Judyta Berłowska: Serce z lodu

30 stycznia 2011

O „Królowej Śniegu” Teatru Baj. Królowa Śniegu / fot. Krzysztof Bieliński

Rozbicie inscenizacji pomiędzy iluzje i ich burzenie sprawia, że baśń Andersena jest poetyckim, pięknym spektaklem. Połączenie sztuki teatru lalkowego i tworzonego przez aktorów pozwala na szybkie zmiany perspektywy patrzenia na historię. Zachwycające lalki, intrygująca scenografia, mądra opowieść dają najmłodszym widzom możliwość zetknięcia się z magią teatru.

Historia Królowej Śniegu to baśń Hansa Christiana Andersena, opowiadająca o przyjaźni dwójki dzieci, które wspólnie pielęgnują różę. Jednak pewnego dnia okruch diabelskiego zwierciadła wpada w oko i serce Kaja. Każe mu widzieć wszystko złym i sprawia, że jego serce zamienia się w lód. Ten lód może stopić tylko siła miłości, przyjaźni, dobra. Gerda wyrusza więc w pełną przygód podróż w poszukiwaniu przyjaciela.

Ciekawy kontrast zostaje pokazany pomiędzy uczuciem dziewczynki, jej wytrwałością i miłością, które zostają przedstawione jako największa siła a rozumem, który jest najbardziej cenioną wartością w pałacu Królowej Śniegu. Królowa każe Kajowi myśleć logicznie, mówi, że uczucia i emocje nie mają żadnej wartości. Jest tylko lód i logika. Przed chłopcem stoi zadanie, żeby ułożyć z lodu słowo „Wieczność”. Z drugiej strony pokazana jest wędrówka Gerdy, która „straciła Kaja, straciła buciki, i nie wie już dokąd iść”. A jednak wciąż spotyka ludzi i zwierzęta, które wspierają ją w drodze do pałacu Królowej Śniegu.

To piękny przekaz dla najmłodszej publiczności. Prosty, ale wart przypomnienia również dorosłym. Miłość i przyjaźń są warte więcej niż pusty lodowy pałac. A „Wieczność” bohaterowie odnajdują w swoim codziennym, zwyczajnym życiu.

W pudełku sceny, otoczonym przez złotą ramę, znajdują się trzy zasłony z żaluzji – z grubej plastikowej folii. Tworzą one jakby trzy plany akcji. Dzięki temu, że cała scenografia, wszystkie miejsca akcji są tworzone na bieżąco z tych właśnie zasłon, wyobraźnia młodych widzów jest nieustannie zmuszana do wysiłku. Ponadto obrazy, bardzo proste i w pewien sposób prowizoryczne,  stają się pomysłową, oryginalną animacją.

Postaci kreowane są częściowo przez aktorów, a częściowo przez lalki. Aktorzy ubrani jednakowo, kolorystycznie dopasowani do tła, nie wzbudzają silniejszych emocji. Natomiast lalki, jedne piękne, inne zabawne, jeszcze inne straszne, zdecydowanie bardziej interesują młodą publiczność. Ogromne zróżnicowanie elementów plastycznych sprawia, że magia efektownych obrazów, łącząc się z prostymi rozwiązaniami, tworzy zaskakującą kompozycję. W ten sposób zaprezentowany jest pewien dualizm, charakterystyczny dla baśni. To, co jest fantastyczną historią pełną wróżek i gadających zwierząt oraz mądra opowieść o miłości, przyjaźni i sile dobrego uczucia. Również gra aktorów i lalek na przemian umożliwiała zmiany perspektywy patrzenia na te dwa aspekty jednej opowieści.

Chyba najpiękniejszym momentem przedstawienia jest chwila, kiedy Gerda spotyka Kaja w pałacu Królowej i „wyjmuje mu z serca i oka kawałek zwierciadła”. Tę scenę grają już sami aktorzy. Wcześniej wśród dekoracji pałacu Królowej pojawiają się wiszące na jednym rusztowaniu cztery tablice z folii z wyciętymi szablonami lalki Kaja. Chłopiec trzyma przed sobą te szablony, a Gerda wyjmuje mu z rąk jeden za drugim i tłumaczy, że on nie musi się wstydzić przy niej płakać. Gdy odbiera Kajowi ostatni kawałek folii–lodu, zostaje on odczarowany. Mogą po prostu odejść.

Do pewnego stopnia daje się zauważyć charakterystyczny styl, może nawet manierę gry aktorów teatrów dla dzieci – wylewność, przerysowanie, nadmierną ekspresję. Jest to zrozumiałe, że jest to potrzebne dla skupienia uwagi młodego widza, jednak nie jestem pewna, czy na tak kameralnej scenie, aż taka ekspresja jest konieczna. Uderza ona szczególnie w roli babci Kaja i Gerdy. Wydaje się ona przez to jakby większa, trochę ekspansywna. Jej rola narratora opowieści, łącznika sceny z widownią częściowo to usprawiedliwia, ale nie zmienia to faktu, że nie do końca pasuje do zdecydowanie bardziej naturalnej gry reszty aktorów. Pojawia się dysonans między poetycką opowieścią toczącą się na scenie, a prostym, infantylnym przekazem narratora z proscenium. Wydaje się, że są to przekazy dla różnych grup wiekowych.

Na niewielkiej scenie Teatru Baj stanął zamek z lodu. W jego wnętrzu jest tylko jezioro. Bo „zamek Królowej Śniegu, podobnie jak jej serce jest puste”. I w tę pustkę w pałacu dzieci chyba uwierzyły. To dobrze. Może to uratuje je przed okruchami diabelskiego zwierciadła.

Judyta Berłowska

Teatr Baj, Królowa Śniegu, Hans Christian Andersen, reżyseria: Kamil Žiška, scenografia: Marieta Golomehova, muzyka: Kamil Žiška występują: Marta Gryko, Hanna Kinder-Kiss, Aneta Płuszka, Marek Zimakiewicz, Piotr Michalski, Marcin Marcinowicz, premiera: 4 grudnia 2010

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 × 3 =