Katarzyna Orlińska: Pętle czasu

1 grudnia 2012

O spektaklu baletowym Echa Czasu w Teatrze Wielkim.

echa czasu / fot. Ewa Krasucka

Premiera w Teatrze Wielkim, zapowiadana już od kilku tygodni. Na Nowym Świecie, Krakowskim Przedmieściu i Senatorskiej intrygujące, utrzymane w minimalistycznej stylistyce plakaty: tancerze uchwyceni w perfekcyjnej pozie pas de deux, żadnych wymyślnych kostiumów, jednolicie czarne tło. Afisze spektaklu Echa czasu stanowczo odcinają się od innych plakatów: krzykliwych, nieco przesadnych. Zapowiadają coś nowego, mocnego, intrygującego. A mimo to tuż przed podniesieniem kurtyny słyszę teatralny szept widza z dalszych rzędów: „Echa czasu, potem Dziadek do orzechów, Święto wiosny… zupełnie, jakby świat kręcił się tylko wokół baletu”.

Na szczęście kurtyna idzie w górę. Century Rolls: subtelna, wibrująca muzyka Johna Adamsa, kolorowe spódnice tancerek, mnóstwo światła. Pierwsze skojarzenie: ver sacrum, echa czasu secesji, wprawdzie bardzo zminimalizowanej i unowocześnionej, ale wciąż wyczuwalnej w organicznej żywotności choreografii i operowaniu giętką, swobodną linią. Od wdzięcznych, barwnych kostiumów tancerzy po grę świateł, wszystko jest tu urzekająco młodzieńcze, świeże, pełne energii. Nie ucieka się przy tym bynajmniej w banalną czułostkowość czy idealizowanie młodości. Zmiana świateł oddaje rytm przebiegu jednego dnia, kreuje dojrzewanie i wprowadza równie przesycone energią namiętności. Kulminacją tych procesów jest duet taneczny przy przyćmionym świetle i za półprzezroczystą kurtyną: intymny, a jednocześnie zastanawiająco narcystyczny pas de deux. Przeładowany emocjami – a zarazem skupiony na perfekcji technicznej.

Część druga, Moving Rooms, konfrontuje widza z doświadczeniem zbliżonym do doświadczenia wojny: atonalność, szybkie, histeryczne ruchy, ogromne napięcie. Choreografia wymaga od wykonawców balansowania na granicy wytrzymałości zarówno psychicznej, jak i fizycznej. Jaskrawe światło i mocne kontrasty idealnie wkomponowują się w paniczny stan rozedrgania i arytmii. Moving Rooms to część trudna, męcząca – absolutnie nie daje widzowi prostej satysfakcji. Taka jest też część trzecia – pomysł skandalisty Williama Forsythe’a, istnego enfant terrible baletu nowoczesnego. Forsythe zbudował swój spektakl (Artifact Suite to tylko fragment projektu choreografa) na rozważaniach wokół tematyki samego baletu. Z tańca robi swoisty metataniec, pokazuje widzowi codzienność świata baletu, zupełnie odmienną od tej, którą zwykle ogląda na scenie. Artifact Suite jest szczera aż do bólu. Brak w niej sztuczności, sceniczności czy najmniejszego nawet zadęcia na artyzm. Jedna z tancerek jest baletmistrzynią, która przez niezrozumiałe dla widza sekwencje gestów komunikuje się ze swoim zespołem, tworząc swego rodzaju język baletowy. Długie, powtarzalne układy, serie typowych ćwiczeń, skomplikowane interludia – świat rzeczywiście kręci się wokół baletu. Ale dopóki jest to klasa, jaką prezentują Echa czasu, można być spokojnym o świat.

Katarzyna Orlińska

Echa czasu

wieczór baletowy w trzech częściach: Century Rolls, Moving Rooms, Artifact Suite

premiera polska: 17.11.2012, Teatr Wielki

Muzyka: John Adams, Alfred Schnittke, Henryk M. Górecki, Johann S. Bach, Eva Crossman-Hecht

Choreografia: Ashley Page, Krzysztof Pastor, William Forsythe

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

5 × five =