Martyna Bielińska: Na zgliszczach

28 kwietnia 2012

O filmie Róża w reż. Wojciecha Smarzowskiego.

Róża

Róża to kwiat
albo imię umarłej dziewczyny

Różę w ciepłej dłoni można złożyć
albo w czarnej ziemi

T.Różewicz, Róża, fragment

Róża jest jak operacja na otwartym sercu, które wali niczym dzwon aż do ostatniego ujęcia. Reżyser przyzwyczaił widzów do niestosowania znieczulenia, aż do utraty tchu. Nie bez powodu najczęstszym wrażeniem opisywanym po zapaleniu światła w sali kinowej jest „wbicie w fotel”. Tym razem, by uniknąć ryzyka zostania więźniem własnego stylu, Smarzowski zdecydował się zrealizować scenariusz Michała Szczerbica. Jak zaznacza, Róża nie należy do filmów z „prostą nawigacją”. To ponad półtoragodzinna prawdziwa przeprawa, gonitwa myśli i emocji.

Mocny jest już sam początek: scena z Powstania Warszawskiego. Główny bohater AK-owiec Tadeusz (w tej roli Marcin Dorociński) – unieruchomiony, ranny i bezsilny patrzy jak żołnierze SS gwałcą i mordują jego żonę, sanitariuszkę. Kolejne kadry przenoszą nas w powojenną rzeczywistość. Ocalały z powstania mężczyzna jedzie na Mazury, by odszukać Różę (Agata Kulesza), żonę poległego niemieckiego żołnierza. Chce on dopełnić obietnicy danej towarzyszowi broni: poinformować kobietę o losie męża oraz oddać jej zdjęcie i obrączkę. Wojna się skończyła, ale nowa władza posługuje się tymi samymi metodami: podobny terror, bezprawie i zezwięrzęcenie, widoczne zwłaszcza wobec mniejszości etnicznej Mazurów, do których zalicza się również Róża. Tadeusz na prośbę samotnej wdowy zostaje, by pomóc jej w gospodarstwie. Sam nie ma dokąd i do kogo wracać, a w powietrzu wisi groźba aresztowania. Mazurka jest zupełnie bezbronna wobec brutalności zarówno tej, której już doświadczyła ze strony Sowietów, jak i tej, która dopiero przed nią. Ponadto została wyklęta przez swych rodaków jako ruska dziwka – przed wojną propolska, a obecnie na celowniku władzy ludowej, szykującej nakaz wysiedlenia. Między tym dwojgiem pokiereszowanych ludzi, na zgliszczach świata i dawnego już zapomnianego ładu, tli się uczucie. Lecz (jak to u Smarzowskiego i jak to często w życiu bywa) nie należy liczyć na pomyślne zakończenie.

Świat przedstawiony jest pełen zła, rozpaczy, cierpienia i niemocy, co zostało podkreślone surowością wnętrz i strojami bohaterów. Wyblakły krajobraz, nawet gdy świeci słońce, potęguje wrażenie rzeczywistości tonącej w szarości. To prawdziwa ziemia jałowa wciąż ociekająca krwią, a pola uprawne – miast żywić – są zaminowane i niosą jedynie śmierć. Nawet pies towarzyszący bohaterom jest nędzny, kuleje na trzech łapach. Echo wojny dobiega nie tylko z odgłosu wybuchów, ale także z wnętrza ludzkich dusz. Poczyniła takie spustoszenie, złamała na zawsze kręgosłup moralny wszystkich, których dotknęła nawet w najmniejszym stopniu.

Głównym walorem filmu jest sięgnięcie do naszych korzeni, sprawdzenie, skąd jesteśmy i na czym kształtowała się i wciąż formuje nasza tożsamość. Tło historyczne stanowi o wadze Róży. Twórcy filmu ocalili od zapomnienia losy Mazurów i to, co działo się na ziemiach odzyskanych po wkroczeniu Armii Czerwonej oraz za panowania władzy ludowej. Strzały wcale nie ucichły, wciąż królowało bestialstwo. Mazurzy uznani zostali za Niemców, sojuszników Hitlera. Stali się ofiarami dwóch nacjonalizmów. Przez Polaków byli postrzegani jako obcy. Również po przesiedleniu do Niemiec, nie zostali uznani za swoich. Byli niezwykle przywiązani do ziemi, gwary, Małej Ojczyzny. Rosjanie mieli przyzwolenie na znęcanie się nad nimi, ograbianie, mordowanie. Róża jest wielokrotnie gwałcona, bita i zastraszana. W tym jednym losie zawarte są tysiące takich samych historii, sponiewieranej kobiecości i totalnego upodlenia, uprzedmiotowienia. Włos jeży się na głowie, gdy Agata Kulesza przytacza rozmowę z wnuczką Mazurki, której babka opowiadała, że powojenna rzeczywistość wyglądała jeszcze gorzej. Lecz Smarzowski w filmie uchwycił znacznie więcej. Pokazał panowanie nowej władzy, zalążek PRL-u. Bez wartości, litości, grama uczciwości. Nie pominął Urzędu Bezpieczeństwa i jego metod działań oraz funkcjonariuszy: brutalnych tępaków od bicia, ale również wysublimowanych, inteligentnych działaczy na wyższych stołkach oraz ich agentów. Choć wojna stanowi  tylko bolesne wspomnienie, wciąż pozostaje namacalna. Znakomite są krótkie, kilkuscenowe sekwencje z Powstania Warszawskiego i tortur w więzieniu UB. Ich dosadność wystarczyła w zupełności, a jednocześnie utrwaliły na stałe karty historii na taśmie filmowej.

