Mateusz Kaliński: Bełkot. 4 grudnia 2016

8 grudnia 2016

Jeśli chodzi o koty, jeśli ktoś mnie o nie spyta, to ja z pamięci wymienię obszerną kocią bibliografię. Pisał o nich Pilch między innymi w Bezpowrotnie utraconej leworęczności, pisał Hugo w Nędznikach, pisał King w Cmętarzu Zwieżąt, coś od siebie dorzucili Bukowski i Hemingway (ten ostatni opiekował się niezliczoną ilością sześciopalczastych kotów w swoim domu na wyspie Key West na Florydzie), o słynnym wierszu Szymborskiej nawet nie trzeba wspominać. Koty w literaturze mają swoje miejsce, ale i tak daleko im do pozycji, która należy się tym stworzeniom z woli najwyższych bytów.

Czemu nie pójść dalej? Czemu na półce w moim pokoju miałyby nie stać Kocia góra Doktor Kotus Tomasza Manna? Albo Anna Kociamina łażącego za mną wciąż Tołstoja? Najsłynniejsza powieść Kundery? Kocia lekkość bytu. Za co świat ceni Dostojewskiego? Przede wszystkim za Braci Kotomazow. Przyglądam się pozostałym książkom i widzę, stoją jak byk ­– Sklepy Kocimiętkowe, Kot i Kociara, Buszujący w kuwecie, Sennik koci, Kotulisses i wiele, wiele innych. Drodzy państwo, nie chwalę się wcale, ale przyznać trzeba, że jest to imponująca biblioteczka! Nawet leży gdzieś lektura wieku dziecięcego, którą do dziś wspominam ze wzruszeniem, czyli O kocie, który jeździł koleją. Kinematografia, nie licząc ekranizacji, także dostarczyła obszernej filmografii kociej, wystarczy wspomnieć choćby Hitchcocka i jego Koty. Zresztą, kto nie słyszał o musicalu o tym samym tytule?

Miau/rys. Alicja Szewczyk

Miau/rys. Alicja Szewczyk

Obserwuję koty odkąd pamiętam i już dawno doszedłem do wniosku, że owe stworzenia przewyższają wszelkie inne istoty i trudno byłoby nawet określić miarę owej przewagi. Nie obrażając miłośników psów – doceniam ich wagę i rolę w życiu człowieka, a nawet pewnego rodzaju inteligencję – ale gdzie pies, a gdzie kot? Kto przy zdrowych zmysłach w ogóle myśli o takim zestawieniu? Koty to istoty absolutne, istoty spełnione. Psy, jak człowiek, pełne wad. Koty tych wad pozbawione.

Niestety obecnie nie mam możliwości nawiązać bliższych relacji z konkretnym kotem, lecz udało mi się zaprzyjaźnić kilkoma innymi. Szczególnie z Olkiem z mojego bloku, który zawsze wchodząc na klatkę czeka łaskawie na mnie, aż go dogonię i się przywitam. Z Nitką (jednak w celu wyrażenia jej boskości nazywaną przez wszystkich Kotem), która zawsze obskakuje mnie i domaga się uwagi, kiedy tylko odwiedzam S. Nie mogę też zapomnieć o rezydującym u G. Kocie Krzysztofie, którego uroda w pewnych kręgach jest już legendarna. Przemierzają świat sobie tylko znanymi drogami i dochodzą do sobie tylko znanych wniosków. Największe marzenie? Wejrzeć w koci umysł. Podziwiam ich odwagę (niech ktoś spróbuje ją zakwestionować!), ich wdzięk, grację, ich pewność celu, ich postawę wobec ludzi. Żadnego z tych cudownych stworzeń nie można nazwać podległym jakiemukolwiek człowiekowi. Żaden z szanujących się kotów nigdy o podległości nie myślał. Jedyne, co wchodzi w grę, kiedy decydują się zamieszkać z człowiekiem, to pełne i niewątpliwe partnerstwo. Przyjaźń, a nie dominacja jednego nad drugim.

Gdyby człowiek miał być istotą doskonałą, bez dwóch zdań byłby kotem. Człowiek ma spojrzenie ograniczone i subiektywne, kot ma absolutne i obiektywne. Człowiek patrzy na świat z jednej perspektywy, kot wszystkie perspektywy przerobił i odrzucił. Człowiek bezustannie musi się stawać, kot po prostu jest. Kot głęboko pod ogonem ma ukryte durnoty takie jak ontologia, aksjologia czy metafizyka. Dawno te sprawy przetrawił i o nich zapomniał, nie potrzebuje marnych ludzkich nauk do poznania. Po co kotu filozofia? Kot poznanie ma wrodzone. Wszak bezdyskusyjnie jest absolutem.

Mateusz Kaliński

tagi: | Wersja do druku | |

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

twenty − 17 =