Karolina Ćwiek-Rogalska: Wiele hałasu

17 marca 2013

O spektaklu Wesele Teatru Malabar Hotel.

Wesele Teatru Malabar Hotel

Wesele Teatru Malabar Hotel

Czegoś w tym spektaklu zabrakło. Pytanie tylko: czego? Pomimo bardzo dobrej gry aktorskiej i świetnie rozegranych relacji między postaciami, Wesele w wykonaniu Teatru Malabar Hotel to spektakl pęknięty, jakby koncepcja wystawienia zmieniła się nagle w trakcie pracy nad nim. W rezultacie otrzymujemy przedstawienie nierówne – pojedyncze sceny ogląda się z przyjemnością, ale całość pozostawia poczucie niedosytu.

W czym leży problem tego spektaklu? Oglądając go miałam momentami wrażenie, że zrobiła go zupełnie inna grupa niż ta, której przedstawienia widziałam dotąd. Zabrakło sugestywnego kreowania nastroju. Poza perukarskimi manekinami właściwie nie pojawiła się gra z maską, z przedmiotem, z lalką. Przede wszystkim zdziwiła mnie koncepcja tego wystawienia. W opisie spektaklu czytamy: „Wychodząc od pytań o jego aktualność [Wesela – KĆR], postanowiliśmy nie opakowywać go w nowoczesność, ale szukać dzisiejszego pulsu głębiej. W charakterach i relacjach międzyludzkich”. I nie można się z tym nie zgodzić – tam, gdzie aktorzy starają się przedstawić stosunki między postaciami, spektakl błyszczy. Świetna i pełna napięcia jest konfrontacja Poety z Rachelą (brawa za niecodzienną interpretację tej postaci, tak różną od dotychczasowych). Bardzo dobrze wypadają Zosia i Haneczka, świetna jest Radczyni (grana prostymi środkami, ale sugestywna i przemyślana), zachwycają Jasiek i Dziennikarz (najjaśniej błyszczące role w całym spektaklu, chapeau basdla Mateusza Trzmiela), tylko że Malabar Hotel, wbrew deklaracjom, nie zatrzymuje się na tych relacjach międzyludzkich. Pojawia się motyw polskości, nieodłączny od dramatu Wyspiańskiego, ale w tym wystawieniu powodujący widoczne pęknięcie i nie do końca dopracowany. Nie sprawdza się też minimalistyczna estetyka – o ile kostiumy naprawdę przyciągają oko i dają złudzenie „bycia tam”, o tyle oszczędna scenografia nie do końca sprawdza się w całości. Zamiast przywoływać duchy, odstrasza je – a przecież porządny seans spirytystyczny potrzebuje chociaż punktu zaczepienia.

Tu pojawia się drugi problem: dodanie do dramatu fragmentów z AkropolisWyzwolenia kosztem części scen z Wesela. Wydaje się, że nie do końca była to dobra decyzja. Nie chodzi bynajmniej o to, że spektakl traci przez to na spoistości, nie. Raczej o to, że wyrzucając np. cały wątek Jakuba Szeli traci on płaszczyznę napięcia między pozorną weselną zgodą a realnym konfliktem klas (o którym najdobitniej przypomina duch Szeli). To napięcie i kontrast usiłują twórcy osiągnąć inną drogą, dodając do kwestii Pana Młodego (dziwnie jednowymiarowy Marcin Bikowski) fragment listu Lucjana Rydla do Orzeszkowej. Pomysł nie jest zły, ale – znowu – widać pewne niedogranie. Aktor do tej pory skaczący, tupiący i krzyczący, nagle staje i wygłasza ze sceny swoje wątpliwości, ale właśnie: raczej je wygłasza, zamiast próbować nas przekonać, byśmy w nie uwierzyli. Potem wraca do biegania, jakby nic się nie zdarzyło. Szkoda, bo widać w konstrukcji postaci potencjał, potwierdzony w rozmowach Pana Młodego z Radczynią.

