Martyna Bielińska: Kondycja Czechowa

12 grudnia 2012

O spektaklu Mewa w reż. Agnieszki Glińskiej w Teatrze Narodowym.

Mewa / fot. Bartosz Bobkowski

Spektakl Mewa w reżyserii Agnieszki Glińskiej należy do najbardziej wszechstronnych w repertuarze Teatru Narodowego. Czy esencja z Czechowa przemówi do widza zanurzonego po czubek głowy we współczesnym pędzącym świecie, przy nadmiarze bodźców i strzępków zażyłości zamiast relacji międzyludzkich? Z przekonaniem odpowiadam twierdząco, mając na poparcie tej tezy szereg argumentów.

Na pewno przekład przysposobiony przez Agnieszkę Lubomirę-Piotrowską ułatwia komunikację z widzem i czyni tekst przystępnym i klarownym w odbiorze. Dzięki ciężkiej pracy w materii języka reżyserka miała miękki punkt wyjścia, bazę do działań teatralnych. A jak to u Czechowa, postacie mają dużo do powiedzenia, a mówienie jest sposobem ich istnienia. W tym przypadku sam autor określił gatunek Mewy jako komedię. Przyznał także otwarcie, że dzieło to dziwne miało być już w zamiarze. Za streszczenie akcji sztuki mogą posłużyć słowa jednej z bohaterek, granej przez Joannę Szczepkowską, znamienitej aktorki Iriny Arkadiny: „Co może być nudniejszego od cudownej wiejskiej nudy? Skwar, cisza, nikt nic nie robi, wszyscy filozofują…”. Rzecz dzieje się nad jeziorem w majątku Sorina, brata Iriny, rzeczywistego radcy stanu – w tej roli Włodzimierz Press. Prócz wymienionych bohaterów są także beletrysta, wybranek dojrzałej aktorki, para zarządców majątku, ich córka, prowincjonalny nauczyciel oraz syn z ukochaną Niną Zarieczną, córką bogatego ziemianina. To właśnie plątanina ludzkich losów, różnych perspektyw na te same zagadnienia, uniesień, namiętności, wielkości i małości ludzkiej zajmuje widzów bez wytchnienia przez ponad dwie godziny.

Glińska wraz z aktorami wytworzyła umowny świat. Już na poziomie scenografii dzieła Magdaleny Maciejewskiej uderza minimalizm. Cała przestrzeń sceniczna została pokryta sklejką w jasnym odcieniu, tworząc atmosferę zdecydowanie nie sielankowo-wakacyjną. Jezioro symbolizuje jedynie lustro w kształcie niewielkiego okręgu wbudowane w podłogę a jego umowne istnienie jest oddane za pomocą odgłosów. Wykreowany świat został zbudowany na zasadzie kontrastu surowości wszechobecnego drewna z miękką niską kanapą z wyszukanym obiciem i pięknym biurkiem młodego pisarza. Ten rozdźwięk potęgują także kostiumy, tylko w detalach nawiązujące do epoki współczesnej Czechowowi.

Mewa czytana dosłownie, co poniekąd czyni Glińska, jest opowieścią o młodej dziewczynie Ninie Zariecznej (Dominika Kluźniak), której ambicje zdobycia prawdziwej sławy i zostania nieprzeciętną aktorką pchają w objęcia dojrzałego beletrysty. Te pobudki umniejszają miłość młodzieńczą do niespełnionego artysty Konstantina Trieplewa, mającego gen genialności we krwi po matce aktorce. Historia kończy się smutno – strzałem w głowę porzuconego kochanka. Lecz w ramach  komedii mamy całą plejadę postaci, które zajmują swoim losem widzów, chcąc każdą kwestią zmienić nasze postrzeganie świata, rozdzielić inaczej akcenty, skierować światło punktowe na siebie. W tej rzeczywistości istnieją jedynie egotycy. Perypetie bohaterów można podsumować jednym sformułowaniem: ekstrakt z niespełnienia. Na scenie dominuje żal oraz niechęć do wielkich uczuć występujących „tylko w powieściach” a jednocześnie ulegają im. Mają wstręt do wielkich gestów i życiorysów, a czynią je i chcą, by nieprzeciętność była ich udziałem.

