Iga Kruk: Zbrodnia bez kary

15 lipca 2012

O spektaklu Grosse Aktion Teatru Ecce Homo.

Z czarnej przestrzeni zimne, bezlitosne światło wydobywa czarne sylwetki. Dokładnie takie same, nie do rozróżnienia, pozbawione rysów twarzy, cech szczególnych. Nie odróżniamy jednej od drugiej, tak samo jak nie da się w bezimiennej masie odróżnić pojedynczych ofiar. I pojedynczych katów też. Mordercy i zamordowani mieszają się ze sobą. To w końcu tacy sami ludzie.

Teatr Ecce Homo z opasłej książki Jonathana Littela Łaskawe wyciągnął tylko to, co tworzyło najbardziej intymne rozdziały biografii głównego bohatera. Od samego początku wiemy, że to zbrodniarz, winny śmierci wielu dziesiątek ludzi – ale nie to jest najważniejsze. Poznajemy go jako człowieka, dowiadujemy się o jego dzieciństwie, o niezdrowej fascynacji własną siostrą, o zaburzonych relacjach z rodzicami, o homoseksualizmie, a także o rodzącym się stopniowo wyjątkowym okrucieństwie. Co ważne, on sam nam o tym opowiada – spektakl rozpoczyna się monologiem Maximiliana, który informuje, że przedstawi teraz parę scen ze swojego życia, że je zainscenizuje. I rzeczywiście staje się reżyserem. Najpierw siedzi na krześle, wpatrzony w pozostałych aktorów, gestami zdaje się nimi kierować. Potem zaczyna się włączać do akcji, nie gra jednak samego siebie. I wciąż czuwa, co jakiś czas instruując towarzyszy.

Przyjęcie takiej formy sprawia, że tworzy się dystans. Teatralne szwy pozostają na wierzchu, jak choćby w scenie, w której dwoje aktorów „robi wodę” z płachty czarnego materiału. To ogromna wartość, bo twórcom spektaklu udało się w ten sposób uniknąć sentymentalizmu i efekciarstwa, trików ściskających gardło i chwytających za serce, o co przy takim temacie nietrudno. Nie jest to metoda prosta, jednak dzięki sprawności całego zespołu – zadziałała.

Wydawać by się mogło, że poprzez pokazanie historii bohatera w taki właśnie sposób, twórcy spektaklu starają się go usprawiedliwić – może w jakiś sposób wyjaśnić, jak i dlaczego ktoś staje się zbrodniarzem. Zadziałał oczywiście niefortunny zbieg okoliczności, poza tym sytuacja rodzinna, problemy z samym sobą, nieumiejętność poradzenia sobie z własnymi potrzebami. Wszystko jak najbardziej w duchu współczesnej psychologii, która przyczyny problemów dorosłych odnajduje w ich dzieciństwie. Ale to byłoby za proste. I mówi nam o tym sam Maximilian Aue. On, miłośnik starożytnych Greków, jasno i wyraźnie oświadcza: przypadek, zbieg okoliczności, niewiedza nie mają znaczenia. Zbrodnia jest zawsze zbrodnią, nie da się jej wytłumaczyć, ani usprawiedliwić. Znając wszelkie okoliczności, jak choćby biografię zbrodniarza, możemy mu współczuć. Ale nie możemy rozgrzeszyć.

Tyle tylko, że kara za winy nie została wymierzona. Zbrodniarz uciekł, uszedł płazem. I na nic cała wiedza, świadomość faktów. Nic nie można zrobić.

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

4 × 2 =