Również pojawienie się Chochoła znacząco rozbija klimat i tempo spektaklu – nie wiem, czy w sposób zamierzony, czy mimowolny. Akcja przygasa, zjawy pojawiają się jedna po drugiej (ciekawa koncepcja Widma, ale pozostałe nie zapadają w pamięć). Drugi akt niezwykle się dłuży. Umęczona polskość miota się po scenie, pozostaje jednak pytanie, jaki to ma sens? I bynajmniej nie jest to pytanie o sens, jakie stawia Wyspiański. Wyspiański bowiem ma bardzo określony pomysł na drugi akt. Struktura opresji jaką jest niewola rozbiorowa powoduje w bohaterach różnego rodzaju stłumienia – zmusza ich do rezygnacji z ambicji, gniewu, pragnień czy marzeń. Wszystko, co wyparte, przechodzi w sferę marzenia i powraca właśnie na weselu w postaci zjaw – zaproszonych przez Państwa Młodych. W oparach alkoholu, w stanie pomiędzy jawą a snem, bohaterowie Wyspiańskiego spotykają się twarzą w twarz z własnym niepokojem, smutkiem, traumą i to spotkanie jest dla jednych przestrogą, dla innych obietnicą wyzwolenia, z której nic ostatecznie nie wynika (zobacz akt trzeci). Co z tego zostaje w spektaklu Teatru Malabar Hotel? Niewiele. Zjaw sensu stricte nie ma (poza Widmem). Rozmowy z upiorami są ni to dialogami wewnętrznymi bohaterów, na pustej scenie – poza kontekstem i poza możliwością zinterpretowania – ni to egzorcyzmami opętanych. Każdy się z czymś mocuje, ale nie wiadomo za bardzo po co i dlaczego. Nie czuć napięcia i wyzwalającej mocy tych rozmów. Nadmierna oszczędność efektów sprawia, że nie da się doświadczyć misterium tremendum et fascinosum. Sądzę, że twórcy nie poradzili sobie ze znalezieniem artystycznej płaszczyzny, na której można by odtworzyć emocje i napięcia obecne w dramacie. Postanowili zrezygnować z dokładnej rekonstrukcji aktu II na płaszczyźnie słów (znaczące skróty tekstu, brak niektórych postaci), a dodali nieme sceny ruchu, w których aktorzy pędzą w miejscu, udając galop i obarczają jedną z postaci wszystkimi rekwizytami, które w poprzednich odsłonach ewokowały upiory. Czyżby to symboliczne znalezienie kozła ofiarnego, na którego da się zrzucić wszystkie problemy z polskością? Tego, który będzie winien wszystkim naszym własnym potyczkom? Być może. Interpretacja jest kusząca, ale scena nie przestaje być nudna i przydługa.

Niewykorzystany pozostaje drugi plan, który obserwować możemy za kotarami, oddzielającymi przestrzeń sceny od znajdującej się poza nią (zgodnie z didaskaliami) izby weselnej. Widać, że to, co się tam dzieje, mnóstwo mini-scenek z udziałem różnych gości, jest bardzo interesujące, ale przy takiej koncepcji scenografii (i niewielkiej przestrzeni w sali im. Kreczmara w Akademii Teatralnej) widz dostrzega tam zapewne nawet mniej, niż było to przewidziane. Pozostaje mieć nadzieję, że Wesele to raczej wypadek przy pracy albo forma do dopracowania, niż nowy kierunek działań grupy z Białegostoku.

 

Karolina Ćwiek-Rogalska

 

Stanisław Wyspiański, Wesele        

data premiery: 18-12-2012

spektakl obejrzany: 09-03-2012, Akademia Teatralna

reżyseria: Marcin Bartnikowski, Magdalena Czajkowska

scenariusz: Marcin Bartnikowski

muzyka: Anna Świętochowska

Lalki: Marcin Bikowski

Obsada: Panna Młoda Natalia Sakowicz (ATB), Pan Młody, Czepiec Marcin Bikowski, Poeta Marcin Bartnikowski, Rachel, Zosia           – Katarzyna Grajlich, Maryna, Marysia Magdalena Czajkowska, Gospodyni, Haneczka Agnieszka Baranowska, Gospodarz, Kasper Bartosz Budny (ATB), Radczyni, Czepcowa, Kasia Małgorzata Krawczenko (ATB), Dziennikarz, Jasiek Mateusz Trzmiel (ATB)

 

W spektaklu wykorzystano fragmenty Akropolis i Wyzwolenia Stanisława Wyspiańskiego oraz list Lucjana Rydla do Elizy Orzeszkowej.

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

eighteen + six =