Magdalena Konarska: Święta w krzywym zwierciadle

23 grudnia 2015

Czy  Święta w tropikach to dobry pomysł? Ile razy myśleliśmy, by Boże Narodzenie spędzić w towarzystwie drinków z parasolką, pod palmami w jakimś niedorzecznie gorącym miejscu? Czy zamiast świątecznych kreacji nie wolelibyśmy stroju kąpielowego i wygodnych japonek? Wszystko brzmi kusząco! Ale wiecie co? To naprawdę zły pomysł!

Istnieją kraje, dla których gorące święta to norma. Co prawda od jakiegoś czasu i Polska dołączyła do tego grona.  Mieliśmy więc bajkową Wigilię, bałwany i łapanie płatków śniegu na języki, a teraz mamy kwiatki i ćwierkające wróbelki. Przynajmniej te grudniowe anomalie to nie polityczne spiski, a rzekome ocieplenie klimatu. Chociaż czy możemy być pewni?

Nieważne jednak jest to, czy lubimy śnieg, czy nie, ale święta bez zimnego, białego (potem szarego i mokrego) puchu nie mają w sobie magii. Nie bez powodu na wszystkich pocztówkach i innych świątecznych „reklamówkach” widnieje gruby pan w ciepłym płaszczu, ciężkich traperach i czapce z pomponem. No, może oprócz tego z reklamy Pepsi – kwiecista koszula i klapeczki, ale jemu wybaczam!

Nie tylko święta pod palmą nie mają sensu – wyjazdowe również są beznadziejne. Święta w domku w górach nie wyglądają jak te z Last Chrismtas. Ślicznie urządzona chatka, świąteczne dekoracje, śnieg i żarzący się ogień w kominku. Rzeczywistość to wręcz krzywe zwierciadło tego sielskiego widma.

Przyjeżdżamy więc na miejsce, a ziemia to nie biała otulina, a lodowisko. Niepotrzebne nam więc ciepłe buty, od razu możemy wskoczyć w nasze łyżwy i próbować uporać się na nich ze stertą bagaży (bo przecież zawsze pakujemy się na rok, nie na świąteczny weekend). Drogie buty ze skóry? Nie ma potrzeby i tak tonowa warstwa soli je zniszczy.

Uroczy domek okazuje się być co najwyżej miły, ale sąsiedzi uwielbiają słuchać Franka Sinatry do późnych godzin porannych. Pokój jest mały, a łazienka zazwyczaj brzydka. Kolacja wigilijna przypomina posiłki w kolonijnych kantynach. Siadamy przy ogromnych, kiczowato przyozdobionym stole, dostajemy jeden kawałek filetu z ościami, a z kulinarnych wzruszeń pozostaje nam jedynie wzruszenie ramion. Długie świętowanie kończy się po godzinie, mamy więc dużo czasu, by udać się do pokoju i płakać.

Tak naprawdę miejsce nie ma znaczenia. Ważne byśmy spędzali święta z osobami nam bliskimi. Jeśli jednak postanowicie wyjechać na wymarzoną, świąteczną wycieczkę, nie zapomnijcie chusteczek, mogą się przydać! Może ktoś przynamniej zaśpiewa wam All I want for Christmas is you!

Wesołych Świąt!

Magdalena Konarska

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

five × three =