Julia Rup: Żonglerka stereotypami

25 października 2012

O spektaklu Titus Andronicus w reżyserii Jana Klaty w Teatrze Polskim we Wrocławiu.

Titus Andronicus fot. Tomasz Szambelan

Niemcy jako Rzymianie, Polacy Gotami. Krwawa historia rzymskiego dowódcy staje się parabolą historii współczesnej. Przy naprzemiennych dźwiękach metalu i italo disco toczą się losy Tytusa, który sprowadza na siebie ogromne cierpienie nieodpowiednimi decyzjami.

Z wojny przeciw barbarzyńskim Gotom powraca wezwany przez Rzym wódz Titus (Wolfgang Michalek). Z dwudziestu pięciu synów tylko czterech przeżyło, pozostali polegli na polu bitwy. W cesarstwie panuje bezkrólewie, o koronę walczą dwaj synowie zmarłego władcy – starszy Saturninus (Stefko Hanushevsky) i młodszy Bassianius (Matthias Luckey). Klata poświęca scenie wejścia Titusa pierwsze kilkanaście minut spektaklu. Przerywając kłótnię o władzę, wódz wnosi trumny/skrzynie jedną po drugiej, a na ekranie w tle sceny odlicza się kolejne ofiary. W pewnym momencie rzymskie cyfry gwałtownie zaczynają rosnąć, wręcz mnożyć się, podkreślając ogrom strat. Już w pierwszej scenie wyraźnie zarysowuje się przepaść między porządkiem wojennym, a tym, co czeka w Rzymie.

Titus… jest koprodukcją z Staatsschauspiel w Dreźnie, Rzymian grają Niemcy, Gotów Polacy (wyjątkiem Paulina Chapko jako Lavinia). Ten prosty zabieg podzielenia zespołu buduje szereg możliwości interpretacyjnych związanych z od dawna Klatę interesującym tematem stosunków polsko-niemieckich. Powstaje naturalna bariera językowa, dystans pomiędzy dwoma grupami pogłębia się. Odwołując się do prostych skojarzeń i stereotypów, reżyser ustawia Rzymian/Niemców jako bezwzględnych i surowych władców, Gotów/Polaków natomiast przedstawia jako poddanych, ale tylko pozornie godzących się na swoją sytuację – siecią intryg zadadzą oprawcy niezwykle brutalny cios. Przywołanie kontekstu II wojny światowej wyjątkowo dobrze komponuje się z szekspirowską fabułą. Rzymianie ubrani są w białe koszulki z czarnymi nadrukami silnie obecnych w świadomości Polaków, pojawia się Pierwsza brygada, w ten sposób powstaje możliwość czytania spektaklu na przynajmniej dwóch poziomach. Zabieg jednak osłabia ilość i jakość komicznych scenek, które wprowadzają niepotrzebne uproszczenia i dosłowności – przykładem epizod z tłumaczeniem Chironowi (Marcin Pempuś) i Demetriusowi (Michał Majnicz) historii Filomeli i Tereusa przez Kapitana (Sascha Gopel) – bardzo szybko wyczerpuje potencjał komiczny, dłuży się i irytuje. Żonglowanie odniesieniami do popkultury w większości spektakli Klaty zaskakujące i ciekawe, w Titusie… robi wrażenie wybitnie oczywistego i płaskieho. Uruchamiając wątek polsko-niemiecki, reżyser nie komentuje, nie zachęca do przemyślenia tematu przez widza. Zatrzymuje się na podaniu prostych skojarzeń, przy których publiczność się śmieje, ale nic poza tym. W ten sposób najciekawszy pomysł traci na sile i znaczeniu.

Klata jako sprawny inscenizator po raz kolejny świetnie dobiera muzykę, wymieszane ciężkie brzmienia z niemieckim królem disco lat 80 Fancy, do których perfekcyjnie opracował ruch sceniczny Maćko Prusak, nadają scenom atmosferę grozy lub beztroskiej zabawy. Oprócz hipnotyzującego pierwszego obrazu, równie duże wrażenie robi przygotowanie do uczty, kiedy Titus wyjaśnia swój plan zemsty na Tamorze (Ewa Skibińska), a okaleczona Lavinia zagłusza go, uderzając sztućcami o srebrną tacę.

