Julia Lizurek: Hamlet się nie zjawił

1 września 2016

O XX Festiwalu Szekspirowskim w Gdańsku (29. lipca – 7. sierpnia 2016)

Festiwal Szekspirowski/ materiały prasowe

Festiwal Szekspirowski/materiały prasowe

Co przyciąga publiczność na uznany już Festiwal Szekspirowski? Czy jest to chęć zaznajomienia się z nowymi trendami w teatrze polskim i światowym, a może potrzeba poznania dzieł i nowych odczytań dramatów najsłynniejszego z dramatopisarzy? Czy na to wydarzenie przyciągają nazwiska reżyserów i gości, czy bardzo niskie ceny biletów? W tym roku postanowiłam w końcu odpowiedzieć na te pytania i pełna entuzjazmu i nadziei wyruszyłam do Gdańska, gdzie spędziłam pierwsze siedem z dziesięciu festiwalowych dni.

 

Być albo nie być

Udział w festiwalu zawsze wiąże się z wyborem. Ja zdecydowałam poświecić mój czas i uwagę spektaklom Force Entertainment, brytyjskiego kolektywu, który wystawiał wszystkie dzieła Szekspira na stole o powierzchni metra kwadratowego, przedstawieniom nurtu Szekspir OFF oraz gwieździe festiwalu i idolowi wielu teatrologów, Romeo Castellucciemu i jego Juliuszowi Cezarowi. Fragmentom. Jako że organizatorzy prowadzą bardzo zamkniętą politykę i na widownię wpuszczają zazwyczaj wyłącznie osoby z biletami oraz zaproszeniami, tylko nieznacznie rozszerzyłam mój pierwotny plan oglądania. Bardzo cenię sobie spontaniczność: często dopiero w czasie trwania imprezy jestem w stanie dokonać trafnych wyborów, bo wtedy poznaje się ludzi, którzy już coś widzieli, o czymś słyszeli i potrafią polecić inspirującą teatralną propozycję organizatorów.

Polityka „zamkniętych drzwi” wpływa na kształt publiczności, a ta znacząco różniła się od krakowskiej, do której przywykłam. Kiedy nie udało mi się wejść na Burzę w reżyserii Anny Augustynowicz przypomniał mi się dyrektor Klata, który na Festiwalu Boska Komedia na widok tłumnie zgromadzonej grupy bez biletów powiedział: „Wpuście tych ludzi!”. Niewielu tu studentów czy młodych krytyków. Dominują osoby w średnim wieku, dość zamożne (ceny biletów na spektakle Głównego Nurtu wahają się pomiędzy siedemdziesięcioma a dziewięćdziesięcioma złotymi). Piszę o tym, dlatego że choć obejrzałam sporo spektakli, to czułam, że festiwal nie jest adresowany do mnie i nie mogę się w niego w pełni zaangażować – stąd być może wynikło moje negatywne wrażenie.

Kiedy konkurs Szekspir OFF okazał się być przeglądem etiud studenckich i teatrów działających przy szkołach aktorskich, pokazem spektakli luźno dialogujących z dramatami stratfordczyka oraz przedstawieniami lalkowymi,rozłożyłam ręce w bezradnym geście, bo oczekiwałam eksperymentu, którego zabrakło. Mimo to, chciałabym w tym tekście skupić się na trzech przedstawieniach Hamleta, które posiadały potencjał wywrotowy, który z powodu odbioru widzów został im odebrany. Chcę podjąć refleksję nad tym, co wpływa na kanoniczny tekst. Czy możliwe jest, właśnie w skutek odbioru widza, jego nowatorskie odczytanie przez reżysera?

Hamlet Garbaczewskiego

O tym spektaklu Narodowego Starego Teatru z Krakowa już kiedyś pisałam[1]. Myślałam o nim jako o metaforze Europy w kryzysie i stanie permanentnego niepokoju, gdzie nie ma już podziałów na ofiary i oprawców, odpowiedzialnych i zależnych, żywych i umarłych. Mozaikowa dramaturgiczna konstrukcja przedstawienia prowokuje widza do podążania ścieżkami, które go frapują. Garbaczewski łączy sceny, które bawią, przerażają, frapują, wzruszają, denerwują, meczą, zachwycają wizualnością. Zostawia interpretacyjne tropy. Pyta o nowoczesnego Hamleta. Poszukuje go, nie czyniąc z niego bohatera ikonicznego, tego, który ma wypowiadać uniwersalne wątpliwości i lęki.

W Gdańsku zaskoczyły mnie jednak bardzo bezpośrednie reakcje widzów na wypowiedzi aktorów. Nagle kwestia „słowa, słowa, słowa” została unieważniona, kiedy Hamlet pytał czy zabić Klaudiusza, ktoś na widowni odpowiadał „tak” lub „nie”, jak gdyby wybór przestawał być dylematem, jakby język posiadał zdolność różnicowania na ofiary i oprawców. Ta publiczność chciała dzierżyć władzę, a nie współodczuwać rozczarowanie rzeczywistością zakorzenioną w słowach. Nagle problem Horacja (Paweł Smagała), „wy nic nie mówicie”, nie stanowił problemu. Bo nawet jeśli ktoś wciąż miał dylemat, to nie miał głosu, znikał w niemej masie.

