Jakub Godzic: Tragedia jak z obrazka

8 marca 2016

O spektaklu Jenůfa w reżyserii Alvisa Hermanisa w Teatrze Wielkim w Poznaniu

Jenufa/fot. Magdalena Ośko

Jenufa/fot. Magdalena Ośko

Nie da się ukryć, że opera Jenůfa jest wyjątkowa. Muzycznie, ideowo, a w wypadku spektaklu Teatru Wielkiego w Poznaniu także pod względem inscenizacji.

Kompozycja Leoša Janáčka powstała w 1902 roku, jednak treść opery była na tyle kontrowersyjna, że scena narodowa nie zgodziła się jej wystawić. Może to dziwić tym bardziej, że temat zhańbionej dziewczyny z nieślubnym dzieckiem nie jest nowy w operze. Chodzi jednak o „odrażający realizm” przez który i sztuka Gabrieli Preissovej Jej pasierbica (pierwowzór opery zdjęty z afisza po piątym spektaklu), i dzieło Janáčka nie zdobyły uznania krytyków. Po dwóch latach poszukiwań operę udało się wystawić w Brnie. Mimo uznania publiczności sukces odniosła dopiero po 1916 r., kiedy została wystawiona na deskach Teatru Narodowego w Pradze. Wtedy zakochali się w niej także krytycy.

Lecz nowość tej opery nie tkwi tylko w naturalistycznym potraktowaniu tematu. Publiczność była już dawno obeznana z włoską operą werystyczną. Nowość opery Janáčka leży w słowie, bo źródło jej tkwi w słowie mówionym. Nie tylko linia melodyczna jest wyprowadzona z żywej mowy (kompozytor z chęcią sięga po morawskie motywy i melodie ludowe), lecz i sama treść opery zawiera cytaty wprost z języka potocznego, ludowego sposobu śpiewania i (to największe novum) libretto napisane jest… PROZĄ. Bo treść Jenůfy osnuta jest na dramacie z życia morawskich chłopów. Nie ma tu mowy o sielankowo-operowym klimacie wsi, choć główną bohaterką jest urodziwa wiejska dziewczyna Jenůfa, która zachodzi w ciążę z dalekim kuzynem Stevą, lokalnym uwodzicielem. Jej macocha Kościelnicha decyduje się zamordować nieślubne dziecko pasierbicy, by umożliwić jej normalne życie z Lacą, który ją kocha. A kiedy ciało noworodka zostaje odnalezione, przyznaje się do winy.

Dziś nie jest to już opera nowatorska, ale wciąż pozostaje bardzo aktualna. Choć możemy mieć zupełnie odmienne wrażenie, kiedy zobaczy się to, co przygotował w Poznaniu Alvis Hermanis. Od samego początku reżyser tworzy na scenie obraz niczym z XIX wiecznych tek przedstawiających życie wsi. Znamy to chociażby ze spuścizny Kolberga. Całymi garściami czerpie z kultury i folkloru Moraw, bo akt I i III to zbiór zgrabnie i starannie wydanych plansz przedstawiających sceny z życia tamtejszej wsi. Idzie krok dalej, bo każda ze „stron” tej teki zdobiona jest ornamentami malowanymi ręką Alfonsa Muchy. Wszyscy ubrani są w najbardziej odświętne stroje i nienaturalne, przerysowane gesty, przez co sprawiają wrażenie żywych obrazów. Tak, tu nawet ornamenty są ruchome, bo to nie tylko animacje, ale i tancerki układające się w żywe dekoracje. Hermanis bez oporów, ale z ogromnym smakiem, czerpie z dorobku nie tylko sztuki czeskiej, ale i bogatej spuścizny, jaką pozostawił po sobie Wacław Niżyński. I robi to z wyczuciem. Dzięki temu widz już po pierwszym akcie wierzy, że taka tragedia mogła się była wydarzyć w XIX, czy nawet w początkach XX wieku. I nie ma żadnych wątpliwości, że można ją było tak pięknie narysować!

Jednak II akt jest zupełnie odmienny. Już nie widzimy izby, tylko norę, bo właśnie ta część spektaklu, nagle, rozgrywa się na współczesnej wsi. Wszelkie gesty są już naturalne, stroje zwyczajne, a bieg wydarzeń i tragedia jeszcze bardziej pospolite. Zabieg tyle szokujący (szczególnie gdy ma się w pamięci piękny I akt), co pokazujący, że taki dramat może rozegrać się zawsze: i na początku wieku, i dziś.

Mimo tego wszystko, co oglądamy na scenie, ma sens, jest logiczne, ale też klasycznie piękne, bo Alvis Hermanis to reżyser, który doktrynalnie broni w operze piękna, ale nie pozbawia jej przy tym sensu i nie nadaje na siłę nowych współczesnych przeinaczeń.

W wykreowaniu pięknego spektaklu zdecydowanie pomógł mu także zespół. Monika Mych-Nowacka była Jenůfą przejmującą i liryczną zarazem, zaś Rafał Bartmiński jako Laca był godnym niej partnerem. Piotr Friebe lekko szarżował jako Steva, więc zabrakło właściwego wykończenia roli, a Barbara Kubiak przejmowała widza głównie grą aktorską, szczególnie w II akcie. Orkiestra pod batutą Gabriela Chmury była zdecydowanie za głośna, brakowało w jej interpretacji niuansów, których pełno jest w tak subtelnej muzyce.

Nie da się jednak ukryć, że spektakl sam w sobie jest tak ładny, że wart jest polecenia każdemu. A dla osób mówiących, że lubią i interesują się operą to pozycja wręcz obowiązkowa. Szkoda tylko, że w bieżącym sezonie wystawiany był jedynie dwa razy. Ma jednak powrócić w przyszłym roku. Ja wiem, że z chęcią wybiorę się na niego raz jeszcze!

Jakub Godzic

Leoš Janáček, Jenůfa

Teatr Wielki w Poznaniu

Premiera: 26 lutego 2016

Obsada:

Jenůfa: Monika Mych-Nowicka

Laca: Rafał Bartmiński

Steva: Piotr Friebe

Kostelnicka: Barbara Kubiak

Starenka: Olga Maroszek

Starek: Rafał Korpiak

Rychtar: Andrzej Ogórkiewicz

Rychtarka: Sylwia Złotkowska

Karolka: Barbara Gutaj-Monowid

Pastuchyna: Katarzyna Włodarczyk

Barena: Natalia Puczniewska

Jano: Małgorzata Olejniczak-Worobiej

Tetka: Elwira Radzi-Pacer

Chór, balet i orkiestra Teatru Wielkiego w Poznaniu

Kierownictwo muzyczne: Gabriel Chmura

Reżyseria i scenografia: Alvis Hermanis

Kostiumy: Anna Watkins

Dramaturgia: Christian Longchamp

Choreografia: Alla Sipunova

Projekcje wideo: Ineta Filshtinsky

Kierownictwo chóru: Mariusz Otto

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

seven − five =