Jan Karow: Siekierą w romantyzm. Niecelnie.

9 października 2014

O spektaklu Towiańczycy, królowie chmur w reżyserii Wiktora Rubina z Narodowego Starego Teatru w Krakowie podczas 13. Festiwalu Prapremier

Towiańczycy/fot. M. Hueckel

Towiańczycy/fot. M. Hueckel

 

Stanisław Pigoń we wstępie do Wyboru pism i nauk Andrzeja Towiańskiego przygląda się czynnikom, które złożyły się na sukces Sprawy Bożej wśród XIX-wiecznej polskiej emigracji w Paryżu. Najciekawiej prezentuje się ten, zakładający nieporozumienie – większość zainteresowanych pomyliła charakter misji Towiańskiego. Nie miała ona bowiem celu politycznego czy też patriotycznego, a religijny i moralizatorski – chciał on przygotować siebie i swój Zastęp wyznawców na ponowne przyjście Chrystusa. W Towiańczykach, królach chmur również w punkcie wyjścia daje się zauważyć nieporozumienie, i to nie jedno. Niestety, dotyczą one kwestii artystycznych.

 

Seweryn Goszczyński, który czeka na widzów już w foyer, wylegując się w przezroczystym pudle, trafnie określa rolę paryskich emigrantów. Mówi on, że tak właściwie, poza Mickiewiczem, nikt z nich nie zna francuskiego, więc bywają na salonach i robią miny. Sam okazuje się miernym literatem, którego natchnienie nawiedza po nocach pełnych kosmatych snów. Natomiast Wieszcz, przechadzający się po scenie na wysokich koturnach, rysuje się jako klepiący biedę nieudacznik, poezję wykorzystujący po to, aby zaglądać pod damskie spódnice. Ma drobną satysfakcję z tego, że Wajda nakręcił jego Pana Tadeusza, którego puszczają w telewizji Polonia, ale już Słowacki go niepomiernie denerwuje. Syn poety, Władysław, okazuje się dzieckiem niechcianym. Mimo to, dba o wątpliwy wizerunek twórcy Sonetów krymskich i wszelkie dowody, świadczące przeciw jego nieskazitelności, wyrzuca do śmietnika z napisem „Fakty”. Jest też Ram Gerszon, przechrzczony Żyd, który rozprawia o wizji sukcesu po przekształceniu obozu koncentracyjnego w park rozrywki. Podobno można go już było zobaczyć w Pianiście Polańskiego i Liście Schindlera Spielberga. Chciałby, żeby o historii zacząć mówić bardziej fraszką niż tragedią. Jeśli spektakl ten miał być właśnie taką fraszką, to już wolę falę inscenizacji Dziadów, która przetoczyła się przez polskie teatry po katastrofie smoleńskiej.

 

W jednym ze skeczy kabaretu Tey Janusz Rewiński opowiadał o „barokokowych rokokowaniach w sprawie przerysowania”. W przedstawieniu z Krakowa też dużo jest przerysowania, ilość nawiązań, zarówno literackich, jak i popkulturowych całkiem słuszna, estetyka nadmiaru iście barokowa. Tylko czemu one służą? Nieważne jest, czy publiczność rozpoznaje fragmenty Wielkiej Improwizacji (wygłaszane zarówno na scenie, jak i puszczane z głośnika wykonanie Treli, którego głos wydobywa się z makiety krakowskiego Teatru Starego) czy koncertu Jankiela. Bez skrupułów twórcy starają się umieścić je w takim kontekście, aby odrzeć je z patosu. Ma to być dwugodzinny pastisz na romantyzm w ogóle, gdyż w gruncie rzeczy postaci Towiańskiego i jego żony okazują się bezbarwne i kompletnie nieistotne. Swoją obecnością zaznaczają się najbardziej fizycznym byciem na scenie, i to dosłownie – on rozpoczyna spektakl, siedząc rozebrany wśród publiczności, ona natomiast (oczywiście naga) dosiada wbitego w ścianę konia, tworząc karykaturę Szału Podkowińskiego. Na to wszystko jeszcze wrzuca się jeszcze Bogu ducha winnego Jamesa Bonda czy Spidermana również jako bohaterów, których dzisiaj próbuje się pokazać w sposób bardziej ludzki.

 

Prawda. Tylko że współczesne reinterpretacje różnego kalibru herosów przez popkulturę polegają na tym, aby pokazać ich od strony postaci posiadających pewne skazy czy znane każdemu rozterki. Zaś duet Janiczak-Rubin tak bardzo przerysowuje swoje postaci (niezależenie od tego, czy mają one związek ze swoimi historycznymi odpowiednikami czy też nie), że okazują się one niewiarygodne, a całość, na siłę próbując być skandalizująca, nie okazuje się ani groteskowa, ani też intrygująca – dosłowność metafor pozwala widzowi ustawić umysł w stan wstrzymania i biernie się przyglądać. Co więksi pechowcy stają się ofiarą dziwnych prób interakcji z widownią. Sprawdza się na przykład przy pomocy mikrofonu kontaktowego bicie serca. Nic nie słychać, choć to nic specjalnie dziwnego, że przy takim widowisku nic nikomu szybciej nie zabiło.

 

Szkoda w tym wszystkim Ewy Kaim i Katarzyny Krzanowskiej, które w rolach odpowiednio Ksawery Deybel i Celiny Mickiewicz idą pod prąd całości spektaklu. Podobnie sytuacja wygląda z Michałem Majniczem, którego Gustaw/Konrad rzucony jest na pastwę losu przygotowaną mu przez Mickiewicza. Tylko czemu zostaje sprawdzone czy uniesie on inny kontekst, jak na przykład publiczną egzekucję Saddama Hussajna, atak na World Trade Center czy demonstracje na Placu Tian’amnen? Nie wiadomo, co starają się udowodnić autorzy, walcząc z oczywistością. Ciekawa jest również pełna ostrych narzędzi (siekiery, piły, śrubokręty itp. ) scenografia Mirka Kaczmarka, jednak nie sposób przecież patrzeć cały czas tylko na nią – niestety, na scenie za dużo się dzieje.

Podczas oklasków, po krótkim zawahaniu (być może wynikającym z wysłuchania Hero Enrique Iglesiasa), część publiczności wstała. Na szczęście, nikt nie wahał się ani chwili, kiedy podziękowano za osiem lat dyrekcji żegnającemu się z miastem Pawłowi Łysakowi. Zostawił on w Bydgoszczy kawał ciężkiej pracy i bezcenny sukces – markę miejscowego teatru. Brawo!

 

Jan Karow

 

Jolanta Janiczak, Towiańczycy, królowie chmur

 

reżyseria, opracowanie muzyczne: Wiktor Rubin

scenografia, wideo, światła: Mirek Kaczmarek

kostiumy: Bracia

choreografia: Cezary Tomaszewski

 

obsada:

Andrzej Towiański –  Krzysztof Zarzecki

Karolina Towiańska – Marta Ścisłowicz (gościnnie)

Adam Mickiewicz – Roman Gancarczyk

Celina Mickiewicz – Katarzyna Krzanowska

Władysław Mickiewicz – Bogdan Brzyski

Seweryn Goszczyński – Zygmunt Józefczak

Ksawera Deybel – Ewa Kaim

Ram Gerszon – Juliusz Chrząstowski

Konrad – Michał Majnicz

Niespodziewany gość – Mieczysław Mejza

 

Premiera: 14. marca 2014 r.

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

19 − 18 =