Maja Mroczkowska: Przypominam sobie

21 kwietnia 2015

O spektaklu Dybuk w reżyserii Mai Kleczewskiej w Teatrze Żydowskim im. Estery Rachel i Idy Kamińskich w Warszawie

Dybuk/fot .Magda Hueckel

Dybuk/fot .Magda Hueckel

(1) Lamed lamed hej

Na inaugurację obchodów 65-lecia Teatru Żydowskiego wybrano klasyk teatru jidysz – dramat Szlojma Zajnwila Rapoporta An-skiego Dybuk. W tradycji żydowskiej fraza dibuk meruach raa oznacza „przylgnięcie złego ducha”, następujące wtedy, gdy dusza grzesznika, która nie może się ponownie wcielić, wstępuje w ciało żywej osoby; to także znak grzechu popełnionego w tajemnicy. Już dramat An-skiego polemizuje z tak jednostronnie negatywnym rozumieniem tego pojęcia, poszerzając je o kontekst duszy kogoś dobrego, kto tylko umarł przedwcześnie i dawak – przylegając ­– do duszy osoby żyjącej, szuka dokończenia swojego nieprzeżytego życia. Dramat opowiada również historię niespełnionej miłości Lei, córki bogatego Sendera, i Chunona, który według zwyczaju, będąc uczniem pobliskiej jesziwy, stołował się w ich domu. Pierwotny tytuł sztuki z dopiskiem „na pograniczu światów” jest niezwykle pojemny. Odnosi się do rzeczywistości cwiszn – pomiędzy – Gemarą a kabałą, czyli inaczej ortodoksją i ezoteryką, cwiszn życiem i śmiercią, dla których pomostem jest miłość. Dzisiaj, w nowatorskim oraz współczesnym odczytaniu dzieła przez Maję Kleczewską i Łukasza Chotkowskiego, dzieło zyskuje jeszcze jedno pogranicze: pomiędzy współżyciem i Zagładą. O tej drugiej nie wiedział autor dramatu. Łączy je pamięć.

 

W języku hebrajskim każda litera alfabetu ma swoją wartość liczbową. Wychodząc od tego, kabaliści żydowscy na przestrzeni wieków doprowadzili niemalże do perfekcji posługiwanie się gematrią. Metoda ta ma na celu odnajdywanie ukrytych znaczeń Tory poprzez obliczanie liczbowej wartości jej słów, odnosząc to wszystko do symboliki ukształtowanej w ramach tradycji. Szczególne znaczenie ma liczba „36” czyli lamed (30) waw (6). Odwołuje ona do chasydzkiego wierzenia, że w każdym pokoleniu znajduje się trzydziestu sześciu cadikim, lamed wowników – sprawiedliwych – którzy utrzymują świat w istnieniu. Obliczenia Chunona idą dalej. Także imię Lei ma wartość „36”, lamed (30) alef (1) hej (5). Chociaż można je odczytać także jako „nie-Bóg”. Zestawienie liter lamed alef to hebrajskie „nie”. Litera hej symbolizuje Boga. Fabuła się zagęszcza. Chunon pyta, co to znaczy. Tym bardziej, że jak mówi jeden z bohaterów – przy pomocy kabały można wszystko.

65- lecie Teatru Żydowskiego. Lamed (30) lamed (30) hej (5). Co to znaczy?

 

(2) W Pieśń nad Pieśniami

Według kabały luriańskiej nawet w grzechu są iskry świętości, które czekają, aż ktoś je uwolni. Zło, zamiast z nim walczyć, należy naprawić, trzeba oczyścić grzech z brudu, aby została sama świętość. Najcięższym przewinieniem jest pożądanie kobiety. Chunon spekuluje, że gdyby przetopić je w naprawdę wielkim płomieniu – zmieni się ono w świętość nad świętościami, w Pieśń nad Pieśniami.

