Jan Uniejewski: Gadka miła – jestem Szaławiła

3 września 2011

O spektaklu Przygody rycerza Szaławiły w reż. Piotra Kulczyckiego w Teatrze Wolandejskim.

Przygody rycerza Szaławiły

Tam, gdzie nikt by nie przypuszczał – na Ursynowie,  warszawskiej sypialni, na Lachmana 5, przy widowni niewiele liczebniejszej od obsady, stała się rzecz niesłychana. Kwintet studencki w półgodzinnym spektaklu, wykorzystując tekst Mistrza Brzechwy, z uśmiechem napiętnował polskie przywary. Gra aktorska – świetna. Aktorzy precyzyjni, rytmiczni, zgrani. Sztuka wesoła i szydercza; wzbogacona piosenkami zakorzenionymi w polskiej kulturze masowej. Choreografia uboga (czego można było spodziewać się po studenckim teatrze) uboga, ale za to pozwalająca widzowi skupić się na aktorze i zmuszająca go do jeszcze większego wysiłku (Jesteś sam na scenie. Nie masz czym się zasłonić. Graj!).

Postacią centralną był – co zrozumiałe – rycerz Szaławiła (grany przez Jacka Mikulskiego). Postać nietuzinkowa, budząca zainteresowanie i sympatię. Postać, w której skupiają się piętnowane samochwalstwo i megalomania. Szaławiła odzwierciedla wizję historii Polski, z którą część z nas się utożsamia. Skrótowo opowiada dzieje państwa i opisuje wielkie wiktorie oręża polskiego. Mało tego  – przecież to on, żyjący przeszło 700 lat, nieustraszony i  odważny (niczym Zawisza Czarny) – większość wspominanych bitew na chwałę Najjaśniejszej Rzeczpospolitej wgrał. To on walczył nad Marną i pod Warną – ku chwale króla Władysława. To on w Moskwie pobił Batu-Chana i walczył w Wenecji, Hiszpanii, Grecji czy Szwecji. To on w końcu walczył pod rozkazami Cesarza Francuzów. Jemu nadano liczne ordery, które nieść musiało trzech rycerzy. A jakże za wierną służbę hojnie wynagradzali go monarchowie! Był kasztelanem, marszałkiem, admirałem; dostawał nagrody, liczne wioski (ba, nawet oddano mu rękę księżniczki).  Lecz on niestrudzony ciągle szukał nowej chwały bitewnej. Nie raz, nie dwa stawał oko w oko ze śmiercią, której – nie wiedzieć jakim cudem – wymykał się spod kosy.

Lecz nie tylko w nim ogniskowały się przywary. Giermkiem jego był Roch. Leniwy śpioch, niestroniący od alkoholu (za to unikający zapachu prochu); znany gamoń i głupek. Aż dziw bierze, jak postać ta podobna jest do sienkiewiczowskiego Rocha spokrewnionego z Mości Panem Zagłobą. Czyżby wszystkie Rochy były ulepione z jednej gliny? Dalej szły trzy zuchy, nie lepsze od giermka. Im też przypisać należy najzabawniejszą kwestię w sztuce: „Przy piwie różnie bywa, / od piwa łeb się kiwa.”. Jedyną postacią racjonalną, stateczną i niewyszydzaną była szynkarka, która co rusz wcielała się w role oblubienic, protektorek, czy – jakbyśmy to dziś powiedzieli – fanek Szaławiły.

O tym, że Brzechwa wielkim poetą był, nikogo przekonywać nie trzeba. W jego bajce stajemy przed zadaniem zgoła niełatwym. Odnaleźć się musimy w gąszczu historycznych aluzji i wypaczeń. Oddzielić przywary od przymiotów. Śmiać się często z tego, w co uczono nas wierzyć (choćby chwała polskiego oręża). Studencki teatr z pewnością nam pomaga. Gratulując aktorom, trzeba zakrzyknąć – jeszcze, jeszcze! A widzom życzyć nowych, równie udanych i ciekawych spektakli.

P.S. Szkoda, że widownia taka mała.

Jan Uniejewski

PRZYGODY RYCERZA SZAŁAWIŁY

  • Szaławiła – Jacek Mikulski
  • Zuch 1 – Tymon Kokoszka
  • Zuch 2 – Juliusz Roszczyk
  • Zuch 3 – Maciej Kerner
  • Szynkarka – Olga Zieleniewska
  • Reżyseria – Piotr Kulczycki

tagi: | Wersja do druku | |

Jeden komentarz do Jan Uniejewski: Gadka miła – jestem Szaławiła

  1. Jacek, 3 września 2011 o 17:41

    Dziękuję za recenzję,
    jeżeli ktoś czuje po niej niedosyt zapraszam do przeczytania wpisu o tym, jak powstawał spektakl:
    http://jacekreaktor.blogspot.com/2011/09/tajemnice-szaawiy-odkryte.html

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

twenty + 4 =