Jan Uniejewski: Kulturę przytomnością swoją zaszczycić raczcie

28 kwietnia 2012

O książce Dwóchsetlecie Szkoły Dramatycznej w Warszawie 1811-2011 pod redakcją Anny Kuligowskiej – Korzeniewskiej.

Dwóchsetlecie Szkoły Dramatycznej 1811-2011

Jest pomysłem na pozór nieroztropnym, by młodemu adeptowi prawa, a więc ex deffinitione teatralnemu laikowi, oddać pod osąd księgę niniejszą. Pozór ten odejść może w niepamięć, gdy Czytelnik pojmie prostą prawdę, że prawnik, zwłaszcza palestrant, to szekspirowski aktor życia codziennego. Ileż znamy przypadków, gdy o ludzkich losach decydowały – oprócz wiedzy prawniczej, z takim mozołem zdobywanej – zdolności oratorskie, ba (!), wręcz aktorskie, jurystów? Czy wielcy obrońcy – Henryk Krajewski, Emil Zola, Ludwik Domański, Mieczysław Jarosz, Stanisław Szurlej „Złotousty” i inni[1] – nie byli „zmarnowanymi” na potrzeby prawa aktorami!? NIE! Albowiem sala sądowa to scena. Skład orzekający – publiczność; publiczność, którą oprócz racji w prawie, przekonać należy do innej racji, tej „ludzkiej”. Prawnik jest więc „kwalifikowaną, w oparciu o miejsce dawanych występów, kategorią aktora”.

Nie sposób odnieść się, choćby krótko, do wszystkich wątków poruszonych w książce. Uważny Czytelnik zauważy jednak, że zawiera ona zbiór zasad, którym powinien kierować się aktor; co ciekawe, jak się później okaże, nie tylko aktor. Spośród tych zasad najważniejsze przybierają formę „Dekalogu z aneksem”. Same cisną się na usta.

Po pierwsze, bądź świadom tego, co grasz. Bez nauczenia się postaci, bez zrozumienia jej intencji nie dojdziesz do odpowiedniego poziomu sztuki aktorskiej, będziesz nieautentyczny, a w konsekwencji nie osiągniesz sukcesu artystycznego.

Po drugie, szanuj krytykę. Jeśli zrozumiesz, to, co krytyk chce Ci powiedzieć, a będzie to krytyka konstruktywna, nauczysz się z tego wiele nie tylko o swojej grze, ale i o tym, jak inaczej, może lepiej (?), widzieć można sztukę.

Po trzecie, opanuj „współbrzmienie z publicznością”. Oprócz tego, że wyrażasz siebie w granej postaci, wspomnij Mistrza Bogusławskiego i spróbuj wyrazić marzenia, nastroje i tęsknoty widzów. Stworzycie wtedy jedną całość; sztuka będzie Waszym wspólnym udziałem.

Po czwarte, strzeż się patosu i przejaskrawienia. To, co robisz na scenie, niech będzie naturalnym i nieskrępowanym wyimkiem z rzeczywistości.

Po piąte, wybrałeś zawód aktora – Twoje życie powinno być entuzjastycznie zaprzątnięte sztuką. Sztuką żyć będziesz dla sztuki, nie dla pieniędzy i sławy. Kochaj teatr.

Po szóste, talent swój wesprzyj gruntowną wiedzą, nie tylko tą „praktyczną”, ale i tą teoretyczną – czytaj i poznawaj sposób, w jak inni widzą sztukę. Inaczej zdradzisz się nieuctwem, jeśli nie chamstwem nawet. A sam talent nie uchroni Cię przed zdemaskowaniem.

Po siódme, pamiętaj – jesteś moralnie odpowiedzialny za to, co mówisz i robisz na scenie. Przed sobą i przed innymi. Wielki jest ciężar tej odpowiedzialności.

Po ósme, istotą aktorstwa jest nieustanne szukanie jak najszerszego wachlarza ról do zagarnia. Strzeż się gombrowiczowskiej gęby Niani Frani czy Pani Stasi. Gęba raz Ci przydana może iść za Tobą w nieskończoność. Wygrać z gębą nie jest łatwo. Gęba może Cię przytłoczyć, zawładnąć Tobą i Twoim aktorstwem.

Po dziewiąte, strzeż się pychy. Jeżeli uznasz, że jedyną formą wyrażania sztuki jest prezentowanie samego siebie, a później przekonasz ulubionego siebie do tego, że jesteś per se dziełem sztuki, to wiedz, że jesteś pyszny i obłudny. Z tym też jest trudno wygrać

Po dziesiąte, Twoją bronią jest słowo (oczywiście nie samo). Cała energia pochodzi od słowa. Gra Twoja ma być sugestywna, ma zachęcać Widza, by tak, a nie inaczej czytał sztukę i Ciebie.

I aneks.

Nie wolno Ci napawać się sukcesem i stanąć w miejscu. Musisz systematycznie i ciężko pracować. Iść naprzód. Cała sztuka, nie tylko aktorstwo, to nieustanny proces stawania się piękniejszym, lepszym i doskonalszym. Citius, altius, fortius. Nic więcej.

Wskazane prawdy ostateczne – efekt rozważań rocznicowych – są uniwersalne. Czyż nie powinni strzec się pychy prawnicy, lekarze czy inni niż aktorzy artyści? Czyż nie powinni stale się rozwijać? Czyż nie są odpowiedzialni za to, co robią i mówią? Czyż nie powinni czerpać z krytyki? Powinni. Twierdzenie to podkreśla jeszcze jedną prawdę – szkoła wyższa ma nie tylko uczyć, ale i wychowywać. O czym, niestety, co raz częściej zapominamy.

Jan Uniejewski

P.S.

Lektura obowiązkowa dla Kandydata na inteligenta. By więcej powstawało filmów o inteligencji. Zapasiewicz zmarł, lecz nie odeszła z nim cała intelektualna elita. Jej obraz jest godny ekranu, a nie tylko nostalgicznych rocznicowych westchnień.

Dwóchsetlecie Szkoły Dramatycznej w Warszawie 1811-2011, red. A. Kuligowska-Korzeniewska, Wydawnictwo Akademii Teatralnej im. Aleksandra Zelwerowicza w Warszawie, Warszawa 2011.  


[1] Zainteresowanym polecam fragmenty najbardziej znanych mów sądowych wymienionych obrońców, zamieszczone w książce autorstwa J. Bralczyka, G. Holoubka, C. Jaworskiego, Z. Krzemińskiego, G. Matyszkiewicz, J. Neumana, K. Piesiewicza, M. Radwana-Röhrenschefa, A. Rościszewskiego, J. Stuhra, A. Tomaszek, J. Wasilewskiego, E. Wende, T. de Virion, Z. Zapasiewicza, K. Zeidlera, Wymowa prawnicza, Warszawa 2010.

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

four × two =