Katarzyna Orlińska: Thomas Bernhard. Nagroda za karę?

12 grudnia 2010

2 grudnia o godzinie 18.00 Spółdzielnia Wydawnicza „Czytelnik” i Austriackie Forum Kultury we współpracy z Biblioteką Austriacką zaprosili nas do Biblioteki Uniwersyteckiej na prezentację książki Thomasa Bernharda „Moje nagrody” (w tłumaczeniu Marka Kędzierskiego) oraz bernhardowskich numerów „Kwartalnika Artystycznego”.

Okładka książki

Thomas Bernhard po polsku to Wymazywanie, Starzy mistrzowie, spektakle Krystiana Lupy oraz – quelle surprise! – kilka skomplikowanych fraz. „Uważany za najwybitniejszego prozaika austriackiego drugiej połowy XX wieku…”, ” egzystencjalne osamotnienie jednostki w zdominowanym przez media i nieuczciwych polityków egoistycznym społeczeństwie”. A sam Bernhard śmieje się złośliwie zza grobu (skądinąd wspomina o tym również sam jego tłumacz) i pokazuje wszystkim, delikatnie mówiąc, figę.

Przede wszystkim jednak tym, którzy nagrody przyznają. „Jestem świnią”, wyznaje pisarz bez ogródek. Wszystkie nagrody, czyniące go w opinii publicznej „najwybitniejszym prozaikiem austriackim drugiej połowy XX wieku”, przyjmuje tylko ze względu na pieniądze. Bo w domu przydałoby się wymienić stolarkę. Bo należałoby jak najszybciej opłacić rachunki. Bo trzydzieści tysięcy to nie byle jaka sumka, zawsze wpadnie trochę grosza.

„Moje nagrody” to jednak nie tylko lekkie, nic nie wnoszące teksty. Chociaż mogą być postrzegane jedynie jako appendix do całości dzieła Bernharda, za prześmiewaniem – jak zwykle – kryje się coś w rodzaju żalu, że to tak, a nie inaczej, i że inaczej być, owszem, może, ale i tak nie będzie. „Pozwalam im robić z siebie durnia – dla pieniędzy”. Mimo ostrej krytyki ze strony Janusza Drzewuckiego – zarzucany Bernhardowi cynizm to nieco łagodniejsza wersja odsądzania pierwszego Nestbeschmutzer Austrii od czci i wiary przez jego rodaków – teksty Bernharda autentycznie śmieszą, a chociaż obliczone są na prowokację ? można odczuć dla autora przekorną sympatię.

O ile nie mam wątpliwości co do faktu, że Janusz Łagodziński nawet milcząc – milczał Bernhardem (znakomicie!), o tyle zastanawiające były dla mnie niektóre z momentów w kreacjach Agnieszki Wilkosz. Pałająca świętym oburzeniem, nieco bezczelna i wyzywająca, a z pewnością nieznośnie przemądrzała Austriaczka w jej wykonaniu była absolutnym strzałem w dziesiątkę. Ale czy Ingeborg Bachmann i Elfriede Jelinek w besserwisserowskiej tonacji (jeśli nie tej samej, to z pewnością niebezpiecznie zbliżonej) oby na pewno są trafionym pomysłem? W każdym razie wizualna strona całości przedstawiała się atrakcyjnie, a przygotowane przez Marka Kędzierskiego nagrania pokazały samego Bernharda wręcz otoczonego nimbem tak charakterystycznej dlań Haßliebe. Nienawistna miłość, kochająca nienawiść? Miłość podszyta nienawiścią czy odwrotnie? Nieprzetłumaczalne, nie funkcjonujące w języku polskim? O tym będziemy mieli okazję przekonać się już niedługo – trwają prace nad polskim przekładem Holzfällen. Czekamy!… dachte ich auf dem Ohrensessel.

Katarzyna Orlińska


Thomas Bernhard
MOJE NAGRODY

Przekład: Marek Kędzierski
Tytuł oryg.: Meine Preise
Wydawnictwo: Czytelnik
Rok wydania: 2010 
Strony: 116

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

two × one =