Jan Uniejewski: Sztuka (z) codzienności

3 czerwca 2013

O spektaklu Udręka życia w reż. Adama Opatowicza w Teatrze Polskim w Szczecinie.

udręka życia

„Bo to się zwykle tak zaczyna,/ sam nawet nie wiesz jak i gdzie,/ o całym świecie zapominasz…”[1], i starasz się nie pamiętać, bo – to dom, to rodzina, to dzieci znów za małe. A Ty męczysz się i przeklinasz. „Sam nawet nie wiesz jak i gdzie” coś pęka i obwiniasz – raz siebie, raz ją; a raczej ją. A czas mija nieubłaganie. Ty – coraz starszy – marzysz, by zażyć jeszcze życia bez udręki . I śnisz, by z młodszą być…

Taki scenariusz dość typowy w każdym związku – nie tylko małżeńskim, lecz i partnerskim (bo przecież „niezwiązanymi” też targają takie małe, prywatne dramaty) odbywa się w jerozolimskim domu Jony Popocha (Jacek Polaczek) i Lewiwy, jego żony (Elżbieta Donimirska).

Dla widza młodego, z racji wieku jeszcze tak niedoświadczonego, są to sceny zgoła schizofreniczne. Po 30 latach małżeństwa stary człowiek zorientował się, że już nie może patrzeć na to „bydlę”, znaczy swą małżonkę; że chce odejść, by znaleźć nowe „ja” w nowym życiu. Ba! A jakże to pięknie tłumaczy – brakiem zrozumienia: „Zrozum mnie – bo mężczyznę trzeba rozumieć, mężczyzna ma złożony mechanizm! Nie można opierać życia na dupie. I jeśli na początku krew jest jeszcze gorąca a dupa jędrna, co dzieje się z upływem lat gdy dupa się marszczy? Co zostaje, jeśli od początku w relacji była tylko dupa, dupa, a w całej reszcie w pięknie, w dochodowości, których całe życie naprawdę pragnąłem nie miałaś nigdy swojego udziału?” Tak brawurowo przeprowadzone rozumowanie uświadomiło mu egzystencjalną wręcz potrzebę odejścia. Lewiwa – jak trafnie przewidywał – odgrywa „scenę”, która dodatkowo umacnia jego zamiary. Nie wskórają tu nic jej emocjonalne opowieści o drugiej szansie, ani dość racjonalne pytania o przyszłość („Dokąd pójdziesz i co zrobisz?”). Nie pomaga również quasi-erotyczny taniec godowy małżonki i nieudana próba „pięknego pożegnania z Lewiwą”. I tu mała uwaga biologiczno-behawioralna, fakt śmieszący widza z biglem – w przyrodzie, gdy samiec młody i jurny, to on odprawia harce i stroszy piórka, by posiąść wymarzoną. Gdy piórka rzedną – na tańce zbiera się matronom..

Ubrawszy się i spakowawszy walizkę, nieubłagany Jona stoi przed drzwiami. Zawraca go jednak niespodziewane pukanie. To Gunkel (Jacek Piotrowski), ich znajomy, przyszedł pożyczyć pyralginę. I w samym powietrzu chyba wyczuł piesko-małżeńską kłótnię. Poczciwiec szydzi z nich, że nie rozumieją, jakie szczęście tkwi w zagnieceniach ich małżeńskiego, ciepłego jeszcze, prześcieradła. Domaga się przy okazji zwrotu czapki, jakby chciał odwlec swe odejście, by tym samym zniechęcić Jonę do swego…

Jednoczy małżonków niezbyt skutecznie. Jona zostaje z Lewiwą tylko przez chwilę –  umiera pierwszy u boku „zbydlęciałej” kobiety, nie zażywszy już więcej życia bez udręki.

Jan Uniejewski   

 

 

UDRĘKA ŻYCIA Hanoch Levin

reżyseria i muzyka: Adam Opatowicz
scenografia: Mariusz Napierała
asystent reżysera: Elżbieta Donimirska

Występują:

Jona Popoch – Jacek Polaczek
Lewiwa, jego żona – Elżbieta Donimirska
Gunkel, znajomy – Jacek Piotrowski



[1] Wykonanie oryginalne: Mieczysław Fogg; autor tekstu: Stanisław Freszko-Jerry, Emanuel Schlechter; muzyka: Julian Front.

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

12 + 6 =