Katarzyna Orlińska: Ciąg Fibonacciego, czyli rzecz o (nie)banalności

30 stycznia 2014

O filmie pt. Nimfomanka część I w reżyserii Larsa von Triera

 

„Zapomnij o miłości.” Takie hasło reklamowało najnowszy film Larsa von Triera, już na długo przed premierą owiany aurą skandalu. Cóż za niespodzianka –  tytuł kontrowersyjny w sposób wręcz konwencjonalny, czyli orgazm na plakatach… Czyżby należało liczyć na przyjemny erotyk, epatujący scenami radosnego, niczym nieskrępowanego seksu? Nic bardziej błędnego.

Nimfomanka/ materiały prasowe

Nimfomanka/ materiały prasowe

Zaczyna się minutą czarnej ciszy. Później jest do bólu klasycznie: puste podwórko, jakieś stare żelastwo, deszcz ze śniegiem (i trierowska obsesja wody, motyw powracający w całym filmie). Pośrodku tej ponurej scenerii młoda kobieta –  poturbowana i nieprzytomna. Znajduje ją starszy mężczyzna wracający z zakupów i zabiera do domu. Nad filiżanką herbaty Joe opowiada Seligmanowi swoją historię. A raczej oboje ją tworzą, układając jak puzzle poszczególne epizody. I tak pozornie nieznaczący detal, mucha: wędkarska przynęta, pamiątka Seligmana, staje się katalizatorem opowieści. Ogólna treść jest przewidywalna. Na historię Joe składają się kolejne przygody seksualne: niektóre zupełnie zwyczajne, inne rozbudowane, jeszcze inne tragikomiczne. Wszystko utrzymane w rzeczowej, hiperrealistycznej dykcji. Rzecz o banalności seksualności? Być może. Skandal? Owszem, jeśli za obsceniczne uznać to, co dzieje się niejako off-scene, a co zwykło się ubierać w mniej lub bardziej subtelną metaforę. Jednak to nie tyle treść, co sama narracja wysuwa się na pierwszy plan. Wplatając w swój przebieg schematy mechaniczne, muzyczne i medyczne, odrywa się od samej warstwy historii i patrzy na siebie samą z góry, z przymrużeniem oka. Elementy historii Joe można interpretować zarówno za pomocą wzorów fizycznych, jak i teorii muzyki. W Nimfomance fascynuje nie sama opowieść, ale mistrzowskie opowiadanie i niebanalna oprawa muzyczna (m.in. Rammstein, Szostakowicz, Bach).

Joe, przerażająco samotna i prawdopodobnie nieszczęśliwa, nie pragnie litości czy choćby współczucia. A przynajmniej nie bezpośrednio. Jeszcze przed wyznaniem win posypuje głowę popiołem, stwierdzając, że jest „złym człowiekiem”. Po każdym kolejnym rozdziale swojej spowiedzi szuka potępienia, którego nie otrzymuje ani razu. Seligman (wbrew temu, co sam twierdzi, w jego imieniu nie kryje się człowiek „szczęśliwy”, lecz „błogosławiony” lub ten, który osiągnął stan spokoju ducha) to prawdziwy homo doctus: zna się na matematyce, naukach przyrodniczych, medycynie, literaturze i muzyce. Nie jest wprawdzie psychoanalitykiem (chociaż nieco ironicznie mogłaby na to wskazywać sama struktura sytuacji: niby-kozetka, wspomnienia z dzieciństwa, relacje z rodzicami), ale niewątpliwie ma podejście badacza. Ani razu nie wydaje się być zszokowany czy choćby zdziwiony. Oczekiwania Joe pozostają zatem bez odpowiedzi. I być może właśnie taka postawa – przyjazna ciekawość naukowca, będąca zwielokrotnionym odbiciem pierwszych doświadczeń tytułowej nimfomanki – skłania ją do kontynuowania opowieści.

„Zapomnij o miłości.” Przede wszystkim o ckliwych banałach, wypluwanych przez popkulturę w milionach filmów, książek i piosenek. Ale również o całkowitym powrocie do natury. Erotyzm działa tu na granicy, jako gra (czasem całkiem dosłownie – stawką seksualnego wyścigu Joe i B. jest torebka słodyczy), uwodzenie, zbrukanie. „Nie kierowałam się potrzebą, tylko pożądaniem”, mówi Joe. A jednak znajduje coś na kształt miłości, zupełnie niepodobnej do tej, jaką ogląda się na ekranie. Miłość jest czymś, czego bohaterka nie chciała znaleźć, nad czym nie ma kontroli, co ją upokarza. Miłość miała być „tajemniczym składnikiem”, nadającym sens erotyce – a w momencie spełnienia całkowicie ją zabija. I tu kończy się pierwsza część Nimfomanki. Mocno, intrygująco, zupełnie niespodziewanie. Kontynuacja już 31. stycznia. Iść do kina? Koniecznie.

Katarzyna Orlińska

Nimfomanka część I
produkcja: Belgia, Dania, Francja
reżyseria: Lars von Trier
gatunek: dramat
dystrybutor: Gutek Film
czas trwania: 122 min
premiera światowa: 25 grudnia 2013
premiera polska: 10 stycznia 2014

 

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

twenty − 3 =