Jacques Lassalle: Nauka teatru jest nauką życia

2 lipca 2013

Jacques Lassalle

Z Jacques’iem  Lassalle’m – aktorem, reżyserem, pedagogiem, dramatopisarzem, gościem honorowym 7. Międzynarodowego Festiwalu Szkół Teatralnych ITSeLF – rozmawia Zofia Gustowska

Dlaczego zdecydował się Pan na pracę w polskim teatrze?
To nie ja o tym zdecydowałem, ale jak często w życiu bywa, seria przypadków. Kiedy kierowałem Comédie Française, zaangażowałem Andrzeja Seweryna do Don Juana. Zrobiliśmy później wspólnie wiele spektakli. Z Don JuanemMizantropem przyjechaliśmy do Polski, gdzie spotkałem Jana Englerta, który zaproponował mi przewodniczenie dwóm pierwszym jury na festiwalu szkół teatralnych. Kiedy został dyrektorem artystycznym Teatru Narodowego, zaproponował mi wyreżyserowanie Tartuffe’a w przekładzie aktora, którego bardzo cenię – Jerzego Radziwiłowicza. To nie ja – to życie. Bardzo jednak szybko odkryłem, że jestem szczęśliwy w Polsce.

Nie obawiał się Pan reżyserowania spektaklu w obcym języku?
Na początku jest to trudne. Później, po około czterech tygodniach, staje się to coraz prostsze. Zawsze pracuję w oparciu o trzy teksty: tłumaczenie polskie, jego dosłowne tłumaczenie na język francuski oraz dzieło oryginalne. Wraz z upływem czasu zaczynam rozumieć tekst sztuki i aktorów. Jest to bardzo ciekawe i zadziwiające.

Jak wygląda Pańska praca z polskimi aktorami?
Sądzę, że jest to szczęśliwe połączenie. Polscy aktorzy intrygują mnie ze względu na ich siłę, energię, szaleństwo i rozmach. Oni przynoszą mi swoje szaleństwo, a ja zwracam im uwagę na niuanse.

Kierował Pan Comédie Française.
Długo nie mogłem znieść Comédie Française i niektórych jej tradycji, ale jednak przynależę do teatru i do  Comédie Française. W teatrze interesuje mnie tylko praca. Gdy nadchodzi wieczór premiery – znikam. Nie lubię tego, co jest zbyt teatralne. Pewnego dnia zostałem poproszony o wyreżyserowanie sztuki w Comédie Française. Wtedy odkryłem, że jestem u siebie. Jest dla mnie domem, który jest mi bardzo drogi, ale wobec którego pozostaję surowy.

Jaka jest Pana koncepcja teatru?
Moją idealną koncepcją byłby teatr szeptany, bardzo dyskretny, w którym widz podążałby za spektaklem i kontynuował go w swojej myśli, wyobraźni oraz wrażliwości. Zabierałby go ze sobą. Przez długi czas nie lubiłem braw po spektaklu. Chciałbym, żeby widz wyszedł z teatru niczym złodziej, zabierając spektakl ze sobą. Wiem, że to wszystko jest utopią, ale cały czas mam marzenie bardzo osobistego odbioru w teatrze szeptanym, w którym wszyscy kradną ten sam spektakl, ale który pobudza w odbiorcach różne wrażenia. Nie byłoby narzuconego sensu ani w tekście, ani w jego reprezentacji. Wszystko byłoby sugestią, znakiem.

Czy widzi Pan różnice między teatrem w Polsce i we Francji?
W polskim teatrze uderzyło mnie to, jak ważne miejsce zajmuje pamięć i tożsamość narodowa. We Francji – mniej. Wydaje mi się, że polski aktor zawsze wie, dlaczego jest na scenie. Świadczy o historii swojego narodu i jej tragedii. To bardzo ważne i nadaje istotności.

A w kwestii kształcenia aktorów?
W Polsce jest kompletniejsze niż we Francji. Polskiego aktora można poprosić we wtorek o nauczenie się kroków tańca, nazajutrz tańczy. Poprosi się go o nauczenie się gry na instrumencie, tydzień później już gra. Przez długi czas francuski aktor potrafił tylko mówić tekst. Nie miał ciała. To się zmienia, ale powoli. Robi na mnie wrażenie również fakt, że polski aktor jest jednocześnie wielkim solistą i wielkim chórzystą. Starsi aktorzy współpracują z młodszymi kolegami, bardzo dużo im dają. To wspaniałe. Jest ciągłe dzielenie się. We Francji aktorzy są często egoistyczni i narcystyczni.

Podczas swojej ścieżki zawodowej pracował Pan również we Francji jako pedagog. Lubi Pan pracę ze studentami?
Nigdy nie rozdzielałem reżyserii i nauczania. Zawsze mówię, że reżyseria jest jeszcze nauczaniem, a nauczanie jest już reżyserią. To, czego mi teraz najbardziej brakuje, to właśnie pracy ze studentami – ich mi brakuje.

Czy miałby Pan jakąś radę dla młodych aktorów, którzy kończą swoją szkołę?
Powiedziałbym im, że szkoła zanim wykształci profesjonalistów, przede wszystkim kształci mężczyzn i kobiety. Sukces może przyjdzie od razu. To dobre, ale również niebezpieczne. Może przyjdzie za dziesięć lat – trzeba więc umieć czekać, być cierpliwym. Może nie przyjdzie nigdy. Jeśli uczniowie zrobili dobry użytek ze szkoły, to zawsze będą mieli możliwość znalezienia pracy. Powiedziałbym im w końcu, by nie biegali po castingach, ale by pracowali w grupach swoich kolegów. Nauka teatru jest nauką życia.

Rozmawiała Zofia Gustowska

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

8 − one =