Julia Rup: Estetyczna trauma

12 stycznia 2013

O spektaklu Burza w reżyserii Mai Kleczewskiej z Teatru Polskiego Bydgoszcz na Międzynarodowym Festiwalu Teatralnym Boska Komedia.

Burza / materiały teatru

Z dramatu Szekspira zostały strzępy, zamiast magii i fantastyki – osobiste traumy i toksyczne relacje. Korzystając z metody ustawień Hellingera, Kleczewska konstruuje sieć splątanych więzów rodzinnych, sytuację sceniczną pełną napięć i agresji, w której uzdrowienie zdaje się być jedynie pozorne.

Na środku sceny pokrytej piaskiem twarzą do widowni w półmroku stoi Miranda (Marta Nieradkiewicz). Rozpoczyna monolog składający się z przypadkowych słów, prywatnych skojarzeń, na zawieszonym w tle sceny ekranie pojawiają się zdjęcia małych dzieci, a w tle pobrzmiewa niepokojąca, niemal transowa muzyka. Ta improwizacja jest jak wejście do wnętrza, głębi postaci/aktorki i może stanowić klucz do odczytania spektaklu, którego jedną z głównych osi ma być motyw snu. Kolejna scena wyjęta jest z zakończenia dramatu – rodzina siedzi przy stole, naprzeciwko siebie Miranda w sukni ślubnej i Ferdynand (Piotr Stramowski) w garniturze. Nie jest to typowa scena weselnego posiłku, między postaciami wyczuwa się nieznośne napięcie, pretensje i uraza są niezwykle silne. Nikt nie patrzy sobie w oczy, Prospero (Michał Jarmicki) usiłuje opowiedzieć córce ich historię, ona z wyraźną pogardą ignoruje ojca, zirytowana przerywa mu słowami „nie teraz”. Również relacja między nią a Ferdynandem daleka jest od radosnego oczekiwania i miłości, sprawiają wrażenie raczej przeciwników, jedno po drugim sięga po butelkę, jakby starało się przebić poprzednie w ilości spożytego napoju. Spotkanie filmuje Ariel (Karolina Adamczyk), na zbliżeniach nie ukryją się grymasy niechęci i zażenowania sytuacją, staje się oczywiste, że każda z postaci marzy o jak najszybszym odejściu od stołu. To zebranie podpowiada, co będzie w centrum zainteresowania twórców spektaklu i z jakiego rodzaju emocjami będziemy mieć do czynienia.

Scenografia Borkowskiej przedstawia zagraconą przestrzeń o betonowych ścianach, wywołuje skojarzenia ze schronem, bunkrem. To wyspa, na której mieszkają główne postacie. Z pięknych widoków opisanych u Szekspira pozostało niewiele, jedynie piasek jest ich dalekim znakiem. Porozrzucane zabawki i kołdry, lalki z powyrywanymi głowami i kończynami, stosy brudnych naczyń – to miejsce, w którym Prospero wychowuje córkę. Pozornie potulny i troskliwy ojciec bezwzględnie tłumi wszelkie przejawy buntu i próby zmiany sytuacji. Na przedzie sceny spod piasku przedziera brunatna wykładzina, w słabszym oświetleniu wygląda jak krwawa plama, sygnał brutalności i przemocy, która ma tu miejsce. Atmosfera beznadziei i zastoju podkreślana jest długimi pauzami, powtarzalnością czynności.

Burzy wypożyczone są postaci, pewne relacje między nimi, po to, żeby zbudować zupełnie inną opowieść. W tej inscenizacji członkowie rodziny wyrzucają z siebie pokłady złości i nienawiści gromadzonych od lat, dają upust swoim emocjom. W zapowiedzi spektaklu pojawia się termin „burzy czasowej”, który oznacza specyficzny stan pacjenta tracącego rozróżnienie na teraźniejszość, przyszłość i przeszłość, równolegle mieszają mu się obrazy różnych wydarzeń, skupiając się w jednym punkcie. Taki stan porównany jest do snu i podobna atmosfera buduje się na scenie. Nielinearne, zaburzone chronologicznie obrazy, urywane wątki, pomieszanie postaci (np. Ferdynand jest jednocześnie Stefano) wykazują podobieństwo z estetyką marzenia sennego. Intensywne emocje pulsują, co jakiś czas rozbijane scenami komicznymi, czy też zachwycającymi plastycznie obrazami.

