Julia Lizurek: Odliczanie do samotności

17 stycznia 2016

O spektaklu Płatonow w reżyserii Konstantina Bogomołowa w Narodowym Starym Teatrze w Krakowie 

Płatonow/mat. prasowe

Płatonow/mat. prasowe

3.

Płatonow. Wejście na scenę, zejście z niej, w międzyczasie zatrzymanie, gest wyrażający smutek, apatię czy znużenie. Nienaturalnie dużo lub zbyt mało wypowiedzianych słów. Mężczyźni mówią: „zrobiłam”, kobiety: „przyszedłem”. Każdy dostał jakąś rolę, ale nikt nie udaje, że został doskonale obsadzony. Postaci wchodzą na scenę pełne obojętności, nie dbając o uznanie publiczności. Ich słowa i gesty są puste jak oni sami. Przez genderowe niedopasowanie trudno widzowi rozeznać się nawet w relacjach pokoleniowych. Mimo wszystko to zamieszanie bawi. Odkrycie, że Anna Wojnicew (Adam Nawojczyk) nie jest, jak chciał Czechow, kobietą, ale uwodzicielskim samcem, w rozchełstanej białej koszuli, wprowadza problem emocjonalnej ambiwalencji. Stereotypy dotyczące męskiej dystynkcji czy bezpośredniości w kontaktach zostają odegrane przez przedstawicielki płci żeńskiej. Z kolei mężczyźni stają się ofiarami „matriarchalnego systemu”. Jednakże nie o krytykę relacji damsko-męskich tu chodzi, a o pokazanie, że nie sposób mówić o normatywnych reakcjach, emocjach i układach. W „złym” spektaklu, jaki wystawia Konstantin Bogomołow, jeszcze dokładniej widać ramy roli, jej podwójność (aktorzy Starego Teatru grający czechowowskie postaci) i nieadekwatność do przeżyć jednostek. W tej Wojnicówce nikt nie może powiedzieć ani pokazać co czuje – to największa tragedia tego miejsca.

Intryga dramatu Czechowa opiera się na uwodzicielskich wpływach Płatonowa (Anna Radwan-Gancarczyk), który rozbudza pożądanie Anny Wojnicew, wdowy i jego przyjaciółki oraz Sofie (Zbigniew Kaleta), byłej kochanki, obecnie żony Siergieja (Małgorzata Hajewska-Krzysztofik), ignorując jednak swoje własne zobowiązania małżeńskie. U Bogomołowa sytuacja jednak się odwraca. Sfrustrowani mężowie i niedoszłe kochanki tytułowego bohatera wplątują go w intrygę i oskarżają o niszczycielskie wpływy. Otwartość Płatonowa w międzyludzkich kontaktach, nieuciekanie przed przeszłością i dwuznacznością słów traktowane jest podejrzliwie. Anna i Sofie, kierowane swoim pożądaniem, nie są gotowe na odpowiedzialność, która może wyniknąć z przyznania się do swojego uczucia. Czy to diagnoza współczesnego kryzysu męskości?

Żona Płatonowa, Sasza (Bartosz Bielenia) przestaje być tym samym ofiarą niecnych postępków męża, a ucieleśnieniem i powodem jego samotności. W nieustannej ciszy, dziwnej żałobie i izolacji nie służy pomocą i wsparciem. Przemyka jak nieznaczący cień.  W ostatniej scenie pierwszego aktu doprowadza ona do jedynej w spektaklu fizycznej zdrady, całując miejscowego wieśniaka i rozbójnika, Osipa (Ewa Kolasińska). Czy świadczy w ten sposób o swoim miłosierdziu, pragnienie bliskości czy manifestuje niezgody na małżeńskie relacje?

2.

Niepokój związany ze wzrostem świadomości roli wzrasta. Odgrywanie smutku przemienia się w neurotyzm. Z etapu „nie-mówienia” przechodzimy w stadium ekspresji wyolbrzymionej. Porfiry (Małgorzata Gałkowska) wyjawia Płatonowowi swoje plany małżeńskie względem Anny, Sofie planuje otwarcie swoją ucieczkę od męża z kochankiem, Sergiej wykrzykuje swoją rozpacz i oddaje się jej w całości, niezdolny podjąć jakiekolwiek racjonalne działanie. Majątek został odebrany przez Żyda-kosmitę (Ewa Kaim), Osip nie żyje, choć przewidywano, że on zabije, a Sasza rozchorowała się ze smutku i umrze lada chwila. Do tego Płatonow uciekł i zostawił samotne kobiety w ich marzeniach o innym życiu. Gra pozorów przestaje być niewinna. Puste gesty mają swoje konsekwencje. Tylko najmłodsi (Bielenia i Jaśmina Polak jako Iwan Terlecki) potrafią pozostać w ramach poetyki apatii.

Konsekwencje „poetycznego ględzenia” najlepiej widać w scenie Płatonowa i Anny, która próbuje przekonać go do zdrady i ich potencjalnego romansu. Bijąca od nich bliskość, intymność i przywiązanie współistnieją z fałszywą, poetycką frazą na temat takiej miłosnej relacji. Pojawia się rozdźwięk pomiędzy pragnieniem a tym, co wypada i tym samym pomiędzy „prawdą emocji” a „kłamstwem słów”. Ta wewnętrzna sprzeczność może już tylko zostać przez nich wyparta.

1.

Trzy – to etap roli, kryzysu indywidualnej osobowości. Dwa – irracjonalnego krzyku rozpaczy, który może (ale nie musi) zostać zanegowany. Jeden – tu już nie zostaje nic. Odegrany smutek nieznośnie trzeszczy w uszach. Bogomołow próbuje zredefiniować pojęcie tragizmu, wyrażonego nie przez nieszczęśliwy zbieg okoliczności, ale pustkę ludzkich charakterów zdolnych tylko reprodukować emocje. Aktorzy konsekwentnie realizują model „złego aktorstwa”, doprowadzając efekt teatralny do totalnej groteski. Tylko że tragiczny finał dramatu nie wywiera komicznego wrażenia. Wobec wypalenia wszystkich postaci widz pozostaje bezradny. Tu nie ma miejsca na współczucie, zrozumienie czy dystans. Jednocześnie pojawia się refleksja na temat kryzysu środków teatralnych w ogóle: naturalizmu (kostiumy i scenografia Larisy Łomakin), brechtowskiego dystansu, postulatów feminizmu, wpływów popkultury, slapsticku i innych rozsadzających konwencji. Kiedy wszystko okazuje się być pustym medium, to znak, że czas na zmiany. Bo Płatonow, choć przetrwał, już nie powróci.

Julia Lizurek

 

Płatonow

Anton Czechow

Narodowy Stary Teatr w Krakowie

reżyseria: Konstantin Bogomołow

obsada:

Anna Wojnicew – Adam Nawojczyk

Sergiej, jej pasierb – Małgorzata Hajewska-Krzysztofik

Sofia, jego żona – Zbigniew W. Kaleta

Porfiry Głagoliew – Małgorzata Gałkowska

Iwan Trylecki – Jaśmina Polak

Nikołaj Trylecki, jego syn – Anna Dymna

Abraham Wiengierowicz – Ewa Kaim

Michaił Płatonow – Anna Radwan-Gancarczyk

Aleksandra (Sasza), jego żona, córka Tryleckiego – Bartosz Bielenia

Osip – Ewa Kolasińska

 

scenografia i kostiumy – Larisa Łomakina

tłumaczenie – Agnieszka Lubomira Piotrowska

 

premiera: 19. grudnia 2015

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

ten + seven =