Wtedy pomyślałam o tym, że jakiekolwiek polityczne odczytanie Hamleta Garbaczewskiego nie sprawdza się, bo podważa podstawowe założenie dramaturgiczne inscenizacji, że istnieje coś poza tym, co możemy wypowiedzieć. We wspomnianej przeze mnie scenie Hamlet (Krzysztof Zarzecki) i Klaudiusz (Krzysztof Zawadzki) rozmawiają nie ze sobą, a z widzami. Ten drugi przyznaje się do zabicia króla, pytając o to czy jest to wystarczający powód, by ten pierwszy również został mordercą. W tle słyszymy zespół aktorów śpiewających przy pianinie Dream Scream Daniela Johnstona. I kiedy wsłuchać się w tekst i dźwięki piosenki, dylemat księcia nie jest polityczny, ale emocjonalny, a wszystkie polityczne zagrywki drugiego Hamleta (Bartosz Bielenia) okazują się być tylko prowokacjami. Ale też: o jakich emocjach mówimy? „Thought there was love// what a fool I was.” Moglibyśmy je nazwać, ale już dawno przestaliśmy ufać starym nazwom. Przynajmniej zrobił to Garbaczewski, może wbrew oczekiwaniom gdańskiej publiczności.

HamletMaszyna Navy Zukerman

W czasie przedstawienia Zukerman odwiedzamy dwie przestrzenie Teatru Szekspirowskiego zaaranżowane na pałac Gertrudy i Klaudiusza (Beni Eldar i David Zeevi) oraz pokój Hamleta/ Ofelii (Gil Alon/ Einat Weizman). Horacy (Ricky Hayut) przeprowadza nas z jednego miejsca w drugie. Tym co łączy pomieszczenia, jest muzyka, tworzona na żywo przez rockowy zespół. W przedstawieniu cisza prawie się nie pojawia, a jeśli, to zawsze pełni ważną rolę. W jednej ze scen książę mówi (cytuję z pamięci): „trzyminutowa piosenka, która mówi wszystko.” Żyjemy w czasach, w których nie potrzeba słów, bo wszystkie emocje, historie, opowieści można zawrzeć w dźwiękach. Słowa już nie znaczą, one tylko brzmią (często znajomo).

Każdy z bohaterów w którymś momencie dochodzi do głosu, każdy chce coś zmienić, chce oszaleć, kochać, cierpieć, mścić się, zginąć i śpiewać. Pragnie wystawić siebie przed zgromadzoną publicznością, której obecność jest stale tematyzowana.

Przyjrzyjmy się również tym razem scenie wyznania przez Klaudiusza winy. Na kolanach starszego mężczyzny siedzi drugi w średnim wieku – to Hamlet. Zrozpaczony przyciska głowę do piersi, nie chce zabijać. Inaczej: sprawa nie toczy się o pragnienie wzajemnego wyniszczania się, jak w przypadku spektaklu Garbaczewskiego, ale o spokój i intymność i swobodę przeżywania, które zostały człowiekowi odebrane z powodu przymusu wystawiania się. Hamlet już nie chce być Hamletem. Pragnie, by jego opowieść została zapomniana, by pozostał rozzłoszczonym, niepokornym dzieckiem. Jednak czas nie działa wstecz. To, co zostało powiedziane i pokazane już nie zniknie.

 

Table Top Shakespeare: Hamlet Forced Entertainment

Czego potrzeba, żeby wystawić dramat Szekspira? Stołu, kilkunastu przedmiotów codziennego użytku (tylu, ile postaci w sztuce) i jednego performera/opowiadacza, który, scena po scenie, opowie zgromadzonym widzom przebieg akcji i opisze odczucia bohaterów. Dla awangardowej grupy dziełem dramatopisarza są konkretne sytuacje zapisane w tekście, które można przywrócić do nowego, scenicznego życia, wykorzystując tylko to, co codzienne i zwyczajne. Hamlet, czyli czarna butelka po occie winnym, zamienia się w postać, która działa. Dzięki słowom to co realne, zmienia się w surrealne. Metafizyka i tajemnica zostają sprowadzone do tego, co performer potrafi powiedzieć, chociażby poprzez aluzję lub ironię.

Traktuję tę inscenizację jako teatralny eksperyment, próbę zbadania czy słowa potrafią tworzyć wrażenie iluzji. Czy potrafią zaangażować widza, wywołać w nim emocje? Bo Forced Entertainment nie używają przedmiotów jak rekwizytów czy lalek, które się animuje. One mają nas przez chwile zaskoczyć, pomóc wyobrazić sobie sytuacje sceniczną. Performerzy wykorzystują przyzwyczajenia percepcyjne widzów, reguły przedstawienia teatralnego, by sprowokować dyskusję: co nam zostało ze sztuk Szekspira? Kim jest dla nas Hamlet? Czy to tylko tradycja? Skąd właściwie wzięła się jego sława?

Garbaczewski opowiada przez Hamleta o rozpadzie rzeczywistości i niemożności odnalezienia się w niej. Forced Entertainment ten strach próbują oswoić – opowiadając bajki napisane przez Szekspira. Ale to tylko wciąż kolejna interpretacja, kolejna maska, filtr nałożony widzom na oczy.

Tego nie było

W tym krótkim tekście nie sposób rozwikłać tajemnicy Hamleta, ani nawet współczesnych inscenizacji tego dramatu. Pewnie dlatego też kolejne wersje sztuki będą wystawiane i zapraszane na sceny gdańskich teatrów. Znów wszyscy będą umierać i zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie tym rozczarowany, zdenerwowany, znudzony albo postanowi zaprotestować. Bo choć kiedyś Hamlet pytał „być czy nie być”, to niestety historia już dawno zadecydowała za niego.

 

Julia Lizurek

 

Hamlet, reż. Krzysztof Garbaczewski, Narodowy Stary Teatr w Krakowie

HamletMaszyna, reż. Nava Zukerman, Tmuna Theatre, Izrael

Complete Works: Table Top Shakespeare, Forced Entertainment, reż. Tim Etchells, Wielka Brytania

[1]    http://e.czaskultury.pl/czytanka/teatr/2064-prowokacja-i-dialog

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

8 + six =