Julia Lizurek: Przesypywanie

20 lutego 2017

O spektaklu Witaj w moim domu. Medytacja o kobiecie z wydm w reżyserii Przemysława Błaszczaka

Witaj w moim domu/fot. Judith Ferreras

Witaj w moim domu/fot. Judith Ferreras

Za białym horyzontem wstaje niebieskie słońce. Cała podłoga jest pokryta piaskiem. Na środku sceny siedzi kobieta na nagim podłożu, odwrócona plecami do widowni. To miejsce stanowi bezpieczną przestrzeń, oazę i samotnię. Nagle słychać odgłosy tupiących butów i do tej magicznej przestrzeni, wypełnionej dźwiękami świerszczy i medytacyjnym ruchem ciała, przybywa mężczyzna.

Obrazy, które buduje Przemysław Błaszczak wraz z aktorami Karoliną Brzęk i Tomášem Wortnerem, są jakby zatrzymane w czasie. Słońce nigdy nie wstaje, światło wypełnia przestrzeń, muzyka urywa się nagle. Jedyne, co się zmienia, to układy piasku na scenie, będące alegorią ich relacji. Historia miłości i zależności kobiety oraz mężczyzny zostaje opowiedziana poprzez nieustanne ruchy ziemi.

Najpierw ona poszerza przestrzeń pustego kwadratu i zaprasza go do siebie. Kiedy on chce wyjść, na granicy piasku i widowni zatrzymuje go niewidzialna ściana. Bezskutecznie próbuje ją pokonać. Jego ciało przyjmuje ciosy przezroczystej ręki. W końcu upada. Ona po przebudzeniu wciąga go znów do swojej oazy. Gdy ciągnie jego ciało, prostokąt zostaje naruszony. Piasek dostaje się do przestrzeni, gdzie nie powinno go być. Kobieta na to nie zważa i reanimuje mężczyznę – ta sekwencja pojawia się w spektaklu dwa razy. Siada na jego klatce piersiowej: on głośno pozbywa się powietrza z płuc, a ona głośno je nabiera. Ten wspólny oddech nie brzmi erotycznie, choć sprawia, że postaci się ze sobą jednoczą. Ten proces łączenia może wydarzyć się jednak tylko w głowie widza – obraz sceniczny to jedynie zapętlona sekwencja wdechu i wydechu. Reżyser zdradza swoją strategię dialogu z widzem już w tytule – mamy medytować, oglądając obraz. Za każdym razem możemy dostrzec coś innego, możemy skonstruować historię z naszych wyobrażeń. I tak to, co ja opisuję jako „reanimację”, może być czytane jako nakaz do pozostania przy życiu, przy danej osobie, wbrew upływowi czasu, emocji, potrzeb, marzeń. A później uratowany będzie zmuszony spłacać dług wdzięczności.

Witaj w moim domu/fot. Judith Ferreras

Witaj w moim domu/fot. Judith Ferreras

Równie prowokacyjne są początkowe sceny zabawy: jednocześnie niewinnej i niebezpiecznej, fizycznej i mentalnej, erotycznej i przyjacielskiej. Historia kobiety i mężczyzny to nie tylko historia miłosna (jak sugerują widzowi niemal filmowe obrazy zakochania), ale próby pogodzenia tego, co wydaje się być sobie przeciwstawne. W scenie wzajemnego posypywania się piaskiem jej biały kombinezon i jego czarne ubranie tracą swoje wyraziste kolory, stają się brudne. Przestrzeń uwięzienia zaczyna być dla niego miejscem tworzenia (dla siebie, dla niej?). A ona odkrywa, że poza tym miejscem, zamkniętym z jednej strony publicznością, a z drugiej białym widnokręgiem, kryje się też inny świat.

Wyjątkowość projektu Błaszczaka zasadza się na jego wielkiej odwadze twórczej. Łączy on cały wachlarz środków scenicznego wyrazu: mówi językiem ciała, głosu, muzyki, słów, improwizacji ruchowej i choreografii. Sceny teatralne, w których istotne jest trwanie, łączy z filmowymi, które przypominają ruchome obrazy. Reżyser wymaga od widza skupienia. Nie uświadczymy utrzymującej naszą uwagę sinusoidy napięć. Twórcy konstruują przedstawienie jak historię o cechach przypowieści. Poznać mamy jednak nie prawdę o świecie i międzyludzkich relacjach, ale reguły zależności. Tutaj dobro nie tryumfuje – jest zależne od zła; miłość – od wzajemnej kontroli; pewność – od niepewności drugiego; teatr – od spojrzenia widza.

Wśród pól zależności jest jednak miejsce dla wolności, która okazuje się być trudem i wyzwaniem. Mężczyzna uświadamia sobie, że jego wcześniejsza decyzja o wejściu do przestrzeni kobiety zdeterminowała go, a on już nigdy nie będzie mógł całkowicie się spod jej wpływów uwolnić. Choć on chce wyjść, ona uporczywie powtarza „chcę zostać”, jakby chciała go przekonać, wkładając mu słowa w usta. Najpierw brzmi to jak niewinna zabawa i przekomarzanie, a później jak polecenie. Wtedy on zaczyna śpiewać cichą pieśń. Staje się ona coraz głośniejsza, coraz bardziej rozpaczliwa. W szalonym biegu przepełnionym smutkiem on w końcu upada. A kobieta znów przywróci go do życia.

Julia Lizurek

 

Witaj w moim domu. Medytacja o kobiecie z wydm

według powieści Kobieta z wydm Kōbō Abe

Reżyseria, światło: Przemysław Błaszczak

Występują: Karolina Brzęk i Tomáš Wortner

Dramaturgia: Anna Duda

Oprawa muzyczna: Damian Borowiec

Premiera: 18 września 2016

 

Spektakl powstał przy wsparciu Instytutu Grotowskiego i członków Studia Dwóch Ścieżek oraz uprzejmości Teatru Brama w Goleniowie, w którym odbyły się: rezydencja artystyczna i premiera spektaklu podczas Goleniowskich Spotkań Teatralnych Bramat we wrześniu 2016 roku.

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

17 + seven =