Karolina Matuszewska: Dobro, pikno i prowda, czyli Platon na Podhalu

15 stycznia 2011

„Grecy to nie byli Grecy, ino górole, co udawali Greka. Bo na pocątku nie było Greków, ino wsędy byli górale.”

Irena Jun, Wiesław Komasa w autorskim spektaklu "Filozofia po góralsku" / materiały teatruCzy filozofowanie i prowadzenie epistemologicznych dysput na scenie teatralnej może być interesujące? Takie ujęcie automatycznie przywodzi na myśl sztukę intelektualną, której odbiór wymaga od widza wcześniejszego przygotowania. Spektakl Filozofia po góralsku udowadnia, że wcale nie musi tak być. Filozofować bowiem każdy może, nawet jeśli naukowe pojęcia zastąpi gwarą.

Podstawę dla przedstawienia stanowi przewrotny tekst księdza Józefa Tischnera z 1997 roku. Najwięksi filozofowie starożytności zostają w nim przyrównani do tatrzańskich górali. Autor posuwa się w tym nawet dalej, twierdząc, że „Na pocątku wsędy byli górole, a dopiero pote porobiyli się Turcy i to jest Zydzi. Górole byli tyz piyrsymi „filozofami”. „Filozof” pedziane po grecku. Znacy telo co: „mędrol”. A to jest pedziane po grecku dlo niepoznaki. Niby, po co mo fto wiedzieć, jak było na pocątku?”. To lokalne Genezis, poza swoim niewątpliwym urokiem, odsłania jeszcze prostą prawdę, o której współcześnie często zapominamy: to, co do dziś uchodzi za wielką mądrość jest obecne w świadomości regionalnej, ludowej – często nawet silniej i z większym przekonaniem, niż na uniwersyteckich katedrach.

W przekazaniu tej prawdy uczestniczy dwoje starszych aktorów, którzy zdają się reprezentować dwa prądy myślenia: umysłowy, racjonalny (mężczyzna) i zmysłowy, empiryczny (kobieta). Niezwykła energia górala – Wiesława Komasy, i ciepły, pogodny uśmiech góralki – Ireny Jun sprawiają, że nie czujemy się jak na akademickim wykładzie, ale raczej jak w góralskiej karczmie, gdzie przy dźwiękach skrzypiec i oscypku rozprawia się na różne tematy. Wrażenie to potęguje gwarowy język opowieści: zarówno Jun, jak i Komasa świetnie radzą sobie z tatrzańską mową. Co prawda całkowitemu przeniesieniu się w świat spod Giewontu bardzo przeszkadza przestrzeń foyer teatru i jego bogaty wystrój, w którym odbywa się przedstawienie. Jednak z drugiej strony słowo ma tutaj niesamowitą moc budowania i organizacji przestrzeni. Płynnie wypowiadane przypowieści, malownicze i trafnie spuentowane dają widzowi możliwość cieszenia się brzmieniem oryginalnego języka i przynajmniej częściowego skorzystania z niepowtarzalnej atmosfery Podhala.

Aby podkreślić swobodny, choć poważny, a nie bagatelny charakter tej sytuacji, wprowadzone zostają swego rodzaju przerywniki – rzekomo charakterystyczne dla góralskiego folkloru. Moim zdaniem jest to najsłabsza część spektaklu. Bogactwo tradycji góralskiej zostaje w niej sprowadzone wyłącznie do tanich turystycznych atrakcji, jak krojenie oscypka czy robienie sobie pamiątkowego zdjęcia z białym misiem z Krupówek. Bronią się tutaj jedynie taneczno-muzyczne wstawki młodej pary górali, jednak i one zdają się być nieco wymuszone i nieprzystające do całości. Momentami otrzymujemy efekt podhalańskiego świata widzianego oczyma nastawionych na prostą rozrywkę ceprów.

Pomimo tych słabszych elementów, jest to jedna z bardziej godnych polecenia inscenizacji w przechodzącym od pewnego czasu kryzys Teatrze Studio. Przede wszystkim przyciągać powinien tutaj znakomity duet aktorski, który przypomina nam, że wciąż można cieszyć się prostotą, prawdą i pięknem.

Karolina Matuszewska

„Filozofia po góralsku”
wg Józefa Tischnera

scenariusz, reżyseria, wykonanie: Irena Jun, Wiesław Komasa
muzycy: Maria Wieczorek/Anna Buczek, Bartosz Blachura/Mariusz Jagoda

Premiera: 8 września 2005, Teatr Studio w Warszawie

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

ten + 10 =