Katarzyna Siekańska: … I am alone. I am alone. I am alone…

1 września 2016

O spektaklu Crazy God w reżyserii Grzegorza Brala z Teatru Pieśń Kozła we Wrocławiu

fot. Mateusz Bral/materiały prasowe

fot. Mateusz Bral/materiały prasowe

Tematem przewodnim tegorocznego festiwalu Brave był problem szeroko rozumianego wykluczenia. Spektakl Crazy God w reżyserii Grzegorza Brala, założyciela i organizatora festiwalu, powstał specjalnie z tej okazji. Podczas kilkuminutowego przemówienia, jakie towarzyszyło wszystkim pokazom spektaklu w ramach festiwalu, reżyser informował widzów, że jego najnowsze dzieło jest jeszcze zupełnie świeże i nie całkiem doskonałe, nie w pełni autonomiczne. Z pewnością warto obserwować dalszy rozwój tego spektaklu, za kilka miesięcy porównać jego kształt z tym zapamiętanym z festiwalowej premiery, jednak już to pierwsze doświadczenie spotkania z nową propozycją sceniczną Grzegorza Brala wystarczy, aby Crazy God nazwać sztuką zaangażowaną i angażującą, intymnie i intensywnie przejmującą, wzbudzającą gwałtowne i różnorodne emocje oraz świeże impulsy myślowe.

Crazy God to autorski spektakl Grzegorza Brala, estetycznie nawiązujący do jego wcześniejszych produkcji, wykorzystujący teksty dramatów Hamleta Szekspira i HamletaMaszyny Müllera oraz poematu Skowyt Allena Ginsberga. Poza motywami zaczerpniętymi z tych sztuk, w spektaklu pojawiają się również kody kulturowe i ikonograficzne z innych porządków, wplecione w spójną historię o wyraźnym wspólnym mianowniku problemowym. Z uwagi na okoliczności powstania i prezentowania tego spektaklu, naturalną intuicją wydaje się próba zrozumienia przedstawienia Brala jako opowieści o pewnej formie (formach?) wykluczenia.

Spektakl Brala jest niejednorodny estetycznie, momentami widoczne stają się oznaki tego, że jest to dzieło jeszcze nieskończone. Charakterystyczny dla tej produkcji jest też motyw pomieszania na scenie rozmaitych kodów ikonograficznych, dają się zauważyć elementy nawiązujące do hinduizmu, judaizmu, kultury popularnej, anglosaskiej czy afrykańskiej. Język potoczny i wulgarny miesza się ze staroangielskim patosem. „Ekumeniczny” wydźwięk spektaklu tworzy też obsada, na którą składają się aktorzy pochodzący z kilkunastu krajów. Być może można by zarzucić twórcom wtórność – kolaż różnych estetyk na scenie połączony z komentarzem reżysera na temat krótkiego czasu, jaki został przeznaczony na próby do pokazu, prowokuje wątpliwości wobec spójności artystycznej i filozoficznej tego obrazu. Te pytania nie wykluczają jednak możliwości pełnokrwistego uczestnictwa w spektaklu w jego aktualnym kształcie, pełnowartościowego odbioru, wiarygodnego doświadczenia estetycznego i emocjonalnego.

Kolaż i wielogłos – oto główne narzędzia dramaturgiczne tego przedstawienia. Bral oddaje głos postaciom symbolizującym różne formy wykluczenia czy sytuacje odrzucenia, w plastycznych, muzyczno-tanecznych, sytuacjach scenicznych te postaci spotykają się i odgrywają swój dramat. Ogromną rolę w tych scenach odrywają ciała aktorów i towarzysząca spektaklowi muzyka. Bral portretuje samotność jednostek, szuka jej źródeł, daje każdej z postaci szansę podjęcia próby oswobodzenia się z ucisku, zawołania o pomoc. Jedną ze scen, która jawi się w najjaskrawszych barwach, której ładunek emocjonalny wyróżnia ją na tle całego spektaklu, jest scena z udziałem trzech Ofelii. Do aktorki odgrywającej wcześniej sceny z HamletaMaszyny dołączają dwie inne kobiety, aby wspólnie wykonać rozpaczliwą pieśń Ofelii, zawołać o ratunek, wyśpiewać jej samotność. Ekspresja aktorek kreujących tę scenę jest bardzo sugestywna, charyzmatyczna. Za ich sprawą całą salę zdaje się wypełniać zatykający dech w piersiach strach. Ciemnoskóra Ofelia z długim drewnianym drągiem w ręce wykonuje ruchy przywodzące na myśl pierwotne rytuały afrykańskich plemion, najpierw śpiewa delikatnie, zmysłowo, intymnie. Później zaczyna skandować, muzyka przekształca się we współczesny hip-hop. Po kilku minutach z całej pieśni zostają tylko jedne słowa, powtarzane w kółko, jak mantra, przez trzy kobiety: „I am Ophelia (I am Ophelia), I am alone (I am alone)…”. Ofelia wykrzykuje swój ból, ale zdaje się też grozić swoim krzywdzicielom, ostrzegać przed własnym gniewem tych, których chciałaby ukarać. Tę scenę można by uznać za manifest całego spektaklu, jeśli nie całego tegorocznego festiwalu Brave. Jeśli sztuka ma rzeczywiście jakąś siłę sprawczą, oto jest głos, dla którego warto było pokazać ten spektakl w sali pełnej widzów. Widzów, którzy pod postacią wysokiej jakości widowisk artystycznych, usłyszeli proste słowa o samotności.