Reżyserka wykazała się niezrównaną intuicją przy doborze obsady. Ciekawy efekt zmagań aktorskich uzyskała Dominika Kluźniak. Gra postać tragiczną, często sięgając po „wysokie c”, okraszając całość sporą dawką ironii. Mewa dojrzewa na scenie wraz z aktorką. Po skażeniu namiastką miłości, niespełnieniem zawodowym, wyłuskując priorytety, będąc wytworną damą z czerwoną szminką na ustach, w ostatniej scenie wreszcie staje się przejmująco prawdziwa. Wcześniej wywołuje miast politowania śmiech lub pobłażanie. Lecz absolutnym motorem zdarzeń scenicznych, władcą i ulubieńcem widowni jest Paweł Wawrzecki kreujący postać lekarza, Jewgienija Dorna. Odnosząc się do zaprezentowanej gry aktorskiej, można śmiało posiłkować się słowem poetyckim i określić mianem: „potęga smaku”. Dorn jest czołowym prześmiewcą, lecz w tym wydaniu niezwykle subtelnie skonturowanym, który wypełniony po brzegi rozczarowaniem związanym z nieosiągalnością bycia artystą. Przyjmuje jednak kamuflaż złożony z niebanalnego dowcipu. Jest szczery do bólu w świecie wiecznego mijania się z prawdą i konwenansów. Również Patrycja Soliman jako uosobienie goryczy spowodowanej odczuwaniem miłości bez wzajemności, pozostaje szalenie konsekwentna i spójna. Joanna Szczepkowska grającą gwiazdę sceny teatralnej bywa ironiczna, wręcz groteskowa, i wypada bardzo wiarygodnie.

Analizując grę aktorską trudno nie wspomnieć, że nieadekwatny doborem słowa byłoby wcielanie się w role. Wykonawca pozostaje sprzężony wahadłowo z postacią. Staje się nią kontrolowanie. Ilekroć zawierzymy widzianej rzeczywistości i na poziomie sztuki, sam Czechow mówi to tylko teatr. Na scenie króluje przesada w emocjonalności wypowiadanego tekstu, co przejaskrawia dylematy, odczucia bohaterów. Motywem przewodnim jest teatr, który w formie inscenizacji Konstantina, poszukiwacza nowej formy, rozpoczyna przedstawienie. Wspomnienie o tym zdarzeniu, jego jałowości, smaku niezrozumienia i porażki oraz oddaleniu od ukochanej doprowadza do pociągnięcia za spust.

Reakcja publiczności staje się ważnym elementem, potęgującym atmosferę spektaklu. Aktorzy przeważnie zwróceni są ku oglądającym, znacznie rzadziej w stronę partnerów scenicznych. Przez ponad dwie godziny artyści bawią się optyką, igrają z percepcją swoją i widzów. Już w warstwie tekstu zawarte są nienasycenie i niedopowiedzenia. Każdy bohater wypowiada się na swój temat, ale nieustannie zmienia nam się perspektywa przez opinie kolejnych osób, często zupełnie do siebie nieprzystawalne. Mewa jest propozycją wielce interesującą zarówno pod kątem formy, jak i treści. Dzieło sceniczne ma znamiona sztuki czystej, która pod przykrywką lekkiego dowcipu, urody słowa, urywa się nagle i uruchamia myślenie, włącza autorefleksje i zaszczepia gorycz. Może po prostu zbyt celnie dotyka życia.

Martyna Bielińska

Anton Czechow
Mewa

Reżyseria: Agnieszka Glińska
Premiera: 18-11-2010, Teatr Narodowy
Obsada : Joanna Szczepkowska (gościnnie), Modest Ruciński, Włodzimierz Press (gościnnie), Dominika Kluźniak, Krzysztof Stroiński (gościnnie), Dorota Landowska, Patrycja Soliman, Krzysztof Stelmaszyk, Paweł Wawrzecki (gościnnie), Grzegorz Kwiecień, Karol Pocheć

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

10 + 15 =