Marcin Miętus: Artyści kontra wymiar sprawiedliwości

20 stycznia 2016

O spektaklu Rytuał w reżyserii Iwony Kempy w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie

Rytuał/mat. prasowe

Rytuał/mat. prasowe

 

Biurko, krzesło, ławka i materac to jedyne rekwizyty znajdujące się na białej, zamkniętej z trzech stron scenie. Jesteśmy – w zależności od danego epizodu – w hotelowym pokoju, garderobie, kościele, barze. Przede wszystkim w sali przesłuchań. Śledztwo prowadzone przez sędziego stanowi bowiem główną oś narracyjną spektaklu Iwony Kempy.

 

Rytuał to film wybitnego szwedzkiego reżysera Ingmara Bergmana, nakręcony dla telewizji w 1969 roku. Reżyser filmowy i teatralny, uznawany za czołowego przedstawiciela kinowego modernizmu, podjął w nim wątek artysty, jego roli w społeczeństwie oraz zmagań z rzeczywistością. a przede wszystkim (ogólnie pojętym) systemem. Scenariusz był również odpowiedzią reżysera na sprzeciw części kulturalnego środowiska, wyrażany po objęciu przez niego posady dyrektora Królewskiego Teatru Dramatycznego.

Twórczość Bergmana – zarówno scenopisarska jak i dramatyczna – od czasu do czasu gości na polskich scenach. Adaptacje przeważnie pozostają wierne autorowi, bowiem Fundacja Bergmana, odpowiedzialna za dorobek artysty, nie pozwala na zbyt dużą ingerencję w jego teksty. Z dotychczasowych realizacji warto choćby wspomnieć Personę Grzegorza Wiśniewskiego ze zmarłą kilka lat temu Joanną Bogacką z Teatru Wybrzeże oraz Rozmowy poufne Iwony Kempy w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Na tej samej scenie Kempa powraca do Bergmana Rytuałem, który jest polską prapremierą teatralną utworu. Utworu minimalistycznego, rozpisanego jedynie na czwórkę aktorów, stanowiącego dobry materiał na kameralny spektakl.

Wspomniane na początku śledztwo prowadzone przez sędziego śledczego, zmagającego się z nadmierną potliwością, dotyczy „numeru” wykonywanego przez trzyosobową trupę aktorów: małżeństwa Thei i Hansa oraz ich przyjaciela Sebastiana. Wszystkich bohaterów poznajemy w pierwszych minutach przedstawienia, a dokładniej w scenie wspólnego przesłuchania. Na pierwszy rzut oka niewinnego, z czasem przeradzającego się, jak nietrudno się domyślić, w pojedynek o dominację. Największą uwagę przykuwają Thea i Sebastian, wyraźnie zdenerwowani od samego początku. Wyglądają, jakby gryzło ich sumienie, czuli się winni lub skrywali jakiś sekret. Kempa ciekawie rysuje ich charaktery od pierwszych momentów przedstawienia. W sferze domysłu pozostaje tytułowy rytuał; nie wiemy dokładnie co się wydarzyło podczas widowiska zespołu i dlaczego ich sztuka zmuszona została zderzyć się z „bezdusznym” wymiarem sprawiedliwości. Sprawa wydaje się jednak poważna, bowiem sędzia stopniowo wywleka na światło dzienne wszystkie „brudy” z osobistego życia aktorów. Trójce bohaterów nie pozostaje nic innego, jak to, co najlepiej potrafią – grać. Ale i udawanie musi się kiedyś skończyć.

Thea, żona Hansa, romansująca z Sebastianem, to jedyna kobieta w spektaklu Kempy. Mityczna Thea była boginią wzroku żyjącą w kazirodczym związku z bratem, z którym wydała na świat słońce oraz księżyc. Miała zdolności prorokujące. W krakowskiej inscenizacji Thea stanowi obiekt pożądania trójki pozostałych mężczyzn (męża, przyjaciela oraz sędziego). Sama pragnie więc nimi manipulować. Świadoma swych wdzięków zachowuje się na przemian niczym wyrafinowana famme fatale lub rozpaczające dziecko, którym trzeba się zaopiekować. Dla niej wszystko jest spektaklem, a wszyscy wokół – publicznością. Momentami ma się wrażenie, że nie odróżnia rzeczywistości od fikcji. Neurotyczna i nadwrażliwa, nie znosi swojego prawdziwego imienia, nie chce być zwykłą Claudią Monteverdi. Prawdopodobnie wciąż boryka się z traumą z dzieciństwa – co zresztą jest wypowiedziane w spektaklu. Nie wiemy, czy jej jąkanie to gra czy prawdziwa reakcja na stres. Ta niejednoznaczność autentycznie fascynuje.

