Iga Kruk: O krok dalej niż Różewicz

6 grudnia 2011

O spektaklu Kartoteka w reżyserii Michała Zadary, zaprezentowanym w warszawskim Teatrze Narodowym w ramach projektu Różewicz rozrzucony.

Kartoteka / fot. B. Sowa

Chaos. Bieganie, krzyki, megafony, dyskotekowe światła. Tak w skrócie wyglądała w ostatnią środę (30.11.2011 r.) Scena im. Bogusławskiego w Teatrze Narodowym. A stało się to za sprawą najazdu Teatru Współczesnego z Wrocławia. Na pierwszy ogień poszła Kartoteka Michała Zadary.

Trudno jest pisać o spektaklu, którego premiera odbyła się 5 lat temu, i o którym słyszało się opinie naprawdę skrajne. Pełne zarówno zachwytu, jak i całkowitego odrzucenia. Tym bardziej, że Kartoteka nieco się zestarzała – takie przynajmniej odniosłam wrażenie.

Choć może właściwie inaczej – to nie Kartoteka się zestarzała, to Michał Zadara dojrzał, co widać wyraźnie w każdym kolejnym jego spektaklu. Spektakl zaprezentowany gościnnie w Teatrze Narodowym to głośny, zdecydowany krzyk młodego człowieka, który chce mocno zaznaczyć swoją obecność i to, że nadeszły nowe czasy. A takie manifestacje mają to do siebie, że bardziej chodzi o bycie zauważonym, niż o treść.

Nie chcę przez to powiedzieć, że w Kartotece treści nie ma – jest, jak najbardziej. Oglądamy świat w rozpadzie – przede wszystkim świat literacki, ale także nasz świat, w którym wszelkie schematy albo przestały funkcjonować, albo działają w sposób kaleki, tylko dzięki temu że są bezmyślnie powtarzane. Ale nie oszukujmy się – jest to prawda banalna. Może 5 lat temu była mniej oczywista, zwłaszcza podana w formie zaproponowanej przez Zadarę, dziś jednak nie szokuje. Spektakl ogląda się jak modelową realizację jednej z podstawowych tez współczesnego teatru – na szczęście dzięki zespołowi wrocławskiego teatru jest to realizacja pełna energii. I to nie tylko w sensie energicznych zachowań, lecz także emocji przepływających między aktorami i udzielających się widzom.

Jednak nawet po pięciu latach warto Kartotekę zobaczyć. Przede wszystkim dlatego, że jest w niej coś, czego niestety często w eksperymentujących z literaturą spektaklach brak: zgodność z tekstem. Bo przecież Zadara spełnia wszystkie postulaty zawarte w Różewiczowskich didaskaliach: aktorzy są we własnych ubrań, dekoracji właściwie nie ma, usunięto wszelkie elementy, które mogłyby nieść ze sobą dodatkowe znaczenia… Reżyser idzie nawet o krok dalej. Postać Bohatera rozmywa się jeszcze bardziej – to już nie tylko anonimowy czterdziestolatek, to zbiorowość, postać rozlana na wielu aktorów, pozbawiona ostrości. Na początku może się wydawać, że dominację nad resztą zespołu przejmie Jan Peszek – tak się jednak nie dzieje, wszyscy są równi. Te same fragmenty tekstu powtarzają się wielokrotnie z różnych ust, ale nic z tego nie wynika, nie ma żadnej spójnej opowieści, tylko kakofonia fragmentów, balet dziwacznych gimnastycznych figur. Chaos. I nie ma nikogo, kto byłby w stanie nad tym zapanować. „Teatr na miarę naszych czasów”.

Iga Kruk

Tadeusz Różewicz Kartoteka
Reżyseria i opracowanie tekstu: Michał Zadara
Scenografia i organizacja przestrzeni: Robert Rumas
Kostiumy: Julia Kornacka
Dźwięk: Barbara Wysocka
Choreografia: Tomasz Wygoda
Światło: Ewa Garniec
Występują: Katarzyna Bednarz, Lena Frankiewicz (gościnnie)/Marta Malikowska/Szymkiewicz, Elżbieta Golińska, Irena Rybicka, Krzysztof Boczkowski, Tomasz Cymerman, Szymon Czacki (gościnnie), Marek Kocot (gościnnie), Jan Peszek (gościnnie), Jerzy Senator

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

fifteen − 11 =