Karolina Ćwiek-Rogalska: W słowach i w obrazach

11 października 2013

O spektaklu Bacon Teatru Malabar Hotel.

Bacon/ Fot. Bartek Warzecha

Bacon/ Fot. Bartek Warzecha

Powrót Malabar Hotel do formy? Potrójnie tak – po pierwsze, do formy artystycznej po dość przeciętnym Weselu, po drugie – do formy, z którą od dawna grają: gdzie granice sztuki, gdzie jest miejsce autora w dziele, i po trzecie – do wykorzystania lalek, które w Baconie mają swoje poczesne miejsce.

Bacon nie jest po prostu ilustracją do życiorysu słynnego malarza. To raczej impresja na temat, zanurzenie widza w świat bez wyjaśnienia mu najpierw rządzącym nim reguł. To wreszcie opowieść o artyście widzianym z perspektywy jego dzieł. Po scenie porusza się co prawda ktoś (Marcin Bikowski), kto najprawdopodobniej jest samym Baconem, opętanym nieco przez własne demony, ożywiającym lalki jak z obrazów artysty – białe pulchne ciała poznaczone kłębami stawów. On sam sprawia z kolei wrażenie bycia ożywionym przez niewidzialnego władcę marionetek, fragment własnej koszuli, złego diabełka na ramieniu, krzyczącego papieża. Rozważania na temat sztuki przenikają się z pytaniami o jej sens, o sens życia i o sens bycia człowiekiem w ogóle.

Na pewno warto ten spektakl zobaczyć nie tylko dla samej historii, ale i dla świetnej animacji lalek. Jest ich kilka, czasami działają naraz i nie wiadomo na co patrzeć na małej, bądź co bądź, przestrzeni i kto tu kogo animuje. Od ascetycznej maski po wielkie skłębione cielsko kurtyzany, od diabełka z pudełka po  martwą wiewiórkę – wszystkie elementy tej układanki coś znaczą, gdzieś się w końcu pojawią. Scenografia współgra z kolorystyką obrazów Bacona, sugestywnie łudząc nas, że oto widzimy ożywioną wizję prosto z głowy malarza. Tłem i podłogą jest wielka płachta żółtego materiału, która jednocześnie może być zasłoną czegoś, o czym się nigdy nie dowiemy, czego nie zobaczymy. Bardzo dobrze sprawdza się przełamywanie nieco histerycznego, ponurego i rozedrganego spektaklu przez momenty absurdalnego humoru, pozwalającego odreagować koszmarną i duszną rzeczywistość sceniczną.

A jednak w pewien sposób spektakl ten wydaje się niedokończony. Czy jest to celowe posunięcie autorów, czy po prostu gdzieś zabrakło celnej puenty? Cienie zmarłych nawiedzające balansującego na granicy autoparodii malarza, zdeformowane ciała modeli, którzy sami nie wiedzieli do końca, w co się wplątali – nie udzielają żadnej ostatecznej odpowiedzi, nie dają żadnej wskazówki.

Karolina Ćwiek – Rogalska

Bacon  wg tekstów W. Shakespeare’a, T. S. Eliota, wywiadów z Francisem Baconem, tekstów własnych

data premiery: 17-05-2013

reżyseria: Marcin Bartnikowski

scenografia: Marcin Bikowski

muzyka: Anna Świętochowska

lalki: Marcin Bikowski

występuje: Marcin Bikowski

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

19 − 3 =