Wzmaga się poczucie absurdu, osaczenia, których konsekwencją staje się bolesny wyrzut: WHY?

 

Ewa Uniejewska

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

nine + eleven =