Jakub Godzic: Oryginalnie, ale nudno

3 listopada 2016

O premierze Goplany Władysława Żeleńskiego w reżyserii Janusza Wiśniewskiego w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej w Warszawie

Goplana/ materiały teatru

Goplana/ materiały teatru

Władysław Żeleński powszechnie znany jest jako ojciec Tadeusza Boya-Żeleńskiego. Niemniej jednak nie była to jego jedyna zasługa dla polskiej kultury.

Władysław był doktorem filozofii na Uniwersytecie Karola w Pradze, ale po powrocie do polski w 1870 roku został profesorem harmonii i kontrapunktu w warszawskim Konserwatorium. Stanowisko to objął po śmierci Stanisława Moniuszki. Od tego czasu był też uważany za najważniejszego polskiego kompozytora. Tworzył i pracował głównie w Krakowie, gdzie organizował życie i edukację muzyczną w mieście na przełomie XIX i XX wieku. Żeleński w swoim dorobku ma wiele ciekawych utworów, w tym aż 4 opery: Konrad Wallenrod, Goplana, Janek oraz Stara Baśń. Po pierwszej operze opartej na poemacie Mickiewicza, Żeleński zwrócił się ku twórczości kolejnego z wieszczów. Tym razem jednak bezpośrednie użycie Balladyny Juliusza Słowackiego jako libretta okazało się niemożliwe. Konieczne skróty i przeróbki wykonał Ludomił German. W efekcie tych prac na pierwszy plan wysunęła się Goplana oraz jej królestwo pełne elfów i chochlików, zaś historia zbrodniarki powalonej przez grom została ujęta w ramy baśni, w której świat fantastyczny ocenia postępki człowieka. Cały utwór przesyca melodyjność, a co najważniejsze – teatralność muzyki.

Reżyser warszawskiej premiery, Janusz Wiśniewski, zdaje się jednak tego nie zauważać. Mimo iż pieczołowicie kreuje naprawdę fascynujący, mroczny i spowity mgłą świat Gopła, przez niemal cały spektakl to jedyny obraz jaki tworzy (drugim, na znacznie krótszy czas, są po prostu stoły, przy których zasiadają i rozsiadają się postaci ze świata – no właśnie – kultury i sztuki?). Odnoszę też wrażenie, że pozostaje także głuchy na to co śpiewają postaci opery, chociażby nie dając im odpowiednich rekwizytów, dość kluczowych dla przebiegu akcji. Reżyser, mimo iż skrupulatnie stworzył ten magiczny, wręcz teatralny świat, sprawia wrażenie jakby zapomniał o wykreowaniu scen i relacji między postaciami, dlatego mimo ciekawych obrazów, które prezentuje, ciężko jest uwierzyć w to co się dzieje na scenie: czy to dramat odrzuconej przez kochanka Goplany, czy też tragedię Balladyny.

Na pochwałę zasługuje Grzegorz Nowak, którego efekty pracy są zupełnie odmienne: prowadząc orkiestrę Teatru Wielkiego – Opery Narodowej wydobył z muzyki Żeleńskiego wszelkie niezbędne niuanse pozwalające w pełni docenić kunszt kompozytora. W spektaklu jest wiele dobrych głosów: widać, że obsadę dobierano starannie. Jednak w otwartej przestrzeni, jaką daje do dyspozycji solistom reżyser, widać jak na dłoni wszelkie niedomagania aktorskie (i wokalne też). Przez cały spektakl dobrze śpiewał tylko chór, solistom się to zdarzało. Niemal wszyscy śpiewacy mają problem z dykcją, co sprawia, że bez czytania napisów ciężko jest ich zrozumieć i widać, że nie odnaleźli także istoty treści. Drętwo wypadła Wioletta Chodowicz, jako Balladyna, nijaka była Alina w interpretacji Katarzyny Trylnik, z trudem dostrzec można było magię u Edyty Piaseckiej (Goplana), Arnold Rutkowski jako Kirkor przez cały spektakl był taki sam, pozbawiając postać jakiejkolwiek ekspresji. Jedynie Mariuszowi Godlewskiemu (Kostryn) udało się zróżnicować postać. Napięcie dało się wyczuć tylko wtedy, gdy na scenie pojawiała się Małgorzata Walewska (Wdowa) – ją jako jedyną dało się też zrozumieć bez czytania tekstu.

Mimo wszystkich niedociągnięć w tej inscenizacji duża pochwała należy się reżyserowi za wykreowanie spektaklu pozbawionego niemal wszystkiego, co kojarzy się z cepelią i słowiańszczyzną, w zamian danie obrazu, który można uznać za wyszukany, ale na pewno konsekwentny. Dostajemy przede wszystkim spektakl dobrze zagrany, który (w mniej lub bardziej udany sposób) opowiada zrozumiałą dla każdego opowieść, z uniwersalnym przesłaniem, że miłości nie da się zdobyć bogactwem czy czarami, a zło zostaje ukarane. A to istotne, szczególnie, że ta właśnie opera niebawem pójdzie w świat!

Jakub Godzic

 

Władysław Żeleński Goplana

Teatr Wielki – Opera Narodowa w Warszawie

Premiera 21 października 2016 roku

Dyrygent: Grzegorz Nowak

Reżyseria, scenografia, kostiumy: Janusz Wiśniewski

Obsada:

Kirkor: Arnold Rutkowski

Kostryn: Mariusz Godlewski

Wdowa: Małgorzata Walewska

Balladyna: Wioletta Chodowicz

Alina: Katarzyna Trylnik

Grabiec: Rafał Bartmiński

Goplana: Edyta Piasecka

Skierka: Karolina Sołomin

Chochlik: Anna Bernacka

Chór i orkiestra Teatru Wielkiego – Opery Narodowej

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

three × 3 =