Magdalena Konarska: Transseksualne zdarzenia miłosne

21 marca 2017

O spektaklu Roma i Julian w reżyserii Krzysztofa Jasińskiego w Teatrze STU w Krakowie

Roma i Julian/fot. Tomasz Szkodziński

Roma i Julian/fot. Tomasz Szkodziński

Jak z kontrowersyjnego społecznie tematu zmiany płci, zrobić brawurową komedię? Odpowiedź na to pytanie znaleźli twórcy spektaklu Roma i Julian. Ich dzieło jest bowiem przezabawną, odważną i kąśliwą opowieścią o odwiecznej wojnie pomiędzy męskością i kobiecością. Tutaj role zostały jednak odwrócone, ponieważ tytułowa Roma dość ma już damskich przebieranek, a Julian dawno odnalazł w sobie Julię.

Przyznam szczerze, że wyprawa do krakowskiej Sceny STU na Romę i Juliana była moją pierwszą wizytą w tym teatrze. Teraz wiem jednak, że na pewno nie ostatnią. Dość mała,  kameralna wręcz scena pozwala na intensywniejsze przeżywanie spektaklu, niemal uczestniczenie w nim. Widownia, okalająca scenę z trzech stron, pięknie zamyka cały krąg, a my, widzowie, w każdym miejsca czujemy się jak w pierwszym rzędzie. Oszczędność scenografii na tak małej przestrzeni jest ogromną zaletą, jej nadmiar całkowicie zagraciłby pomieszczenie. Na scenie widzimy więc dwa łóżka, niewielki chodnik zbudowany pomiędzy nimi (w przedstawieniu jest korytarzem), a także dwa fotele i wyjście, które przerobione zostało na windę. Brak tu zbędnych drzwi, aktorzy świetnie radzą sobie z odgłosami imitującymi ich otwieranie i zamykanie. Dzięki temu każdy z nich jest inny, idealnie współgrając przy tym z osobowością i samopoczuciem bohaterów. Do scenografii perfekcyjnie została dobrana oprawa muzyczna. Piosenki wybrzmiewające z windy nadawały charakteru poszczególnym scenom i podtrzymywały humorystyczny wydźwięk całej sztuki.

Roma i Julian to opowieść o młodych osobach, które urodziły się w złych ciałach. Roma, niegdyś (nie)przykładna żona – teraz chciałaby zostać mężczyzną, a delikatny Julian od zawsze czuje się kobietą. Dramatyzm całej sytuacji został jednak przedstawiony w niezwykle kolorowy i zabawny sposób. Nie odnajdziemy więc smutku i poczucia niesprawiedliwości. Możemy obserwować ich przygotowania do operacji i podsłuchać konwersacje, które odbywają ze swoimi najbliższymi. To właśnie te rozmowy są fundamentem całego przedstawienia. W życiu nie śmiałam się na żadnej sztuce tak, jak na Romie i Julianie. Poczucie humoru nie tylko mi przypadło do gustu, bo co chwilę można było usłyszeć wybuchające (nawet solo) głośne salwy śmiechu. Mogę wręcz powiedzieć, że było to najzabawniejsze widowisko, w jakim miałam okazję uczestniczyć. Żarty, momentami sprośne i cięte, odpowiadały widzom w każdym wieku.

Roma i Julian to przede wszystkim pokaz relacji bohaterów. Obserwujemy dominującą i niezwykle roztrzepaną, a przy tym rozbrajająco zabawną Matkę, nieco przygaszonego ekspresyjną naturą rodzicielki, uczuciowego i zagubionego Juliana, męską, jednak nie w przesadny sposób, ujmującą nonszalancją Romę, i Męża, byłego piłkarza III Ligi – Grzegorza. Sztuka nie byłaby jednak tak zabawna, gdyby nie przypadkowe spotkanie Haliny i Grzegorza na szpitalnym korytarzu w Klinice Transseksuologii. Wówczas rozpoczynają się wszystkie intrygi i wyjaśniają najrozmaitsze korelacje między bohaterami. Efekt tego spotkania jest równie fascynujący. Halina zostaje bowiem jednocześnie matką i babką, spowinowaconą z byłą żoną swojego partnera, która jest ojcem jej dziecka.

Sztuka nie byłaby tak udana bez rewelacyjnych aktorów. Nie mamy tu ról pierwszo- i drugoplanowych, jednak moje serce skradła matka Juliana – Halina (Beata Rybotycka). Gdy tylko pojawiła się na scenie, przyciągnęła uwagę wszystkich widzów i nawet na moment nie przestała bawić. Jej popisy na niebotycznie wysokich szpilkach i przemówienia były o niebo lepsze od wszystkich znanych mi kabaretów. W cieniu pozostał Grzegorz (Dariusz Starczewski), choć jego postać nie miała tu chyba brylować. Na uwagę zasługuje też Agata Myśliwiec, wcielająca się w Romę, i jej tubalny głos – niezwykle magnetyczny, jak i cała prezencja. Kobieca strona Juliana, czyli Daniela Malchara, ujmowała natomiast gracją, a jej duet z Matką był po prostu fenomenalny.

Być może przedstawienie wcale nie było rewelacyjne. Nie zachwycało formą, może nie każdemu odpowiadało poczucie humoru tego typu, jednakże w mój gust trafiło idealnie. I to właśnie ta  możliwość ponad stuminutowego śmiechu sprawiła, że z chęcią wybrałabym się na nie jeszcze raz. Z teatru wyszłam bowiem roześmiana i zadowolona. Idźcie więc do STU, bo warto!

Magdalena Konarska

 

Roma i Julian

premiera: 05.05.2013

reżyseria: Krzysztof Jasiński

dekoracje: Sławomir Czyż

kostiumy: Anna Czyż

muzyka i wykonanie: Janusz Grzywacz

obsada:

Matka: Beata Rybotycka

Roma: Agata Myśliwiec

Julian: Daniel Malchar / Rafał Szumera / Konrad Michalak

Mąż: Dariusz Starczewski

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

two × two =