Malwina Miziarska: Nie tykaj rzeczy, których nie rozumiesz!

27 grudnia 2011

O spektaklu W imię Jakuba S. w reż. Moniki Strzępki w Teatrze Dramatycznym im. Gustawa Holoubka w Warszawie.

W imię Jakuba S. / fot. Bartłomiej Sowa

Cham i Pan. Siekiera i szpada. Podział w polskim społeczeństwie był, jest i jeszcze na długo pozostanie. Dopóki nie okiełznamy naszej pychy i egoizmu. Strzępka i Demirski dokonują tragikomicznego podsumowania lęków i kompleksów polskiego społeczeństwa. Cham z kubkiem ze Starbucksa lansuje się w kawiarniach, otacza ikeowskimi mebelkami w mieszkaniu, na które musiał zaciągnąć kredyt. Legendarny Jakub Szela ma nas wyzwolić, obudzić ducha walki i przypomnieć o korzeniach.

Na scenie smutny krajobraz – pobojowisko grzęznące w śniegu. Stos biurowych foteli, obdarta kanapa, ruiny chłopskiej chaty, a na tle czerwonej kotary zimna, metalowa konstrukcja. Jakub Szela (Krzysztof Dracz) próbuje nawiązać kontakt ze swoimi rodakami, którymi jesteśmy również my – widownia. Niestety z bólem dostrzega, że jego postulaty są ignorowane bądź kompletnie niezrozumiałe dla nas. Były dyrektor marketingowy (Dobromir Dymecki) łka jak dziecko po straciepracy, a po chwili zaciekle broni swojego przybytku jak pies budy. Młoda Para (Klara Bielawka i Paweł Tomaszewski) chce zaciągnąć kredyt – wstyd, zażenowanie i rozgoryczenie. Czują swój upadek, a pragną tylko mieć własny kąt. „93 metry?!” pyta pracownica banku (Alona Shostak) z wyrzutem, co chwila rzucając kąśliwe uwagi. Kobieta paraduje przez pierwszą połowę spektaklu z widłami wbitymi w plecy, przypominając ofiarę rabacji galicyjskiej. Ale czy młodzi zaciągający kredyt nie mieliby ochoty również wbić te same widły pracownicy banku? „Bank to taki grupy pan..”, a młodzi wbrew woli ojca popadają w niewolę biorąc pożyczkę. „Boli co?” pyta dziewczyna Jakuba Szelę, „wyjeżdżamy na wakacje zagranicę, boli co? A dziecka i tak nie ochrzcimy!”. Bunt przeciw ojcowskiej hegemonii, odwiecznego patriarchatu, bunt przeciw rodzimej niewoli.

Pojawia się kolejny temat tabu – ojciec, głowa rodziny, będący uosobieniem zawistnego chama, który dąży do celu jedynie poprzez siłę i przemoc. Dzieci wstydzą się jego pijaństwa, prostactwa i pieniactwa. Wigilia – święto rodzinne, pełne ciepła i spokoju. Brzmi wręcz komicznie w porównaniu z wizją, którą oferuje nam reżyserka. Kompletnie pijany mężczyzna obraża wszystkich, domaga się bezwzględnego posłuszeństwa. Ojciec-alkoholik; zmora większości polskich rodzin. Następny obraz – cham i pan. „Nie tykaj rzeczy, których nie rozumiesz” cedzi Howard Wagner, ale Szela nie pozostaje mu dłużny. Porównuje jego  i arystokrację do ptaków, które dziobią wiśnie jakby dziobały chłopskie oczy. Bieda – elita nigdy jej nie zrozumie. Szubienica i pańszczyzna- to ne są fundamentami gospodarki. Arystokracja zapomina jednak, że nie wszyscy jej przodkowie jeździli karocami i mieszkali w dworkach. Wyłania się na naszych oczach hipokryzja wyższych sfer, widzimy dorobkiewiczów, którzy za wszelką cenę pragną schować pod wycieraczkę swoje chłopskie pochodzenie. Brak pokory, antysemityzm i zawiść zżerają polskie społeczeństwo. Niewygodna dla nas własna historia powraca, a raczej tkwiła od zawsze, by teraz zabrać głos i żądać dla siebie należytego szacunku.

Spektakl Demirskiego i Strzępki po raz kolejny kłuje i prowokuje. Porusza kilka bardzo ważnych tematów, których podejmowanie na co dzień okazuje się zbyt trudne. Świetna gra aktorów nadaje tempo i rytm przedstawieniu, jednak na pierwszy plan wysuwa się Krzysztof Dracz. Widzieliśmy go w Teatrze Dramatycznym jako elektryzującego Kota z Cheshire w Alicji, Doktora w Klubie Polskim czy demonicznego Eggerta z  Aliny na Zachód. W każdej roli było widać niezwykłą precyzję i konsekwencję, lecz jako Jakub Szela dowiódł, że należy do czołówki najlepszych aktorów na warszawskich scenach. Stworzył postać bezlitosnego człowieka, nie bojącego się zabić tych, którzy stanęli mu na drodze. Jednocześnie jego łzy poruszają serce każdego.

Wszyscy jesteśmy dziećmi Jakuba Szeli. Im dalej chcemy uciec od niego tym bardziej zapędzamy się w kozi róg. Wakacje w Egipcie stają się koszmarem, kredyty – zniewoleniem, a pęd ku karierze – pędem ku destrukcji. Wraz z upadkiem Szeli, upada polski duch, przy pięknym śpiewie Alony Shostak. Czy nastąpi w końcu przełom w naszym społeczeństwie? Kiedy zaczniemy tworzyć wspólnotę?…

Malwina Miziarska

Paweł Demirski

W imię Jakuba S.

reżyseria: Monika Strzępka
scenografia, kostiumy: Michał Korchowiec
muzyka: Jan Suświłło
ruch sceniczny: Rafał Urbacki
producent: Tomasz Grzegorek
asystentka reżyserki: Iwona Kaszkowiak
asystentka scenografa: Monika Lenart
asystentka producenta: Patrycja Kycia
inspicjent: Tomasz Karolak
sufler: Magdalena Jaracz
realizacja dźwięku: Krzysztof Sierociński / Piotr Mastalerski
realizacja świateł: Rafał Rudkowski
realizacja multimediów: Dariusz Kraszewski

występują: Klara Bielawka, Krzysztof Dracz, Dobromir Dymecki, Sławomir Grzymkowski, Anna Kłos-Kleszczewska, Małgorzata Maślanka/Alona Szostak (gościnnie), Paweł Tomaszewski

 

Premiera warszawska: 18.12.2011 Teatr Dramatyczny w Warszawie

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

three × two =