Marcin Miętus: Tęsknota i rewolucja

22 marca 2015

O spektaklu nie-boska komedia. WSZYSTKO POWIEM BOGU! w reżyserii Moniki Strzępki w Narodowym Starym Teatrze im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie

nie-boska komedia/fot. Magda Hueckel

nie-boska komedia/fot. Magda Hueckel

Reprezentantką polskiej arystokracji w spektaklu Strzępki jest Barbara Niechcic. Bohaterka, której pierwowzór odnajdziemy w powieści Noce i dnie Marii Dąbrowskiej, przechadza się powłóczystym krokiem po scenie, w pięknej sukni, z nieodłączną filiżanką herbaty. Nad wyraz skłonna do filozoficznych refleksji na temat życia i śmierci, przepełniona jest romantyczną tęsknotą, pełną egzaltowanych uniesień. Nikt jej nenufarów z pobliskiego stawu jednak zrywać nie będzie. Nadchodzi bowiem rewolucja.

 

Paweł Demirski przepisał Nie-boską komedię Zygmunta Krasińskiego w charakterystyczny dla siebie sposób. Umieszcza akcję gdzieś w „międzyczasie”, a specyficzną, współcześnie brzmiącą frazę wkłada w usta wielu postaci z różnych porządków. I tak oprócz wspomnianej Niechcicowej do segmentu szlachty dołączył Papa Wincenty oraz Orcio. Oprócz jasnowidzącego chłopca, z dramatu Krasińskiego Demirski wypożyczył Hrabiego Henryka, który niekiedy stapia się z postacią samego wieszcza, oraz oszalałą żonę(Anna Radwan-Gancarczyk) i Pankracego (w różnych osobach). Znalazło się też miejsce dla dwójki Przechrztów w wersji współczesnej (Marta Ojrzyńska, Radomir Rospondek), dwóch dziewic nęcących poetę (Marta Nieradkiewicz, Dorota Pomykała) oraz – jakże nam bliskich dzisiaj postaci – izraelskiej turystki (Małgorzata Zawadzka), zwiedzającej kolejne obozy zagłady oraz  robiącego karierę Żyda we współczesnej amerykańskiej telewizji (Szymon Czacki) . Temat rewolucji i demokracji nieustannie się tu przewija, jednak w nieco innych realiach, niż u Krasińskiego. Demirski stworzył dramat poruszający problemy  klasowych podziałów, współczesnej demokracji, wyzysku inteligentów i  – przede wszystkim – antysemityzmu (twórcy spektaklu polemizują z tezą jakoby dramat Krasińskiego miał być przejawem niechęci do Żydów).

 

Kij w mrowisko? Niekoniecznie. Przedstawienie Strzępki co prawda tętni życiem, ale problemy, konflikty i stawiane przez twórców pytania jakby ostygły, tracąc wyrazistość. Twórcy chcąc uniknąć jednoznacznych tez, sami popadają w pewien schemat myślowy, od którego trudno im się uwolnić. Tekst nie boskiej komedii. WSZYSTKO POWIEM BOGU nie ma siły wcześniejszych dramatów Demirskiego, często celnie uderzających w nasze niewesołe polskie poletko. Niektóre sceny wydają się trochę za długie, tworząc raz po raz niezamierzoną paplaninę, z której niewiele wynika. Spektaklu broni strona wizualna (scenografia Michała Korchowca) – w tym rewelacyjny pomysł z karuzelą przywodzący na myśl motyw z wiersza Miłosza Campo di Fiori – sprawna reżyseria i przede wszystkim znakomita praca zespołu Starego Teatru.

 

Demirski w jednym z wywiadów przyznał, że dla niego najważniejszy w teatrze jest aktor, który jest nośnikiem tekstu. A krakowska nie-boska zdecydowanie aktorem stoi. Wspomnianą już na początku, błękitnokrwistą Barbarę Niechcic gra Dorota Segda i robi to koncertowo. Sposób w jaki się porusza, jej płynne gesty i wzorowa artykulacja sprawiają, że niejednokrotnie kradnie sceny pozostałym – choć równie świetnym – aktorom. Segda, nie mająca wcześniej doświadczenia z duetem Strzępka/Demirski, ujawnia w nie-boskiej swój komediowy talent. Barbara Niechcic w jej wykonaniu jest postacią przerysowaną (lecz nie karykaturalną). Mimo iż jej postać nie jest związana z dramatem Krasińskiego, samym poetą, antysemityzmem ba!, nawet z tematem rewolucji, znakomicie w świecie wykreowanym przez Strzępkę się odnajduje.

