Jakub Godzic: Puk-puk. Kto tam? Rewolucja

17 listopada 2016

O operze Oniegin Piotra Czajkowskiego w reżyserii Pawła Szkotaka w Teatrze Wielkim w Łodzi

Oniegin/ fot. Joanna Miklaszewska

Oniegin/ fot. Joanna Miklaszewska

Oniegin jest dziś operą, którą zna każdy, kto interesuje się tą dziedziną sztuki. Choć uznanie wśród publiczności zdobywała powoli, znawcy od razu docenili kunszt kompozytora i fenomenalne przełożenie nastroju poematu Puszkina na język muzyki. Mimo iż opera ta pozbawiona jest wartkiej akcji, to liryzm, emocje i pewne psychologiczne prawdy w niej zawarte są niezmiennie aktualne, ale i ciągle interesujące dla widzów.

Reżyser łódzkiej premiery Paweł Szkotak podszedł do dzieła Czajkowskiego z szacunkiem, ale i niekonwencjonalnie. Przesunął akcję z początku XIX wieku, w pierwsze dekady wieku XX. Od samego początku kreuje niemal czechowowski świat, w którym niewielki drewniany domek, gdzieś na końcu świata otaczają brzozy, a w nim Łarina i jej córki spędzają czas na lekturze i pracach przydomowych. Ten sielski nastrój potęgują monochromatyczne i ciepłe barwy scenografii. Wszystko, co dzieje się na scenie jest realistyczne, a każdy kto choć na chwilę pojawia się na niej, dokładnie wie co ma robić. Duża to zasługa reżysera, niemniej jednak, nadmiar akcji w drugich i dalszych planach momentami przytłacza.

Ten misternie budowany nastrój i świat pierwszych dwu aktów zostaje brutalnie zniszczony w ostatnich scenach: tu prym wiedzie już rewolucja. Oniegin zamiast wrócić do pięknego pałacu w Petersburgu, zjawił się po kilkuletniej przerwie w ruinach rezydencji, a w niej, zamiast balu, zastał grabież, gwałty i przemoc. Pomysł na takie zaprezentowanie tej sceny jest naprawdę rewolucyjny, jednak siłę przekazu osłabia chęć pokazania wszystkiego na raz. I w tych scenach nadmiar planów, a co za tym idzie i detali, osłabiają nastrój grozy, który został odkryty w tej części opery przed widzem.

Na szczęście reżyser zrezygnował z tego przepełnienia w scenie finałowej, która jest najciekawszym fragmentem inscenizacji: na niemal pustej scenie, znajduje się tylko mównica, z której przemawia Lenin (projekt trybuny Ely Lissitzkiego z 1920 r.), a pod nią maszerujący i wiwatujący tłum proletariuszy, z którego wyłoniła się Tatiana. Gdy manifestanci zniknęli za kulisami, dołączył do niej Oniegin i błagał, by znów obdarzyła go uczuciem. Jednak ona została już żoną Germina, bolszewickiego dowódcy i daje Eugeniuszowi wyraźnie do zrozumienia, że czasy się zmieniły: teraz z powodu miłości już nikt nie ginie, jednak wszyscy są nieszczęśliwi, bo uczucia przestały się liczyć.

Ten finał jak najbardziej odpowiada Eugeniuszowi Onieginowi, gdyż emocje zostały w nim spotęgowane: i dzięki świetnie grającej orkiestrze (która przez całą operę znakomicie oddaje nastrój dzieła) prowadzonej przez Wojciecha Rodka, i dzięki świetnej grze aktorskiej solistów. Spośród śpiewaków, których miałem okazję oglądać, wspaniałą Tatianą była Anna Wiśniewska-Schoppa, a niemniej przekonujący był towarzyszący jej Rafał Songan, jako Oniegin.

Reżyser najnowszej łódzkiej inscenizacji z szacunkiem podszedł do emocji, niemal zgodnie z życzeniem kompozytora, który tę operę nazwał „scenami lirycznymi”. Dzięki temu na scenie najważniejsze stają się uczucia i przeżycia bohaterów. Napięcie w tym spektaklu budowane jest konsekwentnie i od samego początku. Zastanawiam się tylko, czy udało się ukazać przemiany bohaterów? Zmiany, które w tym celu zostały wprowadzone do libretta, są ciekawe, choć dla wielu widzów będą kontrowersyjne. Dla mnie są przede wszystkim nieuzasadnione: w sielskim świecie Łariny nic poza stroje Tatiany nie zapowiada nadchodzącej rewolucji. Niestety nie ma żadnego fermentu, który mógłby przepowiedzieć tak wielkie trzęsienie, które nastąpi w tym środowisku. Dlatego finał, choć szalenie ciekawy, pozostawia pewien niesmak, że rewolucję bolszewicką wykorzystano w nim jako element, który na pewno będzie szokował, a zapomniano, że choć rewolucja jest procesem gwałtownym, to każdą coś zapowiada.

Jakub Godzic

Piotr Czajkowski Eugeniusz Oniegin

Teatr Wielki w Łodzi

Spektakl: 5 listopada 2016

Kierownictwo muzyczne: Wojciech Rodek

Reżyseria: Paweł Szkotak

Scenografia i reżyseria świateł: Bruno Schwengl

Choreografia: Iwona Runowska

Kierownictwo chóru: Dawid Jarząb

Obsada:

Eugeniusz Oniegin: Rafał Songa

Tatiana: Anna Wiśniewska-Schoppa

Leński: Paweł Skołuba

Olga: Olga Maroszek

Germin: Robert Ulatowski

Łarina: Agnieszka Makówka

Filipiewna: Jadwiga Postrożna

Triquet: Dawid Kwieciński

Rotmistrz: Romuald Kisielewski

 

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

5 × three =