Ksenia Lebiedzińska : Fałszywy prorok w świątyni teatru

1 kwietnia 2012

O spektaklu Wierszalin. Reportaż o końcu świata w Teatrze Wierszalin w  Supraślu.

Wierszalin. Reportaż o końcu świata / materiały teatru

Bóg stworzył teatr dla tych, którym nie wystarcza kościół. W  granicach nauczania Cerkwi Prawosławnej nie mieszczą się poglądy głoszone przez protopopa Awwakuma czy Eliasza Klimowicza. Dzikie Pola prawosławia z powodzeniem anektuje teatr. Historie charyzmatycznych liderów religijnych to nie tylko świetny materiał na uniwersalną sceniczną opowieść, to   często początek trwającej latami teatralnej przygody. Gdyby nie Żywot protopopa Awwakuma,   nie byłoby Gardzienic. Gdyby nie Reportaż o końcu świata,  nie byłoby w Supraślu teatru Wierszalin.

Teatr Piotra Tomaszuka wziął swoją nazwę od legendarnej „stolicy świata”-  założonej przez Eliasza Klimowicza osady  Wierszalin. Według ludowego podania, to właśnie między Gródkiem a Krynkami znajdowała  się Dolina Jozafata, w której niepiśmienny chłop z Grzybowszczyzny miał sądzić ludzkie grzechy. Działalność Klimowicza przypadła na gorączkowe czasy międzywojnia. W młodym państwie polskim konstytuuje się władza, która uważa prawosławie za niechciany spadek po zaborcach. Na Chełmszczyźnie i Podlasiu niszczone są cerkwie. Jednocześnie ze wschodu nadciąga nawałnica, niosąca na czerwonych sztandarach państwo bez Boga. Rdzennie prawosławne wioski zawieszone są w próżni, nie dziwią więc apokaliptyczne nastroje wśród mieszkańców.

Spektakl Tomaszuka niczym ostrze wymierzony jest we współczesnego widza. Dopiero po konfrontacji z sektą grzybowców widać jak bardzo odeszliśmy od chrześcijaństwa. Rychły koniec świata nie schodzi z pierwszych stron gazet, ale współczesny człowiek nie pamięta o powtórnym przyjściu Chrystusa i Sądzie Ostatecznym. Przedstawienie Wierszalina zdaje się o nich przypominać. W życiu wyznawców proroka Ilji paruzja cały czas jest obecna. To dlatego  wbrew woli Eliasza obierają go nowym mesjaszem, a wsie zaludniają się apostołami i Matkami Bożymi.

Współczesny widz to racjonalny człowiek. Z dystansem przyjmuje opowieść Dorofiejuka, budowniczego studni ze Staroberezowa, o jego wizycie w czwartym niebie. Trudno traktować poważnie anegdotę o strzegących włodarstwa niebieskiego marynarzach „Krasnaho Fłota”.

Supraskie przedstawienie zmusza nas jednak do porzucenia szkiełka i oka, jest bardzo intensywne. Aktorzy są bardzo blisko widzów. Kreowane przez nich postacie urządzają krestnyje chody wokół proscenium, zwracają się bezpośrednio do publiczności. Tak jak  jurodiwa Olga D. , która biegając po ulicach wsi wybijała okna i wołała: Kajajcie się! . Apel ten nie może pozostać bez odpowiedzi. Reakcje mogą być różne. We mnie całość spektaklu wzbudziła mieszane uczucia. Cały czas balansujemy na granicy bluźnierstwa. Obrazoburstwo jest jednak subtelne. Nie wynika z nienawiści, ale z chęci mistycznego przeżycia. Przypomina mi to opis jednej z prób Gardzienic do Żywota protopopa Awwakuma,  kiedy grupa Włodzimierza Staniewskiego trafiła do opuszczonej cerkwi. Ćwiczenia rozpoczął wspólny śpiew, aby potem przekształcić się w ekstatyczny taniec radości. Żaden z uczestników nie miał poczucia, że bierze udział  w  profanacji. Zdarzenie to kończyło dzień intensywnego uczestnictwa w kilku Boskich Liturgiach, podczas których aktorzy śpiewali razem z chórzystami i wiernymi.

Reportaż o końcu świata jest nasycony muzyką. Wielokrotnie nagradzane (słusznie!) kompozycje Piotra Nazaruka nawiązują do prawosławnych pieśni liturgicznych.  Muzyka wprowadza modlitewny nastrój. Aktorzy wykonują utwory kanonicznie, dzięki  czemu  widz odnosi wrażenie, że jest nią otoczony. To kolejny poziom w skali intensywności widowiska.

We wznowionej przez Teatr Wierszalin książce Włodzimierza Pawluczuka, która jest literacką podstawą przedstawienia, zamieszczono opis spektaklu pióra  Jacka Sieradzkiego. Redaktor naczelny  Dialogu  zwraca uwagę, że spektakl przedstawia świat bezpowrotnie miniony. Pisze: szaro-czarno-biednie ubrani aktorzy mają pobielone twarze, usta podkreślone czarną szminką. Ich nie ma są wspomnieniem, kliszą pamięci. Mogę się z tym zgodzić, ale tylko częściowo. Podlasie nadal pozostaje krainą, gdzie jak nigdzie indziej w Polsce niebo styka się z ziemią. To prawda ,że nie spotkamy już na naszej drodze fałszywych proroków czy Janów Bogosłowów. Nadal jednak migawkom fotograficznym udaje się uchwycić anioła na dzwonnicy w Klejnikach.

Między Bugiem a Narwią  bije serce polskiego prawosławia. Co roku w sierpniu tysiące pielgrzymów ciągnie na św. Górę Grabarkę,  by wziąć udział w uroczystościach święta Przemienienia Pańskiego. To krwioobieg tego miejsca. Pątnicy pozostawiają tam  przyniesione  ze sobą krzyże. Każdy z nich naznaczony jest indywidualną intencją. Scenografia spektaklu odzwierciedla ten zwyczaj. Ewelina Pietrowiak umieściła na scenie krucyfiksy różnej wielkości, wykonane z różnorodnych materiałów.

Reportaż o końcu świata jest ściśle związany z miejscem, w którym został wystawiony. Nie znaczy to jednak, że historia sekty Eliasza Klimowicza nie ma szans wybrzmieć poza Supraślem. Spektakl Teatru Wierszalin nie pokazuje skansenu ludowej duchowości. Pytania o obecność Boga w świecie, które zadają sobie bohaterowie są aktualne zawsze. Bez względu na czas i miejsce.

Ksenia Lebiedzińska

Włodzimierz Pawluczuk  Wierszalin.Reportaż o końcu świata.

Reżyseria : Piotr Tomaszuk

Scenografia : Ewelina Pietrowiak

Muzyka : Piotr Nazaruk

Obsada : Katarzyna Siergiej, Ewa Gajewska-Jasińska/Paula Czarnecka, Edyta Łukaszewicz-Lisowska/Katarzyna Grajlich, Dariusz Matys, Kamil Smaczny, Rafał Gąsowski.

Spektakl obejrzany  10 marca 2012 w Supraślu.

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

fifteen − four =