 

Przyglądamy się jej od pierwszej sceny, pełniącej funkcję prologu, gdy pomaga Orciowi (równie mistrzowska rola Juliusza Chrząstowskiego) wnieść prowizoryczny teatrzyk dla lalek z parą marionetek. Towarzyszy im poirytowany Papa Wincenty (Adam Nawojczyk) – też arystokrata, stanowiący karykaturę ojca Zygmunta Krasińskiego, ubrany w wykwintny szlafrok, spod którego wystają białe kalesony i podkoszulek. Tren kremowej sukni Barbary wlecze się po betonowej, surowej podłodze, zręcznie omijając niewielką kałużę wody tuż przy szezlongu,  usytuowanym mniej więcej na środku sceny. Po prawej stronie znajduje się stolik i kilka krzeseł, do których podchodzą Barbara i Orcio. Chłopiec wspina się na krzesło, prezentując swój skromny teatrzyk, zapowiadający przyszłe wydarzenia (a dokładniej wojnę i lęk dotyczący jej przyjścia). Orcio ma przecież profetyczne zdolności. Chłopiec ma zajęcie, Barbara – tu jego ciotka –  może więc w spokoju popiłować paznokcie. Siada więc na szezlongu koło Papy Wincentego, pogrążona w myślach i zapewne w tęsknocie. Za plecami trójki bohaterów znajduje się czerwona kurtyna. Gdy się rozsunie (już po tym jak Orcio zakończy swój spektakl zniszczeniem wykonanej z kartonu mini-sceny) oczom widza ukaże się zbutwiały świat, nad którym wisi – jak umieszczone wysoko nad sceną konary drzew – nieuchronna apokalipsa.

 

Najważniejszą rolę w spektaklu odgrywa autor Nie-boksiej komedii – Zygmunt Krasiński, obecny na scenie. Romantyczny poeta jest u Strzępki zdublowany, gra go Marcin Czarnik i Małgorzata Hajewska-Krzysztofik. Ten zabieg (którego ofiarą padają również Dziewice ) znakomicie podkreśla schizofreniczność tej postaci. Bohater cierpi również na uwiąd twórczy, prześladują go różne duchy i lęki (uosobione przez Małgorzatę Zawadzką). Krasiński, gdy nie siedzi na kozetce lub przy maszynie do pisania, przeistacza się w hrabiego Henryka. Koncepcja rozszczepienia na dwoje Henryka/Kraińskiego eksplikuje się podczas jedynej w spektaklu scenie zaczerpniętej z oryginalnej Nie-boskiej komedii. Henryk bowiem przegląda się postaci Pankracego – jest jego rewersem. Czarnik, już nie w wykwintnym smokingu tylko zielonej kurtce wkracza na scenę właśnie jako Pankracy. W wybornie rozegranej konfrontacji z Hajewską-Krzysztofik, która pozostaje w roli Henryka, wybrzmiewa siła dramatu oraz problematyka całego utworu (a co za tym idzie polemika z dziełem Krasińskiego). Stara i nowa władza, panowanie szlachty i demokracja, rozlewa tyle samo krwi – zdają się mówić twórcy. Jak nieco później woła ze sceny Pankracy (tym razem w iście piorunującym wykonaniu Michała Majnicza) demokracja polega na przemocy i to nie symbolicznej.  „I chuj nie chcę się z nikim pięknie różnić nie ma na to czasu” – rzuca złowieszczo.

 

Barbara Niechcic ze zdziwieniem patrzy na rozwój wypadków. Nie chce się podporządkować zmianom, próbuje zapijać własną niemoc i przygnębienie filiżanką herbaty. Bohaterka grana przez Segdę, w całym wirze osobliwych postaci, pod ramię z niewidomym Orciem tworzy wyrazisty duet komiczno-krytyczny. Ślepy Orcio i Barbara tak naprawdę trzeźwym okiem patrzą na rzeczywistość. Czują, że nadchodzą zmiany, że ktoś zaraz przyjdzie i podpali ich dom (tudzież dworek). Barbara, choć dama i arystokratka, gdy zaistnieje potrzeba potrafi pokazać pazur. W konfrontacji z Papą Wincentym, pozbawiona złudzeń co do świetlanej przyszłości jej warstwy społecznej, zatańczy do walca z filmowej wersji Nocy i dni z papierosem i z wystawionym w kierunku mężczyzny (ale czy tylko?) środkowym palcem. Doktorat z tęsknoty na nic się jej w dzisiejszych, pełnych obezwładniającego strachu, czasach nie przyda.

 

Marcin Miętus

nie-boska komedia. WSZYSTKO POWIEM BOGU!
Paweł Demirski

tekst, dramaturgia: Paweł Demirski
reżyseria: Monika Strzępka
scenografia, kostiumy: Michał Korchowiec
muzyka: Jan Suświłło
obsada: Małgorzata Zawadzka, Dorota Segda, Marta Nieradkiewicz, Dorota Pomykała, Marcin Czarnik, Małgorzata Hajewska-Krzysztofik, Juliusz Chrząstowski, Michał Majnicz, Adam Nawojczyk, Marta Ojrzyńska, Szymon Czacki, Anna Radwan-Gancarczyk, Radomir Rospondek

Narodowy Stary Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Krakowie
premiera: 20.12.2014

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

nine + 13 =