Katarzyna Siekańska: Warsztaty z bycia

24 marca 2015

Refleksje wokół spektaklu Nie budźcie mnie w reżyserii Bogdana T. Graczyka w teatrze sztuka na wynos

Nie budźcie mnie/fot.Marta Ankiersztejn

Nie budźcie mnie/fot.Marta Ankiersztejn

„Prawdą jest: człowiek jest mikrokosmosem” – napisał Ludwik Wittgenstein w Uwagach o religii i etyce. Czy spotkanie dwojga osób to wyjątkowy moment współistnienia i przenikania się tych hermetycznych światów? Czy też ich drastyczne i bolesne zderzenie? A może po prostu nic nieznaczące, przypadkowe minięcie się? 

 

Niemal pusty śnieżnobiały pokój. Abstrakcyjna i warsztatowa przestrzeń z dwoma czarnymi sześcianami w centrum. Te jedyne elementy scenografii będą w spektaklu spełniać rozmaite funkcje: podestów, krzeseł, szaf, walizek… Dwie sylwetki w obcisłych czarnych trykotach i baletowych spódniczkach odcinają się od jasnego tła. Przemierzają scenę kilkakrotnie, wykonując proste ćwiczenia gimnastyczne i wykrzykując wyraźnie samogłoski. Trwa rozgrzewka – przed spektaklem, przed próbą sceniczną, w której biorą udział postaci i przed spotkaniem, czyli wielką zmienną każdego teatralnego wieczoru.

 

Spotykają się przypadkiem, na próbie. Ona i on – dwoje indywidualistów, ambitnych aktorów. Zaczynają rozmawiać. Najpierw nieprzyjemnie, chłodno, rzeczowo, później coraz milej i cieplej. Przyglądają się sobie z zainteresowaniem. Herbaty? Chętnie. Cynamonu? Jak to?

 

Na oczach widzów tworzy się opowieść o spotkaniu: od pierwszego błysku porozumienia, przez słodki smak nowości, aż po gorzkie rozczarowanie, kolejną próbę spotkania, kolejne rozczarowanie, niezliczoną ilość prób…  Dzielą się ze sobą cegiełkami swoich prywatnych światów, zwyczajami, upodobaniami. Obrażają się na siebie, a potem razem opowiadają zmyślone historie. Wycofują się nagle, gdy są zbyt blisko, uciekają, żeby w końcu spotkać się znowu i niespodzianie zacząć snuć wspólne plany.

 

Spektakl zachowuje ramę kompozycyjną pozwalającą interpretować kolejne sceny w porządku realistycznym, jako perypetie jednej przedstawianej pary postaci, zapis dynamiki konkretnie opowiedzianej znajomości. Jednak nie mniej interesujące wydaje się spojrzenie na tę propozycję artystyczną jak na swoiste studium relacji, głęboko analityczną opowieść o horyzontach spotkania, odcieniach, które może przybierać codzienne i odświętne „bycie ze sobą”. Przyjmując tę perspektywę odbioru, każdy z kolejnych epizodów można traktować jako pojedynczy „błysk” zdarzenia, osobny wariant tego abstrakcyjnego międzyludzkiego układu jedną z prób odpowiedzi na pytanie „co mogłoby się między nami wydarzyć?”.

 

Tekst Bogdana T. Graczyka jest w najlepszym i najgłębszym znaczeniu tego słowa – transparentny. Skonstruowany geometrycznie, wokół jednej wyraźnej osi, jaką jest spotkanie odmieniane przez wszystkie przypadki i wypadki. Postaci zostały nakreślone precyzyjnie a subtelnie, dzięki czemu tekst i spektakl zachowuje spójną konstrukcję i wyraźnie przedstawiony dominujący temat, pozostawiając jednocześnie dosyć duże pole swobodnych działań odbiorcy. Aktywny (intelektualnie i emocjonalnie) odbiór jest bezwzględną składową każdego pojedynczego spektaklu. Od indywidualnie przyjętych (i zapewne rozmaicie umotywowanych) perspektyw zależy, czy sceniczna propozycja będzie postrzegana jako historia gorzka, czy pełna nadziei.

 

Z jednej strony można widzieć na scenie portret relacji z góry skazanej na niepowodzenie (zawsze, gdy już-już zaczyna im się układać, coś się psuje, pada niepotrzebne słowo albo ktoś się wycofuje), spotkanie dwojga ludzi, którzy z niczyjej winy, po prostu – nie są dla siebie. Z drugiej zaś strony może to być niepozbawiona nadziei opowieść o ciągłym podnoszeniu się, próbowaniu, łataniu, naprawianiu tego, co ich łączy pomimo niepowodzeń.

 

W zależności od przyjętej perspektywy, innego znaczenia nabiera też pojawiający się na samym początku szczególny cynamonowy motyw. Czy owy cynamon (wtrącone „przypadkiem” ostrzejsze słowo, zakamuflowana tęsknota, ciągła rywalizacja) musi być przyczyną całego zła, tą niezaspokajalną cząstką ludzkiej natury, która sprawia, że szuka się dziury w całym, łyżką dziegciu w beczce miodu? A może jest tylko konieczną, choć czasem drażniącą, przyprawą odpowiedzialną za niepowtarzalny smak każdego spotkania?

 

Katarzyna Siekańska

NIE BUDŹCIE MNIE

Bogdan T. Graczyk

Reżyseria, muzyka, scenografia: Bogdan T. Graczyk

Światło: Tomasz Wentland, Marek Oleniacz

Obsada: Anka Graczyk, Dariusz Starczewski

Premiera: 20/12/2013, Scena Pokój

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

1 × 2 =