Minimalistyczna scenografia Łagowskiej, opierająca się na czarnych skrzyniach ogrywanych na wiele sposobów, tworzy sterylny, laboratoryjny charakter spektaklu. Widz z dystansu obserwuje, jak brzemienna w skutki staje się decyzja Titusa o zamordowaniu najstarszego syna królowej Gotów, a potem poparcie Saturninusa jako kandydata do tronu. Brutalność tekstu spotęgowana jest w tekście przez Anatomię Tytusa Fall of Rome. Komentarz do Szekspira Heinera Mullera, na scenie służy temu rekwizyt w postaci owiniętych w folię spożywczą poszczególnych członków ciał kolejnych mordowanych. Intrygi polityczne i osobiste skutkują szeregiem ofiar, które na dodatek traktowane są przez większość jako naturalna kolej rzeczy. Nawet Titus bez wahania zabija własnego syna, kiedy ten sprzeciwia się rozkazom Saturninusa. Życie ludzkie nie ma prawie żadnej wartości, jest tylko drobną przeszkodą do osiągnięcia celu.

Titus… jest sprawnie zrealizowany, choć jego rytm bywa zaburzany przydługimi gagami czy mało śmiesznymi skojarzeniami. Razi niewykorzystany potencjał wątku polsko-niemieckiego a silne uproszczenia i banały frustrują. Interesująca natomiast wydaje się rola napisów wyświetlanych w tle sceny. Specjalnie formatowany, zróżnicowany pod względem rozmiaru, czcionki i sposobu pojawiania się tekst staje się z jednym z autonomicznych elementów spektaklu. Jego silna obecność jeszcze bardziej podkreśla trudność w porozumieniu się Rzymian i Gotów. Trudność z oceną Titusa… polega na tym, że wśród przeważających rozwleczonych i często wręcz żenujących scen, istnieją niesamowicie intensywne i perfekcyjne momenty, w których Klata pokazuje, na co go stać. Niezrozumiałym pozostaje, dlaczego nie zbudował tak całości spektaklu.

 Julia Rup

reżyseria, opracowanie tekstu i opracowanie muzyczne JAN KLATA

scenografia i reżyseria światła JUSTYNA ŁAGOWSKA

kostiumy JUSTYNA ŁAGOWSKA i MATEUSZ STĘPNIAK

wideonapisy LORENZ SCHUSTER i AGNIESZKA FIETZ

choreografia MAĆKO PRUSAK

dramaturdzy OLE GEORG GRAF i PIOTR RUDZKI

OBSADA

Rzymianie:

Titus Andronicus WOLFGANG MICHALEK

Lavinia PAULINA CHAPKO

Lucius ROBERT HÖLLER

Marcus TORSTEN RANFT

Saturninus STEFKO HANUSHEVSKY

Bassianius; Aemilius MATTHIAS LUCKEY

Quintus; Kapitan SASCHA GÖPEL

Goci:

Tamora EWA SKIBIŃSKA

Aaron WOJCIECH ZIEMIAŃSKI

Chiron MARCIN PEMPUŚ

Demetrius MICHAŁ MAJNICZ

Alarbus MICHAŁ MROZEK

asystenci reżysera IWONA RÓLCZYŃSKA, DAVID LENARD

asystent scenografa i tłumacz BARTHOLOMÄUS MARTIN KLEPPEK

koordynatorzy projektu MAGDALENA PŁYSZEWSKA, CHRISTOF BELKA

inspicjent i sufler IWONA RÓLCZYŃSKA

rekwizytor JACEK SZPINKO

realizacja światła i wizji DARIUSZ BARTOŁD, KAZIMIERZ BLACHARSKI, WOJCIECH BRATOS

projekcja napisów ALICJA SZUMAŃSKA

realizacja dźwięku TOMASZ ZABORSKI, MAREK ZABORSKI

montaż nagrań TOMASZ ZABORSKI

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

one + eight =