Karolina Matuszewska: Przepatrzeć kulturę ludową

6 kwietnia 2010

Nie od dziś wiadomo, że wierzenia oraz różnorodne praktyki duchowe stały się podstawą dla obchodzenia świąt i uroczystości, i co za tym idzie, tworzenia skomplikowanych rytuałów. To im zawdzięczamy niezwykły koloryt lokalnego folkloru oraz bogactwo narodowej kultury. Nie brakuje ich także w polskiej tradycji. Szczególną rolę należałoby przypisać społecznościom wiejskim, których życie opierało się na wspólnotowym przeżywaniu pewnych wydarzeń i zjawisk, tak religijnych, jak i czysto magicznych. Wydawać by się mogło, iż taki świat, w którym rytm życia wyznacza przyroda oraz zabobony, należy już do przeszłości. Dzisiaj, dzięki postępowi technicznemu i ogólnego rozluźnienia obyczajów, życie na wsi nie jest już tak rygorystycznie skodyfikowane. Mimo to wiele elementów dawnych zwyczajów przetrwało. Ich ocaleniu i zachowaniu w pamięci przysłużył się teatr.

O widowiskach, związanych z realiami życia na wsi i ukazujących lokalne zwyczaje i obrzędy, mówi się różnie. Raz nazywa się je teatrem regionalnym, raz obrzędowym, kiedy indziej po prostu ludowym. Jakiegokolwiek terminu by nie użyć, uważam, że jest to ta sfera polskiej kultury, którą należy szczególnie chronić. Coraz rzadziej bowiem można zobaczyć kobiety w ludowych strojach drące pierze czy  robiące kurpiowskie wycinanki. Przeniesione na scenę regionalnych domów kultury, zostają zachowane w zbiorowej pamięci na dłużej.

W Polsce co roku odbywa się kilka festiwali promujących ludowe teatry. Pod koniec marca takie święto przeżywała Małopolska, kiedy to w Czarnym Dunajcu miały miejsce XXXV Jubileuszowe Przepatrzowiny Teatrów Regionalnych. Mieliśmy wówczas okazję obejrzeć 8 przedstawień z 6 powiatów, przygotowanych przez amatorskie zespoły. Największą i najciekawszą grupę stanowiły widowiska z elementami lokalnego folkloru. Ich powtarzalność nasuwa przypuszczenie, iż pewna wspólnota kulturowa pozostaje wciąż żywa.

Pierwszą rzeczą, która zwraca uwagę, jest tradycyjny góralski strój. W niemal każdej inscenizacji pojawiają się górale w białych, haftowanych spodniach z owczej wełny, białej płóciennej koszuli oraz  w skórzanym serdaku. Na głowie często noszą płytkie czarne kapelusze z okrągłym rondem. Góralki z kolei ubrane są w długie, kolorowe spódnice z kwiatowymi motywami, kolorowe gorsety oraz chusty narzucone na głowę lub ramiona. Stroje te, prezentowane w całej swej okazałości i odświętności, tworzą barwne widowisko. Całości dopełnia język ? aktorzy mówią bardzo wyrazistą gwarą, którą coraz trudniej usłyszeć na Podhalu. W efekcie otrzymujemy obrazek, który zasadniczo nie różni się od powszechnego wyobrażenia mieszkańców podnóża Tatr. W tę samą konwencję wpisuje się scenografia i wykorzystywane rekwizyty. Na ogół jest to wnętrze góralskiego domu z rzeźbionymi w drewnie meblami (obowiązkowo łóżko, stół i krzesła; często również kredens), makatkami zawieszonymi na ścianach oraz elementach katolickiego kultu (obrazy na ścianach, krzyże). Charakterystyczna jest przy tym niezwykła dbałość o szczegóły w odtworzeniu takiego wnętrza na scenie.

Bardzo łatwo można wyróżnić pewne stale powtarzające się motywy czy poruszane tematy. Przede wszystkim bohaterowie tworzą duże, wielopokoleniowe rodziny mieszkające pod jednym dachem. Zachowują one przy tym ścisłą, patriarchalną strukturę. Takich rodzin w jednym przedstawieniu może być kilka, mogą one również pozostawać w bliskich relacjach z sąsiadami ? zawsze jednak pozostają ze sobą w bardzo silnych związkach. Nieustannie powraca wątek kojarzenia par, planowania ślubu i miłości, której staje na drodze konflikt pomiędzy rodzinami. Sięgają do tego schematu zarówno regionalni poeci (Wanda Czubernatowa, Henryk Cyganik), jak i autorzy scenariuszy do konkretnych przedstawień. Często pojawia się także motyw jarmarku, na który udaje się kilku członków rodziny, lub z którego właśnie powracają. Funkcjonuje on jednak raczej jako tło do opowieści o zakulisowych wydarzeniach i nie zostaje pokazany na scenie.

Najbliżej wspomnianej przeze mnie na początku obrzędowości znajduje się temat rzucania uroków. Czarna magia, przesądy i wiara w Złe miesza się tutaj z katolicką ortodoksją i chrześcijańskimi modlitwami. Teatralne sposoby rzucania uroków i walczenia z nimi są niezwykle pomysłowe i często zabawne, dzięki czemu obnażają lokalną naiwność czy wręcz zacofanie. Przy całym szacunku, z jakim twórcy odnoszą się do swojej tradycji, zabobon zostaje przez nich stanowczo potępiony.

Mówiąc o góralskiej obrzędowości, nie sposób pominąć pierwiastka muzycznego. Pieśni i tańce regionalne to także stały element większości przedstawień. Pojawiają się one bądź jako wpisane w fabułę czynności wykonywane codziennie (np. śpiewanie podczas przędzenia w „Na Orawie dobrze” OGT im. Emila Kowalczyka z Lipnicy Wielkiej), bądź jako plastycznie skomponowane sceny dodatkowe (np. próba zespołu pieśni i tańca w „Próbie” TR Koronka z Bobowej). Podobne funkcje spełniają pomniejsze czynności charakterystyczne dla konkretnego regionu czy wsi, np. w spektaklu ?Próba? zespołu ze wsi Bobowa jedna z bohaterek rozplątuje nić nawiniętą na specjalną poduszkę służącą do wyrobu koronki klockowej (Bobowa, obok Koniakowa, jest jedyną w Polsce wsią zajmującą się tego typu produkcją).

Teatr regionalny, jaki mogliśmy zobaczyć w tym roku w Czarnym Dunajcu, zdaje się odchodzić od rytualności i duchowych praktyk, z jakimi powszechnie się kojarzy. W zamian daje nam dość powierzchowne wyobrażenie o zwyczajach społeczności, która wciąż jest dla nas obca i nie do końca zrozumiała. Ale nie oznacza to, iż obrazy te są bezwartościowe. Wręcz przeciwnie – dzięki nim widać tak naprawdę, co dla tych ludzi jest wciąż ważne i jak oni sami zapatrują się na dziedzictwo swoich przodków. I warto ich w tym wspierać, bowiem to przecież część także naszej kultury. A jak napisał etnograf Zygmunt Gloger: „Obce rzeczy wiedzieć dobrze jest, swoje – obowiązek.”

Karolina Matuszewska

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

5 × two =