Po obejrzeniu spektaklu powstaje pewna wątpliwość, co było właściwie jego głównym celem. Wybaczenie i zapomnienie win nie nadchodzi, mimo że w finale aktorzy żegnają się z negatywnymi emocjami, które kierowały ich postaciami, nie znaczy to wcale, że się od nich uwolnili. Kleczewska rozpętuje tak intensywne piekło na scenie, że nie wystarczy, imponująca, bądź co bądź, scena totalnej wichury, żeby wyczyścić nagromadzone pretensje i konflikty. Postacie sprawiają wrażenie niemożliwych do pogodzenia, sprawy zaszły za daleko i pewnych rzeczy nie da się już cofnąć, wobec czego pod znakiem zapytania stają dwie i pół godziny ich wywnętrzania. Jeśli wnioskiem miałaby stać się hipoteza o nieodwracalności pewnych szkód, jest to jednak płaskie i banalne. Czy potrzebna była do tego terapia grupowa, w której uczestniczyli przygotowujący się do spektaklu aktorzy? Czy zaangażowanie specjalisty od metody Hellingera, używanie ustawień rodzinnych było niezbędne?

Inną sprawą są wspomniane już obrazy estetyczne. Niewątpliwy talent Kleczewskiej do komponowania zapadających w pamięć scen plastycznych po raz kolejny znajduje w Burzy mocne potwierdzenie, ale jaka jest ich rola w opowieści o brudach i traumach rodzinnych? Odwracając uwagę od tego, co dzieje się między postaciami, piękne wizualnie momenty sprawiają niestety wrażenie zbędnych i zrealizowanych w celach wyłącznie estetycznych. Przed rozpoczęciem prac nad spektaklem twórcy zwrócili się do mieszkańców Bydgoszczy o spisanie swoich snów, planowano włączyć je do Burzy. Jeden z nich wykorzystano w końcowej scenie, w której pojawia się warczący owczarek. Początkowo powstrzymywany przez Ariela, wreszcie rzuca się na Ferdynanda. Ten zabieg wydaje się być pusty, gubi jakiekolwiek znaczenie. Wyświetlane na ekranie w tle projekcje wideo, np. przedstawiające tańczącego Prospero z obnażonym torsem, Mirandę i Kalibana (Michał Czachor) nurkujących w przejrzystej wodzie, czy Matkę/Trinkulo (Małgorzata Witkowski) z efektownie rozmazanym makijażem są banalnym i niepotrzebnym dopełnieniem tego, co istotne. Powstaje wrażenie, jakby twórcy nie do końca potrafili się zdecydować – iść w portretowanie zawiłości ludzkiej psychiki, budowanej wyrazistymi środkami cielesności aktorów, prostych i dosadnych żartów, czy też wykorzystując perfekcyjne efekty plastyczne wzbudzać wzruszenie. W Burzy połączenie tych dwóch tematów wywołało lekki zgrzyt i pozostawiło widza z mieszanymi uczuciami.

Julia Rup


Burza

Wg Williama Shakespeare’a

reżyseria – Maja Kleczewska
scenariusz (sceniczny) – Maja Kleczewska i Łukasz Chotkowski
dramaturgia – Łukasz Chotkowski
muzyka – Piotr Bukowski
scenografia i kostiumy – Katarzyna Borkowska
reżyseria światła i wideo – Bartosz Nalazek

Obsada:

Karolina Adamczyk
Marta Nieradkiewicz
Małgorzata Witkowska
Michał Czachor
Mirosław Guzowski
Michał Jarmicki
Artur Krajewski
Piotr Stramowski

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

13 − six =