Róża to jednak nade wszystko film o miłości. Już dawno nikt tak pięknie nie uchwycił jej istoty przy pomocy subtelnych kadrów jak Smarzowski. Okazuje się, że wrażliwe tony nie są mu obce, a zaznaczanie obecności dobra w świecie przepełnionym złem wychodzi wiarygodnie. Sceny, w których uczucie kiełkuje między Różą a Tadeuszem, są bardzo delikatne i kruche. Właśnie poprzez zestawienie powojennego zdziczenia i beznadziei z czystym uczuciem, ten wątek chwyta za gardło. Miłość tkwi w wypalonych spojrzeniach bohaterów. Objawia się poprzez czułość, oddanie i poświęcenie. Najzwyklejsze głaskanie ramienia, ucałowanie czoła i czytanie książki do snu – również tego ostatniego (rozdzierająca scena odejścia Róży).  Z jednej strony wątek miłosny pokrzepia; dwa ludzkie wraki okazują się być zdolne do kochania. Jednak emocjonalnie wyciszone sceny dewastują wnętrza widzów. Przeczucie i przeświadczenie o tym, że to miłość nie do przyjęcia w bezlitosnej rzeczywistości, towarzyszy każdej nieśmiałej chwili szczęścia i spokoju. Bo przecież Róża i Tadeusz chcą jedynie normalnie żyć nawet w miejscu, gdzie diabeł mówi dobranoc. Móc na odminowanym polu sadzić ziemniaki i nie walczyć co dzień o przeżycie.

Trudno nie wspomnieć także o intrygującym scenariuszu Michała Szczerbica. Oprócz wymienionych już elementów zawiera również wyraziste, świetnie nakreślone sylwetki postaci. Role są jakby szyte dla Agaty Kuleszy i Marcina Dorocińskiego na miarę. Smarzowski kolejny raz wykazał się niezawodną intuicją przy doborze obsady. Śledząc na ekranie losy duetu, widać gołym okiem, że te kreacje wymagały wydarcia kawału własnego wnętrza. Kulesza musiała zmierzyć się z postacią kobiety obolałej, będącej na skraju wyczerpania fizycznego i psychicznego. Dorociński natomiast stworzył postać wiarygodnego przedwojennego idealisty bez skazy. Wskrzesił typ człowieka zdecydowanie niedzisiejszego, reprezentującego naczelne wartości: Bóg, Honor i Ojczyzna. Wierny sobie, choć w obronie Róży narusza pojęcie przyzwoitości i uczciwości. Utrwalenie tego rodzaju osobowości jest ważne, bo zapominamy o wciąż istniejących odpowiednikach z krwi i kości. W pamięci zapadają także role postaci drugoplanowych, między innymi Pastor (grany przez Edwarda Lubaszenkę), sowiecki żołnierz jak żywy (Eryk Lubos) i repatriantka (Kinga Preis, często pojawiająca się w filmach Smarzowskiego).

Róża zasługuje na miano jednego z ważniejszych filmów w polskiej kinematografii, ponieważ dotyka zapomnianych obszarów naszej historii. Choć nie wyłącznie. To przecież przede wszystkim znakomita, bardzo profesjonalna produkcja dopracowana w każdym calu. Popis aktorski Agaty Kuleszy i Marcina Dorocińskiego. Całość robi piorunujące wrażenie. Częstym zarzutem wobec Róży jest przesadne epatowanie przemocą, w tym zbyt liczne sceny gwałtów. Fakt ten można tylko skwitować stwierdzeniem, że ktoś wreszcie zdobył się na odwagę, by pokazać realia powojenne. A gwałt, poszargana kobiecość i godność ludzka stanowiły stały element tego krajobrazu. Wojciech Smarzowski prezentuje oblicze bardzo dojrzałego i wręcz perfekcyjnego reżysera. Pokazuje świat nawet nie realistycznie, a naturalistycznie, co jest unikatowe i staje się jego znakiem rozpoznawczym. Róża to seans obowiązkowy, choć niekomfortowy. Jest jak jątrząca się rana posypywana solą. Proszę tylko nie pytać, czy film się podobał, bo Smarzowski nie robi filmów do podobania, ale do przeżywania.

                                                                                                                      Martyna Bielińska

Róża

Reżyseria: Wojciech Smarzowski

Scenariusz: Michał Szczerbic

Występują: Agata Kulesza, Marcin Dorociński, Kinga Preis, Jacek Braciak, Eryk Lubos, Edward Lubaszenko, Marian Dziędziel i inni.

Premiera: 3 lutego 2012 r.

Zdjęcia: Piotr Sobociński jr

Muzyka: Mikołaj Trzaska

Scenografia: Marek Zawierucha

Montaż: Paweł Laskowski

Dystrybucja: Monolith Films

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

4 × 4 =