Katarzyna Orlińska: Bernhard i Unseld – Korespondencja

17 stycznia 2011

Thomas Bernhard i Siegfried Unseld – Korespondencja

[22; w rękopisie]

Lovran, 19.4.66

Drogi doktorze Unseld,

jako że mam do wyboru: dostarczyć teraz naprędce ukończony tekst, a za dwa-trzy miesiące dobrą, przynoszącą radosną satysfakcję książkę, muszę zrezygnować z terminu jesiennego. Najlepszym wydawcą w Niemczech mogę śmiało nazwać mojego, będę więc mógł liczyć na zrozumienie w stopniu, jakiego sobie życzę, mimo że nie dotrzymuję słowa.

Nigdy nie mógłbym wybaczyć sobie pośpiechu, z jakim musiałbym ukończyć powieść, a i wydawnictwo pewnego dnia również nie mogłoby. To hiobowa wieść, jeśli chodzi o technikę wydawniczą, wiem. Ale nie mogę, nawet w obliczu największego niebezpieczeństwa, postąpić inaczej. Jestem ofiarą własnego rozumu. To uczucie budzi mój niesmak; bez rozumu jest w końcu tylko uczuciem, ewentualnie uczuciem i wyczuciem.

Pracuję, mając na względzie nasze jak najlepsze stosunki.

Nazbyt się pospieszyłem z terminem – przyznaję Panu pełne prawo do gniewu, sądzę jednak, że Pan zrozumie: decyzja o wydaniu książki dopiero na wiosnę (nawiasem mówiąc, to mój szczęśliwy termin) jest korzystna. Aby nie trzymać Pana długo w niepewności co do mnie, wkrótce wyślę Panu fragment, powiedzmy jedną trzecią książki. Poza tym proszę ocenić mnie tak, jak uzna Pan za stosowne.

Jakież będzie to miało dla Pana znaczenie, jeśli powiem, że pragnąłbym teraz uścisnąć Pańską dłoń.

Proszę Pana, aby jesienią wydrukować w edycji 9 opowiadania – będzie całkiem nieźle, jeśli ukażą się osobno, w przeciwnym razie jedna książka byłaby wodą na młyn krytyków, a druga przeszła niezauważenie.

Coś jeszcze. Jeśli chodzi o Pana pieniądze, ulokowałem je na tyle dobrze, że są bezpieczne.

I jeszcze coś:
Co do mojej pracy, mam jak najlepsze przeczucia, a do tego poparte rozsądnymi argumentami. Jeśli tylko będę zdrów, w co nie wątpię, a wszystko pójdzie jak najlepiej. Wiem, że sprawiam Panu trudności, tak jak i wciąż sobie samemu. Ale na tym polega przecież jedyna prawdziwa radość z życia. Nie cierpię kiepskich książek, natomiast dla jednej dobrej bez zastanowienia strąciłbym połowę ojczyzny w otchłań.

Zdwoiłem swoje siły.

Pański
Thomas Bernhard

– – – – – – – – – – – –

[23; z dopiskiem: Ohlsdorf]

Frankfurt nad Menem, dn. 9 maja 1966r.

Drogi Panie Bernhard,

Pański list z dnia 19 kwietnia przeczytałem po powrocie z Ameryki. Podczas podróży sam siebie pytałem – szczególnie na wiadomych słabych odczytach Grupy 47 – dlaczego właściwie nie uczestniczy Pan w tych obradach, ale może ich wartość jest dla Pana istotnie zbyt niska. Peter Handke przebojem znów potwierdził swoją markę.

Cóż mam rzec w kwestii naszego wspólnego problemu? Pański argument jest wszak przekonujący, i chętniej poczekam na dobry rękopis niż wydrukuję kiepski. Cieszę się zatem, że do końca sierpnia, a najpóźniej we wrześniu będę mógł nań liczyć. Wtedy ze starannością go złożymy, a wiosną równie pieczołowicie zaczniemy lansować próbne egzemplarze.

Proszę się nie przejmować, żywię zrozumienie dla Pańskiej sytuacji, i sympatię dla Pana, a terminarz autora zawsze jest dla mnie ważniejszy niż własny.

Chciałbym nawiązać do pewnej uwagi z Pańskiego listu: pisze Pan, że „na tyle dobrze ulokował pieniądze”. Ponieważ zwrot zaliczki nie może nastąpić w przewidzianej formie, zaoferował Pan wtedy założenie hipoteki pod swój dom na spłatę dla wydawnictwa. Nie nastawałem na to rozwiązanie, czego i dziś nie robię, dziwi mnie tylko, że sam z siebie nie powrócił Pan więcej do tej kwestii.

Jak wyglądają Pańskie plany na lato? – cóż, zapewne będzie Pan pracował. Jeśli miałby Pan pojawić się w okolicach Monachium, proszę dać mi znać, być może moglibyśmy się wtedy zobaczyć.

Serdeczne pozdrowienia,

Pański
Siegfried Unseld

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

1 × four =