Maria Juźwin: Pina była malarką, my kolorami…

13 września 2011

O filmie Pina w reż. Wima Wendersa.

PINA 3D / plakat filmu

Tańczą nie tylko swoim ciałem. Tańczą ziemią, krzesłami, brudem, przyspieszonym oddechem.  Pina Bausch w spektaklach dotyka samej istoty, w najczystszej, organicznej postaci. Sięga do najgłębszej prawdy o człowieku. Jest w tej prawdzie piękno, brzydota i pierwotna prostota zarazem.

Scena to miejsce zjednoczenia człowieka z żywą materią, z tym co towarzyszy mu od zawsze. Materia żyje, podlega upływowi czasu, współistnieje z człowiekiem, reaguje na jego ciało. Ziemia w Ofierze wiosny stopniowo zamienia się w błoto, kwiaty w Nelken łamią się pod krokami tancerzy, w Vollmond woda zalewa całą przestrzeń sceny. Ciała tancerzy brudzą się, przemakają, pływają w wodzie, ślizgają na mokrym torfie. Pina operowała czytelnymi, zmysłowymi znakami. Jej przedstawień nie trzeba rozumieć, wystarczy je widzieć, usłyszeć, poczuć ich zapach.

Tworzyła teatr wyjątkowej wrażliwości. Mówiła językiem tańca i tego języka uczyła swoich tancerzy. Dla nich była malarką, poetką sceny. Podczas prób często milczała. Jej spektakle trudno zamknąć w słowach, taniec Piny wyrastał zawsze ponad nie. Był daleką metaforą, abstrakcją, emocjami. Połączeniem żywiołów i zmysłów – zapachem mokrych liści, goździków, wody, rozsypanej ziemi. Tworząc przedstawienia, Bausch inspirowała się wielokrotnie codziennymi przeżyciami swoich tancerzy. Historiami, wspomnieniami, które ułomnie byłoby nazywać, dosłowniej jest je wytańczyć. Na scenie historie urastają niemal do rangi mitu, uniwersalnych toposów, rytuałów codzienności. Mają w sobie coś z baśni, snu, wyzwolonych marzeń. A przy tym mówią zawsze o podstawowych dla nas odczuciach – miłości, radości, samotności, cierpieniu.

Praca Piny z tancerzami polegała przede wszystkim na zadawaniu pytań i szukaniu odpowiedzi. Stopniowym dochodzeniu do pomysłów, następnie wyłuskiwaniu z nich istotnych zdarzeń – mikroelementów rodzącego się spektaklu. Czasem był to fragment ruchu, etiuda, pojedyncze słowo. Niczym kolaż zlepiała z nich przedstawienie, które jeszcze długo potem dojrzewało podczas prób. Uczyła czerpać z wnętrza, z doświadczenia. Dlatego w spektaklach tancerze nie odgrywają ról, po prostu są na scenie.

Pina Bausch wypracowała właściwą sobie estetykę Tanztheater. W niezwykle osobisty sposób rozwijała formę kształtującego się dopiero gatunku teatru tańca. Podczas czterdziestoletniej działalności stworzyła jego nowy język. Film Wima Wendersa to hołd złożony wybitnej postaci w historii tańca XX wieku. Nie jest to kolejny film dokumentalny, nie jest to hymn na cześć, ale próba uchwycenia tego co umyka słowom – ciała w ruchu, kolorów, emocji, wyrazu twarzy. Obcujemy z trójwymiarowym obrazem, stworzonym z fragmentów spektakli (Frühlingsopfer, Cafe Müller, Vollmond, Blaubart, Kontakthof) i tanecznych etiud, wykonywanych na ulicach Wuppertalu, przeplatanych krótkimi wypowiedziami tancerzy. Chwilami stoimy na scenie, innym razem jesteśmy widzami w teatrze, przechodniami. Wenders oszczędza słowa. Pozwala nam samym spojrzeć z bliska na poszczególne fragmenty spektakli, czasem przenieść je w kontekst innego miejsca, aby uchwycić niepowtarzalną poetykę teatru Piny. Poetykę milczącego tańca. Pięknie prostej, metafizycznej opowieści o człowieku.

Maria Juźwin

Pina 3D

Reżyseria: Wim Wenders

Choreografia: Pina Bausch
Premiera: 13 lutego 2011 (świat)

tagi: | Wersja do druku | |

3 komentarzy do Maria Juźwin: Pina była malarką, my kolorami…

  1. jkz, 13 września 2011 o 21:17

    Pani, jak… płacą (?), a pisać Pani, jak… nie umie.

    • Ewa Uniejewska, 14 września 2011 o 10:42

      niczego to oczywiście nie usprawiedliwia, ale nie płacą :)

  2. agaZ, 16 października 2011 o 12:30

    Tak! Myślałam dokładnie o tym samym, gdy oglądałam film we Wrocławiu. A po przeczytaniu znowu mam ochotę go zobaczyć!Wyjątkowy film.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

seventeen − seven =