 

To właśnie jej fragmenty wybrzmiewają w pierwszych dziesięciu minutach spektaklu. Chociaż nie pojawiają się w oryginalnym tekście sztuki, podobnie jak nie ma w nim wzmianki o jakimkolwiek wczesnym wyznaniu młodych bohaterów. O ile ich miłość według An-skiego rozgrywa się od początku w niewypowiedzianej, niemal mistycznej sferze, Dybuk według Kleczewskiej ukazuje, jak zakochani w słodkiej fizyczności szaleńczych zapasów tarzają się po podłodze. Mój miły jest mój, a ja jestem jego! krzyczy Lea „na karuzeli” rąk ukochanego. W dzikim uścisku młodzi, jakby antycypując, kreślą białą kredą na parkiecie krąg – w tradycyjnej wersji dramatu obszar, którego nie może przekroczyć dusza wezwana na sąd. Niedługo później w mistycznej kulminacji, gdy zostaje ogłoszone, że Lea została „szczęśliwie” zaręczona i chasydzi pogrążają się w ekstatycznym tańcu, w głębi sceny Chunon umiera niezauważony. Codzienność przechodzi niepostrzeżenie w wieczność, jak już na samym początku deklamował Meszulach.

 

(3) Ich hob mojre cu redn mit dir[1]

Meszulach czyli z hebrajskiego „posłaniec”. W Dybuku postać funkcjonująca poza czasem, międzyprzestrzennie, jakby hipostaza zbiorowej pamięci i najwierniejszy świadek. Nowa interpretacja nadaje mu jeszcze kilka dodatkowych twarzy: Meszulacha z getta –  warszawskiego i każdego innego, Meszulacha przechadzającego się ulicami współczesnego Muranowa wybudowanego na żydowskich gruzach, Meszulacha z Auschwitz, z sali prób Żydowskiego Teatru. Obecny na scenie w każdym momencie trwania sztuki i także multiplikowany na wideo odtwarzanym w głębi sceny. Ekran co jakiś czas staje się lustrem, statecznym bądź drżącym, albo jest przezroczysty i widać ukrytego za nim kantora śpiewającego po hebrajsku modlitwy.

 

Chociaż Lea odwiecznym wyrokiem przeznaczona jest na żonę Chunonowi, Sender nie rozpoznaje w młodzieńcu tego, który ma do niej prawo ze względu na poczynioną przed laty obietnicę. Otóż ojcowie, przyjaźniąc się szczerze w latach młodzieńczych, poprzysięgli, że jeśli jeden z nich będzie miał córkę, a drugi syna, pożenią ich ze sobą. Kiedy Sender wydaje córkę innemu, złamanie obietnicy nabiera wymiaru kosmicznego. Gdy Lea i Menasze stoją pod chupą[2], rozlega się okrzyk: To nie jest mój ukochany! Poprzedzającej go ciszy towarzyszy wyświetlana na ekranie kreskówka Adventure Time. Flinn i Pies Jake żyją w postapokaliptycznym, nihilistycznym świecie; uważają siebie za przyrodnich braci, a Jake jest magiczny i potrafi zmieniać swój kształt. W mentalności żydowskiej, przesiąkniętej chasydyzmem oraz kabałą – pomiędzy słowem a materią nie ma znowu tak wielkiej różnicy. Może podobnie jak między animacją i życiem? Dybuk w ciele panny młodej zaczyna dochodzić do głosu. Ich hob mojre cu redn mit dir. Rzeczywiście Pora na przygodę!

 

(4) Werże hejst dich zajn a kalb?[3] Donna, donna donna…

Według zwyczaju Lea przed ślubem idzie na cmentarz, aby zaprosić na uroczystość dusze bliskich zmarłych. Tym razem jednak nie może być w tym akcie nic kameralnego. Współczesna oblubienica nie zaprasza samej tylko rodziny – do duszy matki, babki i dziadka dołączają także ofiary Zagłady, wszyscy umarli przedwcześnie, których życie domaga się kontynuacji, a opowieść wysłuchania. Pojawiają się nawet poprzednie wcielenia aktorskie Lei – Gołda Tencer i Joanna Przybyłowska. Pytają, co się dzieje z nieprzeżytym życiem, z dziećmi, które nie mogły się narodzić, z modlitwami, które nie mogły zostać odmówione. Dybuk wstępujący w pannę młodą ulega niejako zwielokrotnieniu. To już nie tylko bezprawnie zaproszona dusza Chunona, ale wiele innych. Opowiadają historie z getta, twarzą do publiczności, do ścian, do lustra, opowiadają, śpiewają. Donna donna donna. Któż ci kazał być cielęciem? (Zaopatrzona w słuchawki widownia korzysta z tłumaczenia na język polski).

