Katarzyna Siekańska: Przegranym historia mówi: niestety*

22 czerwca 2015

O spektaklu Mary Stuart w reżyserii Agaty Dudy-Gracz w Teatrze Ateneum w Warszawie

Mary Stuart/archiwum teatru

Mary Stuart/archiwum teatru

Premiera najnowszego spektaklu Agaty Dudy-Gracz wzbudzała w teatralnym środowisku pewne emocje. Widzowie i krytycy z ciekawością oczekiwali nowej produkcji reżyserki, która swoimi dotychczasowymi spektaklami udowodniła posiadanie własnego stylu artystycznego i odwagi pozwalającej na scenie nazywać bolesne rzeczy po imieniu. Intrygująca wydawała się również perspektywa zobaczenia Agaty Kuleszy w głównej roli – pierwszej teatralnej pracy z jej udziałem od pomyślnej oscarowej gali. Kredyt zaufania wobec twórców spektaklu miał prawo być duży. A jednak, to radosne oczekiwanie przerwał gwałtownie pewien suspens – rozczarowujący spektakl.

 

Krwawa Mary – na taki przydomek zapracowała sobie szkocka królowa, której przedśmiertne godziny zostały przedstawione w tekście Hildesheimera i spektaklu Dudy-Gracz. Przez równe sto minut widzowie śledzą tę niegdyś potężną i siejącą grozę kobietę podczas jej ostatnich chwil życia. Choroba wyniszczyła jej ciało, pozostawiając je słabym i upokarzająco bezbronnym. Jej rozkazy od dawna nie są już respektowane prawnie, a korespondencja zostaje wstrzymywana, chociaż sama królowa wciąż żyje w poczuciu własnej wszechmocy, sławy i wyższości. Podczas spektaklu królowej towarzyszy reprezentacja dworu wraz z pokojówką, która maluje wyniszczoną i bladą twarz skazanej, zakłada jej perukę i wszystkie warstwy wyjściowego królewskiego stroju. Na początku Mary jest ubrana jedynie w białą koszulę nocną, a brak peruki i makijażu obnaża jej rzadkie siwe włosy i żółtą cerę. W kolejnej sekwencji królowa nosi czerwoną aksamitną suknię i stelaż do podtrzymywania ostatniego elementu garderoby, który zostanie dodany już na sam koniec – czarnej spódnicy.

 

Zmiany w wyglądzie Mary być może miały ilustrować widzom różne odcienie psychiki i emocji królowej na kilka godzin przed śmiercią – od zupełnej bezradności, przez gwałtowny poryw uczuć, aż do ponownego wejścia w skórę Krwawej Mary z jej najlepszych czasów (przynajmniej pozornie), w której to odsłonie podejmuje ona swoisty taniec śmierci z własnym katem. Ten zabieg konstruowania kompozycji spektaklu poprzez zmianę sukien jest bardzo prosty, ale sprawdziłby się wyłącznie wtedy, gdyby różnice w nastrojach i ekspresji towarzyszące poszczególnym sekwencjom zostały starannie podkreślone, rozegrane charakterystycznie i wymownie – tak, aby zmiana podkreślana przez strój była autentyczna. Niestety, w spektaklu dramatycznie brakuje zróżnicowanych napięć pomiędzy postaciami oraz pomiędzy następującymi po sobie scenami. Grupa obecna na scenie (w wielu scenach na czele z samą królową) nie wzbudza w widzu emocji ani intensywnego wysiłku myślowego. Aktorzy tworzą irytującą zgraję, pozbawioną wyraźnie nakreślonych charakterów i ról w obrębie świata przedstawionego, przypadkową i bezkształtną masę, z której z trudem wyodrębnia się nawet pojedyncze imiona i funkcje na dworze.

 

Niestaranne aktorstwo, przewidywalna estetyka i poetyka przedstawienia, a także sama treść sztuki (której wartość współcześnie nie jest zrozumiała bez odpowiedniej scenicznej interpretacji i sugestywnego kontekstu) składają się niestety na spektakl, który widza po prostu nie obchodzi. Pozostawia widownię z poczuciem obojętności i nudy, co w przypadku twórczości Agaty Dudy-Gracz jest precedensem.

 

Szkoda, że reżyserka, spośród charakterystycznych dla swojego teatru środków, tym razem wykorzystała te najbardziej oczywiste i ograne (np. wizerunek Mary z pierwszej sceny, gdy niemal łysa i w koszuli z czerwoną plamą na kroczu wygląda jak postaci z wcześniejszych spektakli Dudy-Gracz – Matka z Ojca czy Piękna Helena z Każdy musi kiedyś umrzeć Porcelanko, czyli rzecz o wojnie trojańskiej). Zabrakło natomiast innych elementów, na których brak nie można było narzekać w dotychczasowych produkcjach: aktualności i ważkości tematu, wyraźnych postaci i konfliktów, formalnej jakości.

 

W tak skonstruowanej, raczej nieinteresującej strukturze teatralnej, w jednym miejscu pojawia się pęknięcie, które – gdyby zostało odpowiednio dopracowane – mogłoby przemawiać na korzyść jakości spektaklu. Kilkakrotnie Mary rozpaczliwie woła, że nie chce umierać, chce żyć. I chociaż również te fragmenty nie wzbudzają szczególnych emocji, to sceny, o których mowa, wydają się jakoś intelektualnie wstrząsające. Pytanie o wartość i wolę życia, jakiekolwiek by ono nie było (zważywszy, że Mary jest chora, znienawidzona przez poddanych i  prawdopodobnie od wielu lat głęboko nieszczęśliwa), podsuwa jeden z kluczy, jakimi można by próbować otwierać tekst Hildesheimera i przybliżyć jego problematykę współczesnemu europejskiemu widzowi.

 

Pod pretekstem premiery Mary Stuart w reżyserii Agaty Dudy-Gracz można zastanawiać się nad kierunkami, w jakich będzie podążał w najbliższej przyszłości polski teatr. Fakt, że po tekst o potędze i paradoksach władzy (bez względu na zastrzeżenia, jakie można wysuwać pod adresem tej realizacji) sięga uznana, nieraz kontrowersyjna i „modna” w pewnych kręgach reżyserka, może być sygnałem zwiastującym przewrót repertuarowy w twórczości dużych nazwisk współczesnej sceny. Czyżby po serii spektakli teatralnych traktujących o kredytach we frankach, aktualnej polityce lub – na drugim biegunie – skrajnie intymnej rzeczywistości twórców, nadszedł czas na namysł nad bardziej uniwersalnymi i ponadczasowymi problemami?

 

Katarzyna Siekańska

MARY STUART

Wolfgang Hildesheimer

Przekład Dorota Sajewska

Reżyseria i scenografia: Agata Duda-Gracz

Ruch sceniczny Tomasz Wesołowski

Muzyka Maja Kleszcz, Wojciech Krzak

Reżyseria światła Katarzyna Łuszczyk

Asystentki reżysera Agata Schweiger, Dagmara Olewińska

Obsada:

Agata Kulesz, Paulina Gałązka, Przemysław Bluszcz, Wojciech Brzeziński, Grzegorz Damięcki, Bartłomiej Nowosielski, Tomasz Schuchardt

Premiera spektaklu odbyła się 16. maja 2015 na Dużej Scenie Teatru Ateneum

 

*“History to the defeated

May say Alas but cannot help nor pardon”

W.H. Auden, Spain (brak polskiego przekładu).

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

10 + 19 =