I tak jak huśtawka nastrojów w wykonaniu Katarzyny Zawiślak-Dolny jest wiarygodna i ciekawa, tak rozedrganie emocjonalne, wybuchy krzyku, płaczu i egzaltacji w wykonaniu Grzegorza Mielczarka wydają się nietrafione. Jego Sebastian, również pełen skomplikowanych emocji i neurozy, nie przekonuje. Pozytywne wrażenie robi za to Marcin Kuźmiński jako Hans, na pierwszy rzut oka opanowany i stanowczy, a tak naprawdę bardzo zagubiony. Scena jego przesłuchania, gdy znajduje się sam na scenie, a sędzia obserwuje go – i nas, widzów – jakby zza szklanej szyby, należy do udanych.

Kempa wiernie podąża za Bergmanem. Akcja spektaklu składa się z kolejnych epizodów, między którymi następuje wyciemnienie, a na tylnej ścianie pojawiają się projekcje z prywatnymi zdjęciami Thei, Hansa oraz Sebastiana. Dzięki nim możemy przyjrzeć się, co artyści robią „po godzinach”, jak spędzają czas poza teatrem oraz salą przesłuchań. I tu pojawia się problem, bowiem reżyserka niekiedy zbyt dosadnie stara się pokazać „degrengoladę artystów”, którzy dużo piją, wygłupiają na cmentarzu, uprawiają seks w lesie lub prowadzą samochód po pijaku. To zbędny element spektaklu, zbyt mocno stygmatyzujący artystów oraz usprawiedliwiający działania prokuratora.

Tytułowy rytuał, czyli element kontrowersyjnego spektaklu, przez który troje bohaterów doznaje kolejnych upokorzeń ze strony prokuratora, rozczarowuje. Brak w nim pazura, niezwykłości, transcendencji. Jest zbyt sterylny. Aż kusi, by po zachowawczych, dość spokojnych scenach dialogowych (może z wyjątkiem kuszenia przez Theę sędziego), nastąpiło rozprężenie energii, rodzaj wielkiego wybuchu. Reżyserka nie pozwala nawet, żeby wino rozlało się na posadzkę. No cóż, może to dlatego, że rytuał wykonywany jest w sali przesłuchań, a nie w przeznaczonym dla niego miejscu. Przełamanie mogłoby okazać się jednak ciekawsze.

Wzbudzający kontrowersje, a co za tym idzie, modny ostatnio temat cenzury w sztuce aż prosi się o rozwinięcie. Zabrakło w krakowskim spektaklu nie tyle doraźnej publicystyki, ile odważniejszego podejścia do tematu. Próby nazwania i dookreślenia końcowego rytuału. Żeby było jasne, w spektaklu Kempy zupełnie nie chodzi o szokowanie widza. Ostatnia scena jej ascetycznego Rytuału, a przede wszystkim efekt odgrywanej ceremonii, sięga oczywiście po teatralną umowność, którą można zaakceptować i która wyraża ciekawy osąd na temat sztuki w ogóle. Dobrze, że ten temat został w ogóle przez reżyserkę podjęty – mogliśmy bowiem przypomnieć sobie o odwiecznym konflikcie artystów i wymiaru sprawiedliwości. Tym razem w wersji niestabloidyzowanej.

 

Marcin Miętus

Ingmar Bergman

 

RYTUAŁ

 

Reżyseria: Iwona Kempa

Obsada: Katarzyna Zawiślak-Dolny, Grzegorz Mielczarek, Sławomir Maciejewski, Marcin Kuźmiński

Scenografia: Iwona Kempa, Anna Sekuła

Kostiumy: Anna Sekuła

Teatr im. Juliusza Słowackiego w Krakowie,

Scena Miniatura Kraków

Premiera: 28/11/2015

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

2 × three =