Tylko reb Azriel, cadyk z Miropola ma wystarczającą moc, aby wypędzić dybuka. Chociaż w jasnym prochowcu i klapkach w paski, nonszalancko sącząc z kubka jakiś napój, wcale na takiego nie wygląda. Ale jest sympatyczny. Wprawdzie trochę zmęczony życiem, więc kiedy dybuk szaleje, zakłada ręce za głową i zdecydowanie „ma czas”. To on zarządza sąd Tory, którego domaga się zmarły ojciec Chunona, Nisan, za niedotrzymanie obietnicy przez Sendera. Sprawa jest najwyższej wagi: sąd podczas którego stroną jest zmarły (zmarli?). Jednak to za chwilę. Teraz na scenę wychodzi w golfie, kaszkiecie i prawie-dzwonach izraelska gwiazda pop, która śpiewa szlagier Yehorama Gaona Elef neszikot[4]. Wszystkie dusze na scenie, żywych i martwych, tańczą wolnego. Nawet Flinn i Jack.

 

(5) Rozpoznaję słowa, chociaż nie słyszę głosu. Przypominam sobie

Scena wypędzania dybuka to ekstremalny moment. Z przedwczesną śmiercią sprawa wygląda tak, wynika z kabały, że dusza nie jest jeszcze wystarczająco uświęcona, żeby móc wstąpić do nieba, nie jest też dość przeklęta, żeby wcielić się w niższą materię (kamień, zwierzę etc.), ale również i nie dość niewinna, by wcielić się w człowieka. Takie błąkanie się na obrzeżach to skandal dla świata. Nawet, jeśli grzech Sendera nie był popełniony z premedytacją, ale bardziej przez niefrasobliwość, przez niezadawanie pytań. Przecież Chunon nie był „dobrą partią”. Początkowo głosu Nisana nie słychać. Początkowo Sender niczego sobie nie przypomina. Ale można rozpoznać słowa.

Zmarły domaga się zadośćuczynienia i aby oskarżony do końca życia odmawiał kadisz[5] za niego i za jego syna. Kantor za znów przezroczystym lustrem zaczyna śpiewać modlitwę, uzupełniając ją o ofiary Auschwitz, Majdanka, Treblinki… Przypominam sobie.

 

(6) Ono żyje jeszcze jeden dzień

Ostatnie słowo należy do Meszulacha. Opowiada on o dwóch krańcach świata. Na jednym z nich znajduje się czyste źródło – a na drugim serce świata. Nie mogą one żyć bez siebie, ani też się zbliżyć. Gdy serce rusza z miejsca choć o jeden krok, traci z oczu czyste źródło i umiera. Ono z kolei żyje tylko tym czasem, który podaruje mu serce, ponieważ samo istnieje poza czasem. Każdy kolejny dzień i wieczór świata jest wynikiem ich wzajemnego daru. I jest też człowiek, który wędruje. Zbiera z serc iskry światła, tworząc czas. Gdy uzbiera z nich czas jednego dnia, przekazuje go sercu świata, ono zaś czystemu źródłu i ono wtedy żyje jeszcze jeden dzień.

 

Przypominam sobie (?)

 

Maja Mroczkowska

Dybuk

Teatr Żydowski im. Estery Rachel i Idy Kamińskich w Warszawie

Premiera: 17 IV 2015

Reżyseria: Maja Kleczewska
Scenariusz sceniczny: Maja Kleczewska i Łukasz Chotkowski
Dramaturgia: Łukasz Chotkowski
Muzyka: Stefan Węgłowski
Scenografia, światła, video: Wojciech Puś
Kostiumy: Konrad Parol
Asystent reżysera: Jędrzej Piaskowski

Obsada:

Marcin Błaszak
Piotr Chomik
Genady Iskhakov
Magdalena Koleśnik (gościnnie)
Joanna Przybyłowska
Henryk Rajfer
Rafał Rutowicz
Izabella Rzeszowska
Wanda Siemaszko
Piotr Sierecki
Piotr Stramowski (gościnnie)
Barbara Szeliga
Dawid Szurmiej
Gołda Tencer
Ewa Tucholska
Jerzy Walczak
Marek Węglarski

 

 

[1] Tłum z jid.: Boję się z tobą rozmawiać.

[2] Tłum z hebr.: baldachim ślubny.

[3] Tłum z jid.: Któż ci kazał być cielęciem? Jidyszowy utwór teatralny  Donna Donna został napisany na potrzeby spektaklu Esterke (1940-41) w reżyserii Aarona Zeitlina. Opowiada o cielęciu prowadzonym na ubój.

[4] Tłum. z hebr.: Tysiąc pocałunków.

[5] Tłum. z hebr.: modlitwa za zmarłych.

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

16 + 20 =