Po raz kolejny w spektaklu Grzegorza Brala ważną rolę odgrywa wspólnota. Po raz kolejny portret pewnej społeczności jest otwarciem a następnie tłem dla wszystkich scenicznych wydarzeń. Pierwsza wspólna pieśń, „pieśń za zestrojenie” (takie określenie padło kiedyś podczas wywiadu z ust jednego z aktorów) uderza w widza z dużą siłą, ma ogromny potencjał – jej zadaniem jest wykreowanie na scenie świata, któremu widz ma zaufać. Wrażenie pierwszej sceny pozostaje w odbiorcy i oświetla kolejne obrazy, podsyca ich sens, tworzy ramę interpretacyjną. O wykluczeniu możemy mówić jedynie w kontekście jakieś społeczności, te kategorie ze sobą ściśle współistnieją. Wykluczony jest zdefiniowany poprzez nieprzynależenie, jednak przynależący również definiuje swoją tożsamość w opozycji do tych, którzy zostali wykluczeni.

Jak można rozumieć tytuł spektaklu: Crazy God? Czy to po prostu „szalony Bóg”? W tej zbitce dwóch słów jawi się coś niepokojącego, drażniącego. Bóg przybierający w historii kultury rozmaite wyobrażenia często bywa określany jako okrutne fatum, istota pełna gniewu, mściwa. Jednak w języku angielskim istnieje wiele słów nazywających szaleństwo, spośród których bez trudu można by wybrać kilka bardziej wzniosłych, mocniejszych semantycznie i dramatycznie niż popularne oraz wieloznaczne crazy. Użycie tego przymiotnika, w powszechnym ususie tożsamego mniej więcej ze słowem „zwariowany”, zdaje się być nieco deprymujące, prowokacyjne, co najmniej ironiczne. Dalej: God, Bóg pisany dużą literą. Połączenie tych dwóch wyrazów, pochodzących z intuicyjnie odczuwalnych odmiennych porządków językowych i znaczeniowych, przywodzi na myśl skojarzenie z poetyką teatru absurdu poruszającego tematykę intymnie i dramatycznie egzystencjalną, ubraną w kostium groteski, czasem naiwnej dziecinnej gry, której celem bywa wykrzyczenie z dziecinną prostotą bólu istnienia i poczucia niesprawiedliwości.

We współczesnej nauce o języku wyróżnia się dwa rodzaje przydawek: modyfikujące i determinujące. Przydawki modyfikujące dookreślają znaczenie rzeczownika, informują o jego cechach charakterystycznych (np. „najlepszy” w wyrażeniu „najlepszy przyjaciel”). Przydawki determinujące natomiast zmieniają pierwotne znaczenie rzeczownika (np. „fałszywy” w wyrażeniu „fałszywy przyjaciel”, ponieważ fałszywy przyjaciel nie jest tak naprawdę żadnym przyjacielem). To rozróżnienie, pochodzące z być może odległego obszaru skojarzeniowego, pozwala spojrzeć na tytuł spektaklu od jeszcze jednej strony. Czy przymiotnik użyty w tytule dookreśla czy podważa znaczenie rzeczownika? Czy Crazy God to bóg o szczególnych cechach, czy może „Bóg” – rzekomy, wątpliwy? A może to człowiek próbujący podszywać się pod Boga, stający się w efekcie jedynie jego karykaturą, „zwariowaną” wersją? Czy Crazy God to człowiek, który uzurpował sobie prawo do boskości?

Co jest powodem wykluczania pewnych jednostek lub grup ze wspólnoty? Czyjaś decyzja. Czy człowiek, który nadaje sobie prawo do dzielenia ludzi na lepszych i gorszych pod względem prawa do godności, szacunku, miłości, akceptacji, nie przypomina Boga, którego decyzje wydają się z ludzkiej perspektywy tak niesprawiedliwe, że wolimy posądzić go wariactwo niż przyjąć jego logikę? I która myśl jest tak naprawdę bardziej bolesna: ta o Bogu, który zwariował czy o człowieku, który uznał siebie za Boga?

***

W finale spektaklu na scenie zostaje zaaranżowana dwuznaczna scena. Trzej bohaterowie scenicznej opowieści, których dramaty śledzili wcześniej widzowie, zostają przytwierdzeni wszystkimi członkami do niepokojących konstrukcji stojących na brzegu sceny. Trzy żelazne szkielety zostają na koniec wprawione w ruch, widzowie patrzą na ciała bohaterów naprężone na tajemniczych maszynach – co to za scena? Ukrzyżowanie czy Koło Fortuny?

Katarzyna Siekańska

 

 

CRAZY GOD

Teatr Pieśń Kozła we Wrocławiu

reżyseria: Grzegorz Bral

muzyka: Katarzyna Szwed

kostiumy: Alicja Gruca

scenografia: Robert Florczak

dramaturgia: Alicja Bral

przygotowanie chóru: Kelvin Chan

kompozycje instrumentalne i aranżacje: Adam Clifford

obsada: Henry McGrath, Anu Almagro, Adam Clifford, Jenny Kaatz, Rafał Habel, Ifi Ude, Dimitris Varkas, Julianna Bloodgood, Kelvin Chan, Olga Kunicka, Haitham Assem Tantawy, Natsumi Kuroda, Angelo Romagnoli, Katarzyna Janekowicz, Julien Touati, Colette Dalal Tchantcho, Peyman Fallahian

premiera: 01/07/2016, Teatr Polski we Wrocławiu, Scena im. Jerzego Grzegorzewskiego

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

one × two =