Katarzyna Siekańska: Moja ukochana w środku nie ma serca

17 marca 2015

O spektaklu Karaoke box w reżyserii Anety Groszyńskiej  w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

Karaoke box/fot.Piotr Kubic

Karaoke box/fot.Piotr Kubic

Doświadczanie tego spektaklu jest surfowaniem (sic!) pomiędzy pojawiającymi się w momencie wkroczenia na widownię pytaniami o zastaną i postrzeganą sytuację wyjściową, a wątpliwościami (z którymi odbiorca pozostaje w chwili rozstania z tym enigmatyczno-efemerycznym zjawiskiem) dającymi się zamknąć w jednym panicznym i desperackim a zarazem pełnym przyjemnego zdziwienia wołaniu: co to było?!

 

Rzecz dzieje się w chmurze. A raczej w „chmurze” – części wirtualnej przestrzeni. W centrum sceny ustawiono kolorową klatkę-rusztowanie, udekorowaną w całości dyskotekowymi mrugającymi światełkami. Neony pulsują w rytm muzyki, na początku do instrumentalnej wersji I will survive Glorii Gaynor, później do kolejnych śpiewanych piosenek. Ponad sceną zawieszono okalającą wszystko z góry surrealistyczną, wspomnianą już, chmurę. W tak zaaranżowanej, niedookreślonej, klimatycznej i trochę klubowej przestrzeni poruszają się swobodnie a ostrożnie postaci: Android Męski i Android Żeński.

 

Scenografia i sceniczna konwencja mają nawiązywać (wedle tytułu oraz wygłoszonego na początku przedstawienia wstępu wprowadzająco-wyjaśniającego dla widzów) do japońskich punktów rozrywki, gdzie można przyjść, wykupić bilet wstępu na dowolny czas,  zamknąć się w wyciszonym pomieszczeniu z maszyną do karaoke oferującą tysiące utworów muzycznych z rozmaitych czasoprzestrzeni i „wyśpiewać się”. Zasada kompozycyjna spektaklu jest więc bardzo prosta: postaci śpiewają na przemian piosenki, których teksty są wyświetlane na wprost widowni. Na tym jednak pozorna prostota przedstawienia kończy się, a od momentu pojawienia się na ekranie pierwszych słów przed odbiorcami zostaje rozpostarty wachlarz tematów, wątków, tropów interpretacji, domyśleń i podejrzeń – wywoływanych nienachlanie przez kolejne numery.

 

Można spokojnie zanurzyć się w tej rzeczywistości, poddać się transowej muzyce i nagle poczuć się jak we śnie lub w hipnozie. Bowiem pod postacią surrealistycznych i z pozoru zabawnych piosenek i obrazków, zostają widzom postawione przed oczyma (dosłownie) pytania o tzw. „Rzeczy Ważne”. Zaczyna się niepozornie, od miłości; później robi się coraz poważniej: ze sceny płyną współczesne, choć nawiązujące do stylu biblijnego, poematy o poszukiwaniu prawdziwego uczucia, radości, rzeczywistej przyczyny smutku i wiary.

 

Tekst dramatu Wyrypajewa stanowi najsilniejszy fundament spektaklu, decyduje o jego podstawowej wartości. Należy jednak skierować słowa uznania również wobec reżyserki i pozostałych twórców przedstawienia za umiejętne oddanie charakteru tekstu, znalezienie właściwej oprawy scenicznej dla szczególnego patetyczno-ironicznego stylu dramatopisarza, wykreowanie atmosfery teatralnego zjawiska. Znaczący udział mają w ostatecznym powodzeniu spektaklu aktorzy. Czarująco chłopięcy Michał Wanio w roli Androida Męskiego wzbudza zabawne skonfundowanie wymieszane z wzruszeniem, gdy śpiewa: „Moja ukochana w środku nie ma serca/ Ma za to dwa szare gołębie/ Zamiast serca”. I dalej: „Moja miłość to cebula krojona w talarki”. Zaś Agnieszka Judycka jako wyciszona, smutna i posągowa kobieta-android wprowadza do przedstawienia melancholię i dziwną, kosmiczną ciszę.

 

Intrygująca jest ta zaproponowana przez autora tekstu konwencja, w której świat przedstawiony jest zorganizowany wokół metafory Internetu. Wykorzystanie owoców nowej technologii jako elementu budującego paraboliczną sytuację wydaje się szalenie nowatorskie. Warto odnotować sposób potraktowania samego Internetu w spektaklu – czy przypadkiem nie został on utożsamiony z metafizyczną warstwą rzeczywistości? Czy nie stał się metaforą tego, co niematerialne, niewidoczne, a jednak niewątpliwie uznane i znaczące, sugestią, że żyjemy teraz w rzeczywistości rozczepionej pomiędzy tym, co widzialne i namacalne, a tym, czego zmysłowo doświadczyć się nie da?

 

Można podejrzewać, że dramatopisarz oraz reżyserka dostrzegli w atrybutach współczesności potencjał nowej jakości baśniowości. Skoro kultura jest skarbcem symbolicznych historii z morałem, traktujących o rodzaju ludzkim, których akcja rozgrywa się w świecie przyrody, zwierząt, a nawet przedmiotów nieożywionych, dlaczego nie miałyby powstawać głębokie baśnie o androidach i ich niepokojach? O świecie Internetu i nowoczesnych wynalazkach? Ostatecznie, wszystko jedno, do jakich symboli, kontekstów i konwencji się odwołamy. Bowiem – czy aby pytania, które wyrastają z rozmaitych baśniowych historii, nie są wciąż te same? No bo co jest powodem łez? Cebula krojona w talarki?

 

Katarzyna Siekańska